Fenomen Powerwash Simulator - czyli o tym, dlaczego potrzebujemy „gier zen”

Fenomen Powerwash Simulator - czyli o tym, dlaczego potrzebujemy „gier zen”

Kajetan Węsierski | 31.07, 15:00

Gry wideo to medium, które przede wszystkim zapewnia rozrywkę. Cóż, może powinienem napisać to bardziej w czasie przeszłym? Swego czasu rzeczywiście tak było. Wszystko zaczęło się wszak od chęci dania kolejnej opcji spędzania wolnego czasu dla znudzonych dzieciaków. Gdy dochodziły elementy rywalizacji i chęć pokonania drugiego gracza, algorytmów, czy choćby komputera… Wszystko zyskało dodatkowego wymiaru. 

Czemu jednak wspomniałem, że powinienem pisać w czasie przeszłym? Odnotować należy, że dziś gry wideo to nie tylko medium rozrywkowe, ale wręcz sztuka. Jakby bowiem nie spojrzeć, choć serwowanie frajdy dalej jest na pierwszym miejscu, to poszczególne produkcje zaczęły nam wręcz zadawać pytania. Rozwijamy się w wielu różnych dziedzinach, podważamy konkretne działania, a także kształtujemy światopogląd. 

Mogę z dużą dozą prawdopodobieństwa napisać, że gry wideo odpowiadają na nasze zapotrzebowania - już nie tylko w kontekście radzenia sobie z popołudniową nudą. Dziś mogą one być dla nas najlepszym sposobem redukcji nagromadzonych nerwów, motywacją do ruchu, gdy siedzimy na tyłku, zachęceniem do pobudzania szarych komórek w momencie zastoju, a także opcją na relaks, gdy świat za oknem nie rozpieszcza. 

Gry za oknem szaro…

I właśnie na tej ostatniej kategorii chciałbym się w pewnym sensie skupić w tym tekście. Mowa o grach, które pozwalają nam się po prostu uspokoić. Zwyczajnie „wychillować”, gdy świat realny nas przytłacza. A powodów - zwłaszcza mieszkając obecnie w Polsce - jest naprawdę sporo. Osobiście nie oglądam telewizji, więc pomijają mnie różne wydania serwisów informacyjnych. Wystarczy jednak choć usiąść obok kogoś, kto je akurat ogląda…

Zjeżdżalnia

Morderstwa, gwałty, dramat wojny w Ukrainie, PIS dalej u władzy w kraju, kolejne bzdury wypluwane z ust bzdurnych polityków, a do tego afera goni aferę - o makarony, o papier toaletowy, o paliwo, o gaz, o węgiel, ostatnio nawet o cukier. Jakby tego było mało, dopiero co udało nam się mentalnie wyjść z globalnej pandemii, a tu już kolejna fala, której ma towarzyszyć małpia osoba. Można zwariować. 

Dokładnie w takich momentach potrzeba nam czegoś, co nas uspokoi. Dla jednych może być to oczywiście książka, dla innych ulubiony sitcom (bo odcinki „Friends” czy „The Office” są dobre na wszystko), a jeszcze ktoś uda się po prostu do kina. My natomiast, jako gracze, bardzo często sięgniemy po to, w czym czujemy się najlepiej. Po gry wideo, które już z samego założenia oferują nam najwięcej psychicznego komfortu.

Najlepszą opcją na takie chwile i życiowe zjazdy mogą być tytuły z kategorii, którą potocznie nazywa się „zen”. Ich główny cel, prócz obiecywanej rozrywki, to oczywiście umożliwienie wyciszenia. Pozwalają wniknąć całkowicie do wykreowanego świata i spędzić tam relaksujący czas. Czy potrzeba czegoś więcej? Nie - zwłaszcza że rzeczone gry zen z roku na rok zdają się coraz lepiej rezonować z odbiorcami. 

Fenomen Powerwash Simulator

Ostatnio bardzo głośno zrobiło się o nietypowej grze zatytułowanej w dość wymowny sposób - Powerwash Simulator. Choć we Wczesnym Dostępie śmigała już od ponad roku, to przy okazji pełnoprawnej premiery skala przekroczyła chyba nawet oczekiwania ekipy z FuturLab, która odpowiadała za stworzenie samego symulatora. Skąd wziął się fenomen? Moim zdaniem powody były dwa - oba dość klarowne. 

Powerwash Simulator - Pociąg

Po pierwsze - produkcja cieszy się sporym zainteresowaniem na różnego rodzaju transmisjach wideo (Twitch, YouTube itd.). Projekt już z założenia brzmi jak mocna opcja, aby po prostu gadać i grać. Po drugie, a być może nawet niejako wzmacniając poprzedni punkt - to tytuł, przy którym można się najzwyczajniej w świecie zrelaksować. Nie trzeba angażować w niego wszystkich sił, ani męczyć zwojów mózgowych po pracy. Można usiąść i odetchnąć. 

Założenie jest bowiem prostsze niż banalne - chodzi tu o mycie brudnych rzeczy. Od małych ogrodowych krasnali, aż po całe ściany, dachy i furgonetki. I każdy element jest tu piekielnie satysfakcjonujący. Widzimy, że nasze działania przynoszą efekty (brud schodzi pod naporem wody wystrzelonej ze sporym ciśnieniem), a wszechobecna czystość zachwyci nie tylko osoby z nerwicą natręctw. 

Co ważne, nic tam nie robimy na czas. Nie ma żadnego stresu, a niedomyte elementy po prostu można przejechać myjką jeszcze raz. Nikt się nie złości, nikt nie stoi z biczem i nikt nie wymusza na nas czegokolwiek. Po prostu realizujemy banalne założenie, delektując się małymi zastrzykami dopaminy przy okazji każdego rozbłyśnięcia wyczyszczonej przestrzeni. Jakże pomysłowe i jakże udane. 

Dla każdego, coś dobrego

Gry jak Powerwash Simulator są idealną opcją na czasy, gdy właściwie nie jesteśmy pewni tego, co czeka nas za kilka miesięcy. Pamiętacie, jak ogromny szał panował na Animal Crossing: New Horizons? Nie mam cienia wątpliwości, że w dużej mierze spowodowane było to faktem, iż debiut zbiegł się w czasie z początkiem globalnego zamknięcia. Zamiast martwić się brakiem możliwości wyjścia na zewnątrz, mogliśmy odwiedzać znajomych na ich wirtualnych wyspach.

Powerwash Simulator - Statua

Zresztą, co tu wiele pisać… Gdy spośród ponad 21 500 recenzji na Steamie (Powerwash Simulator), aż 97% jest pozytywnych, to chyba coś jest na rzeczy. A przecież nie mówimy tu o wysokobudżetowej produkcji AAA, nad którą pracowały setki (jak nie tysiące) twórców, aktorów i biznesmenów od promocji. Dobra produkcja obroni się sama. A największą wygraną jest odpowiedź na to, czego obecnie potrzebuje społeczeństwo. 

W tym właśnie tkwi fenomen wspomnianej gry od ekipy z FuturLab i właśnie za tym kryje się kult gier zen. Nie tylko zapełniają konkretną niszę, ale pokazują, że każdy z nas potrzebuje czasem nieco zwolnić, odetchnąć i zaserwować sobie nieco niczym niezmąconej i banalnej przyjemności. Na sam koniec zachęcam Was do testowania różnych produkcji z takimi założeniami - gwarantuję, że pozwalają poczuć się naprawdę wyśmienicie. 

cropper