Bleach wraca! To idealny moment, aby nadrobić kultowe anime

Bleach wraca! To idealny moment, aby nadrobić kultowe anime

Kajetan Węsierski | 12.08, 20:40

Każda kategoria w popkulturze ma swoje klasyki i przedstawicieli, którzy dla wielu osób stanowią wręcz synonimy gatunków. Na pewno sami jesteście w stanie wymieniać tego typu produkcje. Wiecie - największe seriale, najpopularniejsze filmy w dziejach ludzkości i gry, które zdefiniowały konkretne kategorie. Jest tego całe multum i prawdopodobnie w dużej mierze możemy tu mówić nawet o kwestii zależnej od gustu. 

Co jednak ważne, zasada o „klasykach popkultury” obejmuje dosłownie każdą jej gałąź - wliczając w to nawet te, które przypisane są do danych miejsc. Po tytule wiecie już, do czego dążę! Bez problemu możemy wskazać największe pozycje w historii mangi i anime! Wiele z nich przeniknęło nawet do naszej świadomości, gdy emitowano w polskiej telewizji takie produkcje jak „Kapitan Tsubasa”, „Tygrysia Maska”, czy oczywiście „Dragon Ball”

Warto tu wskazać również na te dzieła, które stanowią pewien obiekt kultu dla nieco młodszego pokolenia. Shoneny (jakby nie patrzeć, jest to najpopularniejszy gatunek pod kątem sprzedażowym i widzów), które określa się przysłowiowo jako „wielka trójka”. Należą do nich One Piece (który emitowany jest nieprzerwanie od naprawdę wielu lat), Naruto (który dobiegł końca, choć z bohaterami możemy obcować za pośrednictwem spin-offu) oraz Bleach. 

Troszkę historii…

Bez owijania w bawełnę i dla potwierdzenia tytułu - to tym ostatnim chciałbym się dziś zająć, albowiem okazja jest idealna. Zanim więc przejdziemy do tego, czym jest sam Bleach, warto wyjaśnić, iż choć manga zdążyła się zakończyć niedawno, to anime ucięto znacznie wcześniej. I zgodnie z zapowiedziami, które pojawiały się już od jakiegoś czasu, w październiku będziemy świadkami wznowienia serii! 

Wróćmy jednak do początku - Bleach to tytuł, za którego stworzenie odpowiada Tite Kubo. Pierwszy rozdział pojawił się w 2001 roku, a ostatni po prawie równo 15 latach. Wszystko udało się zamknąć w 74 tomach i jakby nie spojrzeć, była to historia długa, ale przy tym spójna i bardzo satysfakcjonująca (dobra, do końcówki można się było przyczepić). Co ważne, praktycznie przez cały okres wydawania mogliśmy mówić o sprzedażowym hicie.

Jeśli chodzi o anime, emisja pierwszego odcinka miała miejsce w październiku 2004 roku, a przez kolejne 8 lat pojawiło się jeszcze 365 innych epizodów. I niestety, gdy w pewnym momencie anime dogoniło mangę, trzeba było podjąć ważną decyzję - albo tworzyć coś swojego (jak w przypadku „Gry o Tron” od HBO czy Fullmetal Alchemist), albo zakończyć wątek i domknąć animowaną adaptację. Jak się domyślacie, postawiono na opcję numer 2.

Czym jest Bleach? 

No dobra, Kajetan, ale o czym właściwie ten Bleach traktuje? Głównym bohaterem opowieści jest nastoletni Ichigo Kurosaki - nastolatek o pomarańczowych włosach, który początkowo zdaje się do bólu zwyczajnym chłopakiem. Gdy jednak pewnego dnia spotyka shinigami (boga śmierci) i dowiaduje się, że potrafi widzieć rzeczy, których widzieć nie powinien, jego życie zmienia się nie do poznania. 

Wtedy też okazuje się, że istnieje życie po śmierci, ale ma ono nieco inny wygląd, niż ten, który możemy znać z opowieści religijnych czy przeróżnych przekazów medialnych. Mamy tam bowiem do czynienia z prawdziwym społeczeństwem, na którego szczycie funkcjonują wspominani wcześniej shinigami. Ci jednak nie przypominają bestii (ok, poza Zarakim), a ludzi i mają całą masę własnych problemów. 

Później zaczynają się kłótnie rodowe, pojawia się wiele innych “ras” (jak Puści, Quincy i tak dalej), zupełnie nowe formy i przede wszystkim coraz więcej pojedynków na miecze, które są przecież motywem przewodnim całej serii. Wszyscy shinigami walczą właśnie za ich pomocą i daje to naprawdę fenomenalne walki, które aż chce się oglądać. Maksymalnie upraszczając - wyobraźcie sobie Dragon Balla, ale z użyciem ostrzy. Tym często jest Bleach.

Dlaczego obejrzeć? 

Po pierwsze - to klasyk. Po prostu. To powinno być w praktyce wystarczającym powodem, dla którego powinniście sprawdzić to anime. Odkąd tylko wbiło się na szczyt popularności, wiele innych serii postanowiło czerpać z niego całymi garściami. Mamy sporo produkcji, które inspirowały się Bleachem, a skoro pojawia się tak wiele tytułów korzystających z pewnych pomysłów, to najlepiej świadczy o skali fenomenu. 

Po drugie - to naprawdę udany shonen. Jeśli weźmiemy pod uwagę założenia, jakie budują sam gatunek, to w Bleachu znajdziemy wszystkie z nich. Mamy masę pojedynków, sporo podniosłych scen i naprawdę ciekawe tematy, które są podejmowane pod przykrywką zwykłej nawalanki z wykorzystaniem ostrej broni. Od siebie polecam Wam dać szansę przynajmniej kilkunastu pierwszym odcinkom - tylko wystarczy, aby się wciągnąć. 

Podsumowując…

Tak więc, zmierzając do brzegu, koniecznie spróbujcie, jeśli tylko pojawi się ku temu sposobność. Jeśli zaczniecie w najbliższym czasie, powinniście wyrobić się ze sprawdzeniem wszystkich 366 epizodów przed premierą kontynuacji. Dzięki temu sami zrozumiecie, skąd tak sporych rozmiarów oczekiwanie na to, w jaki sposób zostanie zekranizowany ostatni wątek, który wieńczył historię Kurosakiego i jego najbliższych. 

Bleach to tytuł, który po prostu warto poznać. Jeśli bowiem podobały Wam się takie serie jak Dragon Ball czy Naruto, tu również powinniście znaleźć sporo przyjemności z seansu. Nie ma nic przesadnie odkrywczego, nie ma nawet eksperymentowania z założeniami gatunku - jest to jednak idealny przykład tego, jak powinny wyglądać podręcznikowe shoneny. I to chyba najlepszy komplement, jakim można uraczīć taki hit. Szczerze polecam. 

cropper