EA i Ubisoft ostatnim bastionem multiplatformowości? Ciężko to sobie wyobrazić

EA i Ubisoft ostatnim bastionem multiplatformowości? Ciężko to sobie wyobrazić

Mateusz Wróbel | 25.01, 21:30

Jeszcze trzy, nawet i dwa lata temu wielu graczy uważało, że Microsoft nie będzie najważniejszym graczem podczas dziewiątej generacji konsol. Dzisiaj takie słowa w ogóle nie padają, bo gigant z Redmond zbroi się jak może na kolejne lata - książkowym przykładem są ostatnie zakupy, na które przeznaczono grube miliardy.

Bethesda + Microsoft

Dokładnie 21 września 2020 roku świat obiegła wiadomość o zakupie ZeniMax Media (spółkę-matkę Bethesda Softworks) przez Microsoft. Kwota transakcji wyniosła mniej więcej 7,5 mld i na pierwszy rzut oka mogło wydawać się, że nie jest to astronomiczna kwota za tak wiele utalentowanych zespołów deweloperskich - oprócz głównych ekip Todda Howarda w skład firmy wchodzą chociażby twórcy serii DOOM, Wolfenstein, Dishonored czy The Evil Within. Xbox potrzebował takich marek.

Dzięki dodatkowemu zastrzykowi gotówki można mieć nadzieję na to, że wyżej wspomniane marki, jak i te nowe tworzone we współpracy z gigantem z Redmond (pierwszym owocem jest Starfield, który zmierza tylko na Xboksy Series X|S oraz PC-ty), będą prezentowały wysoką, pożądaną jakość. Plusów niż minusów zakupu Bethesdy przez Phila Spencera było więcej niż mniej i osobiście byłem ciekawy, ba, wciąż jestem ciekawy, co z tego wyniknie w bliskiej, jak i dalekiej przyszłości.

Karteczka z listą zakupów

Gdy jednak okazało się, że Microsoft nie wykreślił wszystkich rzeczy ze swojej karteczki z listą zakupów, zacząłem się trochę martwić o rynek gier, który krok po kroczku jest zaburzany. Korporacja z Redmond chce kupić za niemal 70 mld dolarów Activision Blizzard, a co za tym idzie, przejąć pieczę nad takimi seriami, jak Warcraft, Diablo, Overwatch, Crash Bandicoot (kiedyś maskotkę PlayStation!), Tony Hawk, Call of Duty czy Candy Crush.

Brak Crasha, Diablo, Overwatcha czy CoD-a na PlayStation byłoby bolesne - można teraz uważać inaczej, ale widząc zapisy z rozgrywki nowego Diablo czy Crasha Bandicoota wyłącznie na Xboksach w głębi serca posiadaczy PS5 pojawiłby się z pewnością smutek. W przypadku kultowej marki strzelanek karty nie są jeszcze całkowicie odkryte, ponieważ Phil Spencer jest zdania, że kolejne części Call of Duty będą pojawiać się na konsolach konkurencji. Ja jednak uwierzę dopiero, gdy zobaczę to na własne oczy.

Kiedy wszyscy przekrzykują się, jakie studia - w odpowiedzi na ruchy Xboksa - powinno kupić Sony, ja bardziej zastanawiam się, co dalej będzie z multiplatformami. Wysokobudżetowych produkcji, które debiutują jednocześnie na trzech głównych platformach jest coraz mniej i nic nie zapowiada się, aby miało w tym temacie coś się poprawić. Może być wyłącznie jeszcze gorzej, jeśli Sony rzeczywiście zareaguje i rozpocznie romans z jakąś większą firmą lub Microsoft znowu wyłoży kasę na stół.

Kto został?

Ostatnim bastionem multiplatformowości jest tak naprawdę Ubisoft, Electronic Arts i poniekąd Capcom. Square Enix od dawna współpracuje z Sony, Bandai Namco i Konami śpią, a Take-Two wydaje jedną ważną grę na parę lat, więc nawet nie ma co ich wkładać do wora z korporacjami starającymi się dostarczyć w każdym roku kalendarzowym przynajmniej parę pozycji AAA.

Nie bez powodu nazwałem wyżej wspomniane firmy ostatnim bastionem multiplatformowości. Z Ubisoftem w parze idzie seria Assassin's Creed, Tom Clancy's, Far Cry, Prince of Persia, czy Watch Dogs i nawet jeśli ktoś nie przepada za twórczością Francuzów, to umieszczenie którejkolwiek z tych marek wyłącznie na jednej lub w przypadku Xboksa na dwóch platformach byłoby ogromną i przede wszystkim bolesną stratą. Szczególnie niezadowoleni mogliby być fani tytułów skupiających się na ekspedycjach zakapturzonych zabójców, bo marka Assassin's Creed zajmuje w sercach graczy wiele miejsca. 

Electronic Arts z kolei kojarzy się przede wszystkim z FIFĄ, Battlefieldem, BioWare oraz Codemasters. O ile taka FIFA zapewne byłaby wciąż multiplatformą, bo to kura znosząca złote jaja i żadna korporacja nie chciałaby tego zmieniać, tak nowe Battlefieldy i Need for Speedy mogłyby być wizytówką PlayStation czy Xbox. Wisienką na torcie jest Mass Effect i Dragon Age, czyli serie, na które - mimo ostatnich porażek kanadyjskiej ekipy - czeka wiele osób, z naciskiem na odbiorców uwielbiających RPG-i. Wspomnieć warto również o Codemasters stojące za licencjonowaną marką F1 i GRID-em. Trochę tego się nazbierało, prawda?

Capcom to z kolei seria Resident Evil, Devil May Cry czy wciąż tajemnicza Pragmata. Za Take-Two przemawia tak naprawdę wyłącznie Rockstar Games (GTA, RDR, Bully) i produkcje od 2K Games - Mafia, Borderlands, BioShock. Nie ma tyle mięsa, ile w przypadku Activision czy Bethesdy, ale mimo tego i tak trzeba podkreślić, że "zabranie" Take-Two czy Capcomu z rynku multiplatform będzie prędzej czy później odczuwalne wśród społeczności. Nie aż tak, jak w przypadku EA czy Ubisoftu, ale wciąż będzie to jakaś strata.

To kiedy znowu wybieramy się na zakupy?

Jeśli Microsoft jest chętny "wyrzucić" prawie 70 mld dolarów w celu nabycia Activision Blizzard, to zaproszenie do swojej rodziny EA, Ubisoftu, czy Take-Two na pewno nie zabolałoby ich portfeli. A jeśli tak, to na pewno mniej niż w przypadku ostatniego zakupu. Jeśli dzisiaj przedstawiono by oferty, korporacja z Redmond musiała by wyłożyć na stół w przypadku:

  • EA - 38 mld dolarów;
  • Take-Two - 18 mld dolarów;
  • Ubisoft - 7 mld dolarów;
  • Capcomu - 4,9 mld dolarów.

Gdyby nie podano, ile pieniędzy przeznaczono na zakup Activision Blizzard, to stwierdziłbym, że zakup takiego Electronic Arts jest bardzo, baaardzo kosztowny - może nawet nieopłacalny. Ale teraz już nie wiem, czy to nie jest przypadkiem promocja, bo "Elektronicy" kosztują niemalże połowę tego, ile dano za twórców marki CoD czy Diablo.

Koniec końców wolałbym, aby EA, Ubisoft czy Take-Two nie zostały nabyte przez dwóch najważniejszych graczy w naszym świecie gamingu. I dobrze by było, aby nie wmieszał się do tego Facebook, Google czy Netflix, bo jak wiadomo, każdy z nich próbował albo obecnie próbuje wejść na rynek gier wideo. Multiplatformy są potrzebne, a najpopularniejszych marek nie powinien zabierać - szczególnie tym niedzielnym graczom - nikt.