Outcast 2

Gamescom 2022: Graliśmy w Outcast 2: A New Beginning. Długo oczekiwany sequel rewolucyjnej gry

redakcja | 24.08, 20:00

Pierwsza odsłona Outcast z 1999. roku była rewolucją - takiej gry z otwartym światem jeszcze nie było. 23 lata później, kiedy ludzie zaczynają odczuwać przesyt wszechobecnymi open worldami z masą “pytajników” rozsianych na mapie, mamy dostać Outcast 2: A New Beginning. Czy jest na co czekać, czy to po prostu kolejny open world jakich wiele?

Akcja Outcast 2 ma miejsce na dokładnie tej samej planecie co "jedynka": planeta Adelpha. Ba, nawet główny bohater, Cutter Slade, jest ten sam, choć sam świat jak i postać uległy ewolucji, wszakże w świecie gry upłynęło ponad 20 lat od wydarzeń oryginału. Planeta ponownie jest zagrożona, rdzenni mieszkańcy - Talanie zniewoleni, a naturalne surowce na wyczerpaniu. W skrócie: znów będziemy musieli uratować świat.

Nowa pozycja Appeal Studios to podobnie jak “jedynka” trzecioosobowa gra z otwartym światem, gdzie, teoretycznie, od samego początku rozgrywki będziemy mogli dostać się prawie wszędzie. W eksploracji sporej mapy (której twórcy szacują rozmiar na 16km2) pomoże nam wyposażenie, takie jak jetpack dający dodatkowe “skoki” w powietrzu (wraz z postępami gry odblokujemy większą ich ilość) i możliwość unikania ataków, zarówno w powietrzu jak i na ziemi, oraz coś w stylu lotni, która ułatwi nam pokonywanie większych dystansów i przede wszystkim umożliwi bezpieczne zeskakiwanie z dużych wysokości.

Outcast 2

To, co będzie wyróżniać Outcast 2 od reszty open worldów jest unikalne podejście do questów. Otóż w grze nie mamy mieć tradycyjnego podziału na misje fabularne i poboczne, wszystko będzie ze sobą naturalnie przeplatane i to, jak będziemy do misji podchodzić i jak ostatecznie rozwiążemy dany problem zależy tylko od gracza. Ba, często gęsto zadania mają po prostu naturalnie wynikać z dialogów z NPCami gęsto rozmieszczonymi na wielu osadach w grze.

Posłużę się tu przykładem, jaki przedstawili twórcy gry. Otóż po rozmowie z mieszkańcem wioski okazało się, że znaleziono jakieś jajo, które możemy (lub nie) “przejąć” i się nim zaopiekować. Po jakimś czasie z jaja wykluwa się latające stworzenie, którym możemy nadal się zajmować. Możemy np. “przytargać” w jego okolice inne zwierzaki z lokalnej fauny, które podleją pobliskie rośliny, którymi nasz latający stwór się żywi. W dłuższej perspektywie taka opieka sprawi, że potworek będzie rósł, a przy tej konkretnej okazji sprowadzenia podlewających stworków sprawimy, że te w przyszłości nam pomogą w walce. Gdy w pewnym momencie wioska, w której mieszka nasz latający podopieczny, ma zostać zaatakowana przez wrogie roboty, możemy, dorosłego już potwora ujeżdżać, by na jego grzbiecie dostać się do latających statków wroga i wybić ich, nim do faktycznego ataku w ogóle dojdzie. Oczywiście jeśli chcemy, bo możemy równie dobrze cały ten motyw rozwijania stwora olać, wioskę uratować w jakiś inny sposób, albo w ogóle tego nie robić. Wolność wyboru wydaje się tu grać pierwsze skrzypce i podobno każdy wybór będzie miał znaczenie na to, jak Adelpha będzie się zmieniać w trakcie gry.

Na targach miałem okazję zagrać w krótkie demo Outcast 2 z malutkim wycinkiem mapy. Niestety, nie dane mi było na własnej skórze przekonać się o tym unikalnym systemie questów wspomnianym wyżej i podszedłem do rozgrywki raczej w sposób standardowy. Po krótkim tutorialu i wybyciu bandy robotów odpaliła się cutscenka w której widzimy, jak jednego z mieszkańców pobliskiej wioski pożera gigantyczny robal. Udałem się więc do wioski (zgodnie ze znacznikiem na mapie) i po krótkiej rozmowie z kilkoma mieszkańcami dostałem za cel ubicie glizdy. Same dialogi poprowadzone są bardzo luźno, zresztą, sama gra nie należy jakoś szczególnie do najpoważniejszej, suche żarty czy tekściki rzucane są na prawo i lewo i szczerze powiedziawszy, nieszczególnie, póki co, mi to pasowało. To, co było fajne, to ciągły dostęp do słownika pojęć w trakcie dialogów. Gdy te zawierają jakieś nazwy własne, które mogą być dla nas niezrozumiałe, zostają one podświetlone w tekście i po naciśnięciu jednego przycisku możemy szybciutko się dowiedzieć, że dane słowo to określenie np. na tutejszy rodzaj alkoholu.

Jeśli chodzi o samą walkę, to w demie miałem dostęp do dwóch broni, słabszego i szybszego “pistoletu” oraz wolniejszej i mocniejszej “strzelby”. Twórcy obiecują, że w pełnej wersji gry gracze będą mieli dostęp do dziesiątek różnych modułów broni, by stworzyć oręż, który będzie pasował do naszego stylu rozgrywki. Poza bronią dystansową, gracze mają dostęp jeszcze do używania regenerującej się tarczy, ataku wręcz i leczenia (o ile mamy do tego odpowiednie przedmioty).

Przeciwnikami były m.in. wspomniane humanoidalne roboty, które na różne sposoby probowały się mnie pozbyć, oraz wielki czerw, który nękał pobliską wioskę. Ten drugi był niejako bossem kończącym demko (jak jeszcze był czas, to można było pozwiedzać dostępny obszar), sama walka z nim składała się z trzech faz i była stosunkowo prosta, podstawą było umiejętne unikanie prostych do odczytania ataków.

Sama rozgrywka jest dość przyjemna, sterowanie jest responsywne, gunplay w porządku, czuć jednak, że gra nadal jest w fazie alpha i nie wszystko działało jak należy. Szkoda też, że nie dane mi było przetestować tego nowatorskiego podejścia do zadań, więc tutaj trzeba trzymać twórców za słowo, że faktycznie dostarczą. To może być ten powiew świeżości, jakiego bardzo open worldy potrzebują. Do premiery jeszcze pewnie sporo czasu, ale po tym co zobaczyłem, jestem nawet lekko grą zainteresowany. Outcast 2: A New Beginning ma wyjść na PlayStation 5, Xbox Series oraz PC.

Autor: Rayos

cropper