Netflix

Disney+ i HBO Max pokazują, że Netflix musi zmienić swoje podejście, inaczej upadnie

Igor Chrzanowski | 10.07, 12:16

Rynek SVOD zaczyna być coraz cięższy i wymaga o największych branżowych graczy nowego, świeżego podejścia do tematu, bowiem tak jak w każdej gałęzi rozrywki, trendy i gusta użytkowników znacząco się zmieniają.

Ostatnia premiera Disney+ w Polsce oraz przeobrażenie się HBO GO w HBO Max uświadomiło zarówno mi jak i wielu innym widzom, że platforma Netflix zaczyna odstawać od nowych konkurentów - i to nie w ten pozytywny sposób. Dlaczego tak się dzieje? Spróbujmy przyjrzeć się rynkowi SVOD i odpowiedzieć na to pytanie.

Ilość nie zawsze znaczy jakość

Jednym z powodów dla których ludzie zaczęli odwracać się od telewizji było to, że na dosłownie kilkaset różnych dostępnych stacji telewizyjnych, prawie nigdzie nie było żadnych wartościowych rzeczy do oglądania. Z jednej strony autorskie programy takiego TVN, Polsatu czy TVP są teoretycznie dość popularne, bo któż z nas nie zna Trudnych spraw, Dlaczego ja, czy innej żenującej Szkoły, ale jeśli by się temu lepiej przyjrzeć wychodzi na to, że wiele osób ogląda to tylko dlatego, że nie ma nic innego do roboty. Sami na pewno kojarzycie to uczucie, gdy chcieliście obejrzeć coś fajnego w TV, więc skakaliście po kanałach - od 1 do 341 czy tam ile tych kanałów ktoś miał. Wszędzie nuda, żenada, bzdury lub widziane setki razy powtórki. Na pomoc przyszedł nam w pewnym momencie jednak Netflix, który zaoferował nam coś niebywałego - sami sobie możemy obejrzeć co chcemy, kiedy chcemy i jak chcemy, w cenie zbliżonej do najtańszych pakietów telewizyjnych.

I to nie były jakieś badziewia pokroju paradokumentów, tylko rasowe hitowe produkcje z krwi i kości, które do tej pory mogliśmy zobaczyć tylko na dużo droższych kanałach premium pokroju HBO czy Cinemax. Po początkowych zachwycie takimi tytułami jak BoJack Horseman, Bright, House of Cards czy też Orange is the New Black, przyszła chwila, w której wszystkie te najważniejsze nowości już obejrzeliśmy i zaczęła nas dopadać nuda. No bo wiecie, liczba superprodukcji była jednak ograniczona i kiedyś w końcu wszystko to co było takiego super ciekawego się zaliczyło. No i niby nie ma na co tu narzekać, bo przecież aktualnie biblioteka Netflix w Polsce liczy aż 5549 produkcji wszelkiej maści, więc jest w czym przebierać.

No niby tak, jest jednak jedno "ale". Wiele z tych tytułów to albo retro starocie, które zdążyliśmy już obejrzeć w telewizji ze 100 razy, a jeszcze inne to jakieś rasowe kaszaloty pokroju aktorskiego Death Note. Cała reszta to też zazwyczaj średniaki, które bardziej pasowałyby do niedzielnego obiadowego pasma Polsatu, niż szczycącego się wysoką jakością serwisu SVOD. W rezultacie tak jak w przypadku TV, mamy tu wszystko i nic ciekawego.

Mniej i taniej, a jednak lepiej

Zupełnie inaczej jest z największymi rywalami Netfliksa, którzy to mają zupełnie inną politykę. Takie HBO Max czy Disney+ wolą wrzucić do swojej biblioteki znacznie mniej tytułów, ale za to zazwyczaj lepiej dobranych. Wchodząc na jedną z tych platform mam pewność, że zarówno istniejące stare jak i nowo dodane produkcje to coś, co będzie przynajmniej przyzwoite jakościowo i zadowalające tematycznie. Jeśli ktoś po raz pierwszy odkrywa Rodzinę Soprano czy Kompanie braci, będzie tak samo zadowolony z HBO Max jak ten, który widział już te seriale i poszukuje czegoś świeżego pokroju Batmana, Looney Tunes czy innej Gry o Tron. Tak samo jest w przypadku Disney+.

Jeśli widzieliście już wszystkie najbardziej kultowe animacje Disneya czy Pixara, może zainteresuje was świat Star Wars, a jeśli nie ten, to być może Marvel i jego rozszerzające się ciągle uniwersum. A nawet jeśli chcecie pozostać tylko w bajkach i serialach autorów Myszki Miki, macie cały szereg świeżynek pokroju serialu Baymax, Potworna robota, czy też produkcji dokumentalnych traktujących o waszej ulubionej serii.

Co ciekawe, łączna biblioteka HBO Max, Disney+, Amazon Prime a nawet AppleTV+, wciąż jest mniejsza niż sam Netflix - to już samo w sobie powinno dać niektórym do myślenia.

Monumentalne dzieła vs. budżetówki robione na kolanie

Nie ma co ukrywać, że Netflix pomimo gigantycznego zbioru, ma bardzo mało tytułów o iście kultowym lub blockbusterowym statusie. Teraz wielkim hiciorem jest na tej platformie Stranger Things, które naprawdę jest fantastyczne, ale jedna duża i warta uwagi produkcja to jednak za mało, aby zachęcić widzów do dalszego opłacania abonamentu. Niby debiutuje teraz Umbrella Academy 3, na którą wielu z nas czekało, ale tutaj pojawia się pewien kontrowersyjny wątek, który odrzucił od serialu sporą część widzów. 

W tym samym czasie Disney+ zaserwowało nam Ms. Marvel, Obi-Wan Kenobi, Doktor Strange 2 oraz produkcję o kulisach powstawania Buzza Astrala. HBO Max i Amazon nie dodali nic spektakularnego, ale właśnie też w tym tkwi pewien ważny szczegół, o którym wielu z nas wydaje się zapomina. Każdy ma ograniczony czas i coraz więcej różnych aktywności do spędzania wolnego czasu. Podczas gdy Netflix zalewa nas 40-50 nowymi produkcjami, z których 1 jest czymś ciekawym, pozostałe serwisy wrzucają po 10-20 produkcji, z których co najmniej 5 jest takich, które przyciągną widza swoją jakością wykonania. 

Na koniec pozostaje jeszcze pewien tajemniczy aspekt ludzkiej psychiki, który regularnie wypada zaspokoić. Chodzi mianowicie o pewną tęsknotę do starych przyzwyczajeń. No bo powiedzmy sobie szczerze, każdy z nas wychował się na telewizji i od czasu do czasu po prostu chciałby włączyć coś lekkiego, odmóżdżającego, co da się oglądać w krótkim telewizyjnym formacie. Z jednej strony Netflix spełnia taką funkcję, ale daje nam 90% telewizji, 10% jakości, zaś pozostali gracze robią na odwrót - dają 70-80% jakości i zaledwie 20-30% telewizji. No bo nie ma co ukrywać, że jak na HBO Max pojawił się teraz Alf, rzucili się na niego ci, którzy nie oglądali go dobre 20 lat, a gdy sam mam ochotę na coś "prostego", włączam na Disney+ takiego Family Guy czy Simpsonów i leci to sobie gdzieś tam w tle.

Jeśli Netflix chce przetrwać tę wojnę i nie stać się kolejnym kolosem na glinianych nogach, musi odpuścić sobie robienie 500 crapowatych produkcji, a kasę przekierować w 5 seriali o skali Stranger Things. Bo kogo w Polsce ma niby przyciągnąć serial Królowa? Nie dość, że w Polsce to temat mało lubiany, to jeszcze swoją konstrukcją i niektórymi wątkami obraża osoby, które chce docenić i pokazać światu. Fajnie, że robi się też na przykład kolejne Big Mouth, ale wolałbym aby nie klecono tego na kolanie jak ostatnio, byleby się "dośmiesznić", bo to robi się powoli żenujące. 

Która platforma jest najlepsza?

Netflix
2019%
Disney+
2019%
HBO Max
2019%
Amazon Video Prime
2019%
Apple TV+
2019%
Pokaż wyniki Głosów: 2019
cropper