Czy obecnie reklamy realnych produktów w grach wideo to przesada? Tak. 

Czy obecnie reklamy realnych produktów w grach wideo to przesada? Tak. 

Kajetan Węsierski | 06.01, 21:30

Jakiś czas temu w Internecie rozpętała się (powrotnie) dyskusja na temat reklam prawdziwych produktów w grach wideo - wszystko za sprawą najnowszej odsłony Battlefielda i działań EA. 

W ostatnim czasie temat prezentowania reklam w grach wideo powrócił jak bumerang. Dyskusje w mediach społecznościowych, na forach i portalach znów rozgorzały, a ludzie na całym świecie zaczęli dyskutować na temat skuteczności, moralności oraz sensu takich działach. Cóż, bez wątpienia jest to temat głośny, temat kontrowersyjny i jednocześnie temat wymagający szerszego spojrzenia z różnych perspektyw. 

Osobiście patrzę na takie praktyki z dwóch stron. Z jednej, jako osób działająca w marketingu, rozumiem tego typu ruchy. Zresztą, reklamy in-game nie są niczym nowym, o czym świadczy fakt, że temat ciągle powraca. Z drugiej, jako zwykły gracz i odbiorca kultury, jak każdy z Was, chciałbym mieć filmy, seriale, komiksy i gry wolne od nachalnych reklam. Wiecie, w stu procentach oddać się immersji. 

Jest to możliwe? Jest, przecież tego typu zabieg wciąż stanowi raczej ciekawostkę i nieprzyjemną praktykę. Nie mówimy tu o standardzie. Cóż, a przynajmniej jeszcze o nim nie mówimy. I oby trwało to jak najdłużej, albowiem chyba nie ma sensu, bym ukrywał moje stanowisko. Podchodzę do tematu trochę tak, jak z reklamami u influencerów. Jeśli jest to robione ze smakiem, wyczuciem i pasuje - super. W każdym innym wypadku to po prostu irytuje. 

Battlefield 2042 przywrócił temat 

Jak wspomniałem we wstępie, temat powrócił niedawno i wylądował na czołówkach portali - nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Wszystko to za sprawą kontrowersyjnego działania Electronic Arts, które zdecydowało się zaimplementować do najnowszej odsłony swojej głośnej serii strzelanin, Battlefield 2042, reklamy realnych produktów. To wywołało ogromne poruszenie z trzech względów. 

Battlefield 2042

Po pierwsze - chodzi o zupełnie nietrafiony okres prezentowania czegoś takiego. DICE nie ma ostatnio lekkiego życia, albowiem premiera nowego BF-a była daleka od spełnienia oczekiwań wyczekujących. Masa błędów, sporo problemów z serwerami, dość przeciętnie działające mechaniki i w końcu (co było niejako skutkiem wymienianych) braki w ludziach w trybach online. Więcej osób gra w Battlefield V, który również daleki był od ideału. 

Po drugie - to po prostu nie pasuje. Nie wiem, może niektórzy będą mieli inne zdanie, ale uważam, że te reklamy na billboardach zwyczajnie nie kleją mi się z samym klimatem gry. Gryzie się to i wybija z immersji. A to jedna z gorszych rzeczy - zwłaszcza idąc w parze z tym, że sam projekt „ma na pieńku” z graczami. Jeśli coś jest na cenzurowanym, to każdy ruch ocenia się przez negatywny pryzmat. 

Płacić za reklamy? 

I w końcu po trzecie, co niejako odnosi się do ogółu podobnych przypadków - nikt nie chce płacić za grę, w której ma później do czynienia z reklamami. Wyobrażacie sobie płacić za YouTube Premium, a później i tak oglądać reklamy? Albo kupować Netflixa w normalnej cenie, a podczas seriali mieć wyskakujące co jakiś czas banery z produktami do zakupu (nawet związanymi z serialem/filmem)? Brzmi średnio, prawda?

McDonalds

Choć z czystej uczciwości trzeba napisać, że na taką praktykę niejako porywa się Player i nie jest to dobrze odbierane. Czym innym jest bowiem kupić bilet do kina, gdzie są wyświetlane reklamy, a czym innym zakup czegoś, gdzie te reklamy zdają się niejako obligatoryjne (nawet jeśli nie przerywają zabawy). Wszystko tkwi w tym, czy mówimy o czymś obowiązkowym, czy może zaledwie „dla chętnych”. 

Idąc dalej - czym innym jest otrzymać reklamy w grze F2P, a czym innym to samo w grze, za którą płaci się jakąkolwiek sumę (zwłaszcza mówiąc o 300, a nie 30 złotych). To po prostu wydaje się dla wielu nieprzyjemne i osobiście nie mogę się temu dziwić. Reklamować produkty trzeba ze smakiem i odnosi się to zarówno do zlecających reklamy, jak i tych, którzy godzą się na ich prezentowanie.

Same gry wideo od jakieś czasu idą w kierunku, który sprawia, że coraz częściej rozmawia się w ich kontekście o pieniądzach. Ceny skaczą w górę, mikropłatności zdają się obejmować coraz więcej elementów, a kontrowersje w związku z zarobkami wśród twórców wybuchają raz za razem. Wszędzie punktem wspólnym są pieniądze, a dodając kwestię reklam, które siłą woli również są pewną składową, tylko pompuje to negatywne emocje. 

Nerf

To nie jest dobre

Nie, to zdecydowanie nie jest dobre. A przynajmniej nie na siłę. Gdy gra wygląda jak konto na Instagramie 15-letniej influencerki, to zdecydowanie źle. O takich przypadkach mówi się, że te gwiazdy Internetu są „słupami reklamowymi”. Nie sądzę, aby jakikolwiek deweloper dużej gry, nad którą pracuje latami, chciał słyszeć takie komentarze w swoim kierunku. Jestem pewien, że można to rozegrać dużo lepiej. 

Wyczuć moment, spersonalizować reklamy (pod kątem dopasowania do wykreowanego świata, a nie samego użytkownika) i wtedy rozważyć ich wprowadzenie. W innym wypadku nastroje społeczne będą zawsze podobne i zazwyczaj skrajnie nieprzychylne. Jest to taki element, nad którym branża powinna się zastanowić. Pieniądze nie śmierdzą, ale zaufanie graczy dużo trudniej zdobyć. A tym bardziej odbudować. 

Nie wiem, w jaką stronę to wszystko pójdzie. Być może dalej będziemy mieli do czynienia z pojedynczymi ruchami ze strony twórców, a być może wszystko to stanie się codziennością i czymś normalnym. Może przejdziemy z tym do porządku dziennego, jak miało to miejsce w wielu kręgach z podwyższeniem cen i kilkoma podobnymi działaniami? Chciałbym po prostu, aby było to dużo bardziej przemyślane. Dobrze zrobi to zarówno graczom, jak i deweloperom.