Starfield

Starfield rekordowo duży? Nie wiem, nie brzmi to zachęcająco…

Kajetan Węsierski | 04.09, 15:00

Niektórzy z Was może pamiętają, inni zdążyli zapomnieć, ale przed premierą Dying Light 2 doszło do bardzo dużej kontrowersji. Jednej z tych, które mogą całkiem mocno zmienić postrzeganie konkretnego tytułu jeszcze przed jego debiutem. I może nie można tu mówić o wypaczeniu perspektywy o bite 180 stopni, ale bez wątpienia stosunkowo sporym ruchu, który zapadł w pamięć wielu. 

Mowa oczywiście o grafice, która odnosiła się do tego, jak wiele czasu potrzeba na skompletowanie wszystkiego, co twórcy z Techlandu przygotowali dla graczy, którzy podejmą próbę zwojowania uniwersum zombie w sequelu Dying Light. Domyślam się, iż w świecie deweloperów setki godzin przygotowanego materiału są czymś, czym warto się chwalić. Niestety - wśród graczy wygląda to zupełnie inaczej.

Wtedy napisałem nawet o tym krótki tekst, gdzie argumentowałem, że w dzisiejszych czasach masa osób ma zupełnie inne podejście. Gry na setki godzin przestały nas jarać, albowiem coraz bardziej przyzwyczajamy się do krótkich i natychmiastowych zastrzyków dopaminowych. Sporo osób wybiera zwięzłe i domknięte historie, zamiast zagłębiać się w te, które wyrywają z naszych żyć naprawdę sporo czasu. 

Trend dalej mocny

I choć można pomyśleć, że w związku z tym deweloperzy rzeczywiście będą odpowiadać na potrzeby graczy i tworzyć gry nieco bardziej skondensowane (powiedzmy - na kilkadziesiąt godzin), to wcale nie musi tak być. I najlepiej świadczy o tym niedawna informacja, która wypłynęła do sieci, a która odnosi się do nadchodzącej i niebywale wyczekiwanej pozycji od Bethesdy, a więc Starfielda

Zgodnie ze słowami Inona Zura - kompozytora, który od lat tworzy ścieżki dźwiękowe do produkcji studia - kosmiczna przygoda ma być największą grą, jaką wyprodukowała Bethesda. Projekt ma być dwa razy większy, niż największy z dotychczasowych, za jaki odpowiadała ekipa deweloperów. Brzmi absurdalnie? Cóż, pozornie być może tak, choć gdyby się nad tym zastanowić… 

Trudno czuć zszokowanie. Mówimy wszak o grze, której akcja ma rozgrywać się w kosmosie. Co więcej, dostępna będzie nie tylko przestrzeń kosmiczna, a czterocyfrowa liczba planet. Z automatu nastraja to nas na zrozumienie tego, z jakiego względu będziemy mieli do czynienia z największą grą wszech czasów od Bethesdy. Mam jednak dziwne przeczucie, iż niemało przedstawicieli studia mogło się niemiło zaskoczyć tym, jak tę informację odebrano. 

Przeglądając bowiem komentarze - niezależnie od tego, czy piszę o portalach polskojęzycznych, czy tych zagranicznych, zdecydowana większość pasjonatów gier, którzy dzielą się swoim zdaniem, podchodzi do tematu raczej negatywnie. Twierdzą zgodnie, iż grozi to monotonią, znużeniem, przygnieceniem skalą i zwiększoną szansą oraz liczbą w kontekście potencjalnych błędów, które będzie trzeba później naprawiać.

Zmierzch dużych gier? 

Niektórzy mogą sobie więc zacząć zadawać pytanie, czy dochodzimy do momentu, w którym powinniśmy mówić o „zmierzchu” największych produkcji. Pojawiają się pytania, czy to właściwie początek końca tak rozbudowanych światów w grach, jak Assassin’s Creed czy The Legend of Zelda: Breath of the Wild. A pewnie są i tacy, którzy zachodzą teraz w głowę, czy jest sens dalej tworzyć produkcje z otwartym światem. 

Cóż, osobiście uważam, że nie ma sensu uprawiać czarnowidztwa. Powiem więcej - wyciąganie takich wniosków, jakie przytoczyłem w powyższym akapicie, nie ma obecnie najmniejszego sensu. Wciąż są ludzie, którzy uwielbiają takie gry. Nie brakuje osób, które dalej potrafią lizać wszystkie ściany i przesiadywać setki godzin w produkcjach, które z założenia przeznaczone są na „zaledwie” kilkadziesiąt. 

Jakby tego było mało - dalej lubimy przecież otwartość i mnogość opcji. Chodzi w tym wszystkim o taką formę „promocji”. Jeśli już tworzy się grę, która będzie kolosalna w swoich rozmiarach, to może warto zachować tę informację wyłącznie dla największych fanów - pozwolić im samym dowiedzieć się, z jak dużym projektem będą mieli do czynienia. W innym wypadku dochodzi o odkrywania się na ciosy. 

Prawdą jest bowiem, że w obecnej sytuacji każdy będzie patrzył Bethesdzie na ręce. Każdy błąd będzie wrzucany do worka, w którym będą leżały te wynikające ze „zbyć dużej gry i zbyt dużych ambicji”. Co więcej, gdy produkuje się grę AAA, to zazwyczaj ma ona docierać do mas, do milionów osób - nie oszukujmy się, ona ma się sprzedać. Deklaracje tego typu mogą działać odwrotnie. 

Podsumowując

Trzecia dekada XXI wieku nie jest pierwszą tego ani ostatnią poprzedniego. Czasy się zmieniają, odbiorcy mają inne potrzeby. Gier jest coraz więcej, my mamy coraz większą łatwość w dostępie do kolejnych tytułów i tak dalej. Z tego samego powodu bardzo często odcinki seriali zamykają się dziś w 40 minutach, a chętniej oglądane na YouTube są materiały dziesięciominutowe niż te godzinne. 

Starfield

Czas nie jest z gumy, a my potrzebujemy bodźców. I choć - jak już wspomniałem - ciągle są wśród nas ludzie, którzy mogą przez długie miesiące bawić się w jednym tytule, eksplorując każdy zakamarek stworzonego świata, to takich osób po prostu ubywa. I nie ja powinienem oceniać, czy to dobrze, czy źle. Mogę jedynie stwierdzić, iż jestem przekonany, że z czasem długość gry nie będzie już jej cechą dodatnią. 

Odnoszę wrażenie, że twórcy nie tylko przestaną się tym chwalić, ale będą bardziej starać się, aby przed ilością, zawsze szła jakość. I tak samo powinno być to przedstawiane w materiałach promocyjnych. Choć nie oszukujmy się, jeśli te tysiące planet będą różnorodne i nie zostaną zamknięte w ramach misji w stylu „przynieś, podaj, pozamiataj”, to cały ten zarzut będzie można zmazać. Gry wideo niejednokrotnie zaskakiwały i podobnie może być w tym przypadku. 

cropper