Rayman

Pamiętacie jeszcze Raymana? Oto najlepsze gry z kultowym bohaterem platformówek

Kajetan Węsierski | 21.06, 21:30

Pamiętacie jeszcze Raymana? Poczciwy bohater wielu gier wideo odszedł niestety ostatnimi czasy w niepamięć. Można wręcz odnieść wrażenie, że zapadł się po ziemię, albowiem absolutnie nic o nim nie słychać. O nowych grach próżno czytać w Internecie, starsze nie otrzymują remake’ów, ani nawet remasterów, a te ostatnie… Cóż - kto miał je ukończyć, zdążył to zrobić kilkukrotnie. 

I nie zamierzam ukrywać, że prywatnie jest to dla mnie po prostu nieco przykra sprawa. Od zawsze miałem słabość do tego słodziaka z niepełnymi kończynami oraz samego uniwersum, w którym przyszło mu egzystować. Trójwymiarowe platformówki chłonąłem za dzieciaka całym sobą, a nowsze produkcje z bocznej perspektywy przechodziłem solo i w duecie. Zawsze bawiłem się po prostu bardzo dobrze. 

A skoro nie możemy w kontekście Raymana rozmawiać o przyszłości, to porozmawiajmy o przeszłości. Tutaj wszak, jak wspomniałem w powyższych akapitach, zdecydowanie jest o czym dyskutować. Przedstawię Wam dziesięć najlepszych odsłon Raymana, jakie dostaliśmy na przestrzeni wielu lat. Na zestaw w rankingu składa się moje subiektywne zdanie oraz ogólny odbiór społeczności. Do rzeczy!

Rayman Arena

Zacznijmy od gry, która zdecydowanie nie przypadłaby mi do gustu tak mocno, gdyby nie fakt, że rozgrywała się w świecie Raymana. To w gruncie rzeczy produkcja imprezowa, w której pomimo kilku elementów zaczerpniętych z głównych odsłon, największy nacisk kładło się na zabawę z grupką przyjaciół, którzy akurat wpadli posiedzieć przy jakiejś gierce i nieco się pojedynkować. Mam duży sentyment, ale uważam, że ów tytuł naprawdę zasłużył na swoje miejsce. 

Rayman Raving Rabbids

Do dziś jestem pod ogromnym podziwem pomysłowości, którą wykazali się twórcy przy okazji tej pobocznej serii o Raymanie. Pierwsza z kilku gier z cyklu „Rating Rabbids” pozwalała nam poczuć się niczym prawdziwy więzień, który, aby ujrzeć wolność, musiał wykonać całą masę specjalnych zadań i misji. Ogromnym plusem było tu poczucie humoru - niby podobne do pierwowzoru, ale jednak bardziej wyostrzone. Ja to kupiłem! 

Rayman 3

Trzecia pełnoprawna odsłona głównej osi fabularnej wypadła naprawdę dobrze. Nie była lepsza od poprzedniczek, ale osobiście uważam, że bardzo dobrze trzymała się samego trzonu opowieści. Największy minus? Cóż, dla wielu poziom trudności (było znacznie łatwiej, niż wcześniej), ale dla młodego mnie była to wręcz zaleta. Jako wadę mogę natomiast dać komizm, który zdecydowanie ze mną nie rezonował. 

Rayman Fiesta Run

Teraz produkcja wydana na smartfony - druga pod względem chronologicznym w takim stylu. Świetnie rozwinięcie pierwszej odsłony, bardzo ciekawe podejście do gatunku i dodanie kilku interesujących nowinek (Rayman wreszcie mógł pływać na urządzeniach mobilnych). Na minus nietypowe plansze, które bardzo odbiegały od klimatu świata, który poznaliśmy na dużych sprzętach. 

Rayman Adventures

Tak, grałem w Raymana na urządzeniach mobilnych, a co?! Powiem więcej - uważam, że jeśli chodzi o przełożenie głośnych marek na smartfony, tu mamy jeden z lepszych przykładów. Rayman Adventures wypada naprawdę dobrze i choć nieco brakuje do Origins czy Legends, to wciąż zapewnia kawał dobrej zabawy. Wszystko śmiga tu płynnie, a plansze przygotowano z niemałym rozmachem. Polecam! 

Rayman Advance

Dlaczego stawiam na tę odsłonę, a nie oryginał? To proste - była po prostu znacznie łatwiejsza. Twórcy podjęli tu bardzo interesującą decyzję o uproszczeniu segmentów platformówkowych, dzięki czemu mogłem wszystko po prostu ukończyć. Jasne, grafika nie zachwycała nawet w momencie premiery, ale ani trochę mi to nie przeszkadzało - w końcu mogłem bowiem przejść całość!

Rayman Jungle Run

Tuż za podium ląduje u mnie pierwsza gra o Raymanie wydana na smartfony - debiutujący w 2012 roku Jungle Run! Nie miał tych wszystkich bajerów, które dodawały kolejne odsłony, ale wręcz ociekał klimatem pełnoprawnych gier. Piękna grafika (jak na tamte czasy - a nawet dziś), cudownie stylizowane poziomy, a także wspaniała płynność zabawy, która sprawiała, że naprawdę wyjątkowo trudno było się oderwać. 

Rayman 2

Moja historia z Raymanem zaczęła się właśnie od tej części, więc nie wyobrażam sobie, aby mogła być niżej. Twórcy zdecydowali się przejść na formułę 3D, znacznie uprościli zabawę względem pierwszej odsłony i oddali w ręce graczy przecudowny, baśniowy świat, w którym chciałoby się wręcz żyć. Bardzo pomysłowe plansze, świetny design przeciwników i przede wszystkim interesująca fabuła - zwłaszcza dla dzieciaka, jakim byłem w momencie grania. 

Rayman Legends

Drugie miejsce to sequel świetnego odświeżenia całej serii. Produkcja rozwijała wiele założeń z „ponownego debiutu” marki i zdecydowanie nie zawiodła. Choć wiele osób martwiło się, że nie da się powtórzyć sukcesu Rayman Origins, bardzo szybko okazało się, iż z odpowiednim podejściem i masą pomysłów, można to zrealizować. W gruncie rzeczy zgadzam się z wieloma recenzentami, że obie te gry są praktycznie równie dobre. 

Rayman Origins

Na pierwszym miejscu ląduje u mnie jednak właśnie „Origins”. I wynika to z faktu, iż to właśnie ta część wywołała u mnie efekt „wow” oraz wrażenie świeżości, którego niestety przy kontynuacji zabrakło. Gdy pierwszy raz zapowiedziano powrót do dwuwymiarowości, nie byłem tym pomysłem zachwycony. Gdy jednak zobaczyłem pierwszy zwiastun, a potem mogłem zagrać własnoręcznie… Wszystkie obawy bardzo szybko zniknęły. Zabawa jest tu przednia i pokuszę się o stwierdzenie, iż pod kątem dopracowania, jest to gra bliska ideałowi. Polecam z czystym sercem. 

cropper