XSX

Oto kilka powodów, dla których next-gen Microsoftu szybko nie stanieje

Krzysztof Grabarczyk | 14.08, 17:00

Microsoft czasem myśli o wszystkich graczach, zarówno tych o większej oraz skromniejszej zasobności portfela. Premiera konsol nowej generacji odbyła się w średnio sprzyjających okoliczności z punktu widzenia logistyki. Zamknięci w domach na cztery spusty (ironia mode on) gracze czym prędzej klikali by zdobyć konsolę w zamówieniach przedpremierowych. 

Oczywiście, nie mogło się udać gdy do gry wkroczyli skalperzy a proceder dotknął nie tylko PS5 ale także Xbox Series X. Ceny pobiegły ku górze, Phil Spencer tłumaczył się ogromnym popytem, gracze naturalnie się wściekli i trwało to dobrych kilka miesięcy. Pomijając już popremierowy bajzel, zainteresowanie Xboxem wcale nie spada, do tego producent oferuje atrakcyjną, tańszą alternatywę. Co więcej, Xbox Series S chętnie reklamowano w telewizji, chętniej niż XSX. Przyczyną była absencja tej drugiej na stanach w magazynach, natomiast Series S już od pierwszego dnia całkiem dobrze sobie radzi. Co ten niespodziewany sukces oznacza w dalszej perspektywie? 

Middle-gen

XSX

Rzadko używane określenie w kontekście platform nowej generacji, lecz rynek kilka razy zweryfikował rzeczywistość. Xbox Series S jest świadomie postawiony w roli tańszej i wygodnej alternatywy. Doskonale wiemy, że nadal spora część klientów bazuje na odbiornikach o rozdzielczości max. 1080p. Nie wszyscy zdążyli przejść na lepszy standard, nawet gdy rynkiem zawojowały wzmocnione PS4 PRo czy Xbox One X. Microsoft zaproponował optymalne rozwiązanie, które początkowo mogło się wydać absurdalne. Kto nabędzie pół-produkt w świetle możliwości zakupu konsoli nowej generacji Xbox? Okazało się, że chętnych nie brak, pozytywnych opinii o sprzęcie również. Znacznie mniejszy, z osiągami nowej generacji, w atrakcyjnej cenie, beznapędowy. Do tego liczmy abonament Game Pass i mamy gotowy przepis na sukces. To właśnie uczynił Microsoft. Nie jest to pierwsza tego typu praktyka giganta z Redmond. Zima, 2005. Do sklepów trafia pierwsza w historii konsola obsługująca standard HD Ready, a na rynek wchodzą odbiorniki HD. 

Mowa o legendarnym Xbox 360 wypuszczonym kolejno w dwóch wariantach - Core oraz Premium. Różnica opierała się głównie na pojemności HDD, lecz sytuacja warta jest odnotowania na karcie historii marki. Nowością stało się jednoczesne wydanie dwóch znacznie różniących się konsol. Opłaciło się, ponieważ Series S cieszy się dużym zainteresowaniem. Nie wszystkim przeszkadzają różnice na stopie wydajności lub rozdzielczości. Dla porównania, Xbox Series S to potężniejszy CPU niż PS5 w wersji bez napędu. Jednak GPU oraz pamięć RAM są naturalnie słabsze. Uważamy jednak, że Microsoft wykonał lepszy marketingowo ruch niż Sony, oferujące beznapędowy model PS5 w trochę niższej cenie niż kompletna wersja sprzętu. Stąd teorie, że wzmocniona edycja Series X może zwyczajnie nie powstać. Po pierwsze, to kwestia trwającego deficytu pół-przewodników oraz wyraźny brak spadku cen tranzystorów. Microsoft musi dbać o dwie linie produkcyjne, więc logistyka związania z produkcją oraz dostawami obu konsol także pochłania liczne zasoby. Stąd ani prędko nia ujrzymy obniżek cen XSX oraz lepszego modelu konsoli. Przyjęta przez producenta taktyka sugeruje, że tempo utrzyma się do już do końca trwania generacji. Drugą kwestia, czy potrzebujemy lepszych wersji? 

Nowogeneracyjnych produkcji jest - póki co - jak na lekarstwo. Średnio wypadają również nowe pozycje wrzucane do Game Passa lub Games wiht Gold. Dotychczasowa zawartość w pełni rekompensuje nieco słabsze, ostatnie miesiące. Xbox Series S często służy jako multimedialne centrum w domach. Sam mam wielu znajomych, którzy zdecydowali się na zakup z uwagi  na usługi streamingowe, do tego mogą spędzić czas przy grze. Microsoft zaryzykował, lecz to ryzyko się opłaciło. Sytuacja z Series S wypada jakby do rynku zaaplikowano złoty środek, produkt będący pomostem obu generacji, tzw. middle-gen. Termin kojarzył mi się nieodzownie z konsolami typu Dreamcast oraz Wii U - obydwa sprzęty mają szczególne miejsce w sercach graczy. Chociaż tutaj kwestia tyczy się biblioteki gier. Po prostu miały rynkowego pecha. Dreamcast, znacznie potężniejszy od PSX czy N64, nie poradził sobie w starciu z PS2. Wii U? Historycy są zdania, że system zabił marketing, przez znikomą różnicę w nazwie. 

Przyszłość gamingu

Microsoft wpadł na świetny pomysł, gdy projektowano Xbox Series S. System spełnił swoje zadanie w obliczu mocnego deficytu next-gena. Obecnie, sytuacja zdaje się normować, lecz konsolka nadal jest atrakcyjnym rozwiązaniem. Znając teraz adaptacyjną politykę Sony, firma może w przyszłości zaproponować identyczne rozwiązanie. W zasadzie, Sony czyniło podobne zabiegi lecz dopiero po kilku latach, wypuszczając odchudzone wersje konsol, przy zachowaniu identycznych parametrów. Microsoft poszedł niby o krok wstecz, ponieważ Series S to słabsza maszynka, lecz na tyle mocna by zainteresować osoby dotychczas grające na Xbox One czy nawet Xbox One X. Sukcesem okazała się zarówno cena oraz funkcjonalność. 

Dla klientów, to świetne rozwiązanie, zwłaszcza w obliczu większych wydatków, dla deweloperów - to dość bolesna kwestia. Jak przyznał sam Phil Spencer, deweloping gier jednocześnie na obie konsole to wymóg dodatkowej pracy, co wiąże się z kosztami oraz zasobami ludzkimi. Widzimy różnicę w grach uruchomionych na Xbox Series X oraz Series S. Teraz, gdybyśmy mieli jeszcze dorzucić do tej pary trzecią partię systemu - mocniejszego w zasoby - deweloperzy mieliby pełne ręce pracy. Obecnie widzimy masowe przesunięcia terminów premier na 2023 rok. To będzie pierwszy, pełny rok aktualnej generacji, ponieważ to przejście z generacji na generację jest najdłuższe od dekad. Co sądzicie o polityce giganta z Redmond, czy perspektywa wydania dwóch konsol jednocześnie jest słusznym podejściem w walce o klientów? A może wolicie otrzymać pełnię możliwości jednej konsoli? 

cropper