The Last Oricru - graliśmy w nową grę studia GoldKnights. Młodszy brat serii Souls?

The Last Oricru - graliśmy w nową grę studia GoldKnights. Młodszy brat serii Souls?

Maciej Zabłocki | 21.12.2021, 15:00

Otrzymaliśmy zaproszenie od polskiego wydawcy, Koch Media, na playtest gry The Last Oriciu. Produkcji mocno inspirowanej serią Souls. To debiutancki projekt praskiego studia GoldKnights, które chciałoby tym samym rozpocząć swoją wielką przygodę z rynkiem growym od mocnego tąpnięcia. Zapraszamy do przeczytania naszych pierwszych wrażeń. 

W niewyjaśnionych okolicznościach budzimy się nagle w komorze kriogenicznej na mrocznej i obcej planecie zwanej Wardenia. Nie mamy pojęcia, co się właśnie wydarzyło i kim w ogóle jesteśmy. Nie ma to zresztą wielkiego znaczenia, bo naszą uwagę momentalnie zabiera absolutnie wymieszany design całej planety. To połączenie nowoczesności ze średniowieczem. Trochę też nawiązanie do czasów magii, mistycznych krain i dzikich Trolli krzątających się niebezpiecznie po korytarzach wielkich zamków. Musimy odnaleźć własną tożsamość i możliwie szybko zaopatrzyć się w jakąś broń, bo na każdym kroku czyhają niebezpieczeństwa. To już nie jest ten świat co kiedyś. Nowe, tajemnicze technologie zmieniły wszystko. Świat jeszcze bardziej przeraża i zmusza do kombinowania. Wardenia nie wybacza i rządzi się swoimi prawami, akceptując przeróżne frakcję, które albo staną po naszej stronie, albo spróbują zabić w imię swoich zasad i przekonań. 

The Last Oricru nie wybacza żadnych błędów

To brutalny, ciężki RPG akcji z widokiem trzecioosobowym. Walka w The Last Oricru inspirowana była serią Souls, co widać już od pierwszych minut. Postać porusza się dość powolnie i ociężale, a pojedynki wymuszają regularne korzystanie z tarczy i wykonywanie uników. Musimy rozpracować naszego przeciwnika, by dobrze wiedzieć, kiedy możemy zaatakować, bo kluczowe są także momenty zadawania ciosów. Twórcy uwzględnili wiele różnych mechanik - gdy zajdziemy kogoś od tyłu albo wykonamy silny cios kończący, dużo łatwiej nam będzie pokonać przeciwnika. Mamy, rzecz jasna, dostęp do przeróżnych rodzajów oręża, potężnych mikstur czy magicznych sztuczek, a na samym początku wybieramy, w którą stronę chcemy pójść. Bardziej jako przebiegły łucznik czy może potężny wojak? Wszystko dlatego, że pomiędzy walkami możemy dowolnie zmieniać nasze podejście, dzięki czemu starcia robią się nieco ciekawsze. Użyjemy albo dwóch różnych broni przypisanych do lewej i prawej ręki, albo tarczy, albo wielkiego i ciężkiego młota, którym dosłownie zmiażdżymy czaszki. 

Planeta Wardenia pozostaje domem dla wielu różnych istot. Oczywiście ludzie grają tu pierwsze skrzypce, ale na swojej drodze spotkamy też rasę szczurów i to tylko od nas będzie zależeć, do której z nich dołączymy. W trakcie zabawy niejednokrotnie musiałem podejmować decyzje mające wpływ na przyszłe wydarzenia. Twórcy podkreślają, że każdy wybór ma znaczenie i muszę przyznać, że bardzo dobrze zaimplementowali ten mechanizm. Faktycznie skutki moich decyzji widoczne były na dalszym etapie zabawy. Nasza przyszłość zależeć będzie nie tylko od udzielonego wsparcia dla danej frakcji, ale też wybranych opcji dialogowych podejmowanych w trakcie przemierzania mrocznych, szaroburych korytarzy. Postać kierowana przez gracza - Silver - potrafi mówić i chętnie zabiera głos w przeróżnych dyskusjach. Gdy podejdziemy do jakiegoś NPC, kamera staje się typowo RPGowa, przedstawiając dialog pomiędzy postaciami. Nie brakuje porozrzucanych po świecie składników do mikstur, ale trudniej zdobyć pancerz i dobry oręż. Te pozyskać możemy od pokonanych wrogów, kupując u pobliskiego sprzedawcy czy zdobyć w ramach podzięki za sprawnie wykonany quest. 

Mamy tu schemat działania - idź, zabij, zbierz loot i powtórz to tysiące razy

Można powiedzieć, że jest typowo soulsowo, co dla niektórych będzie olbrzymią zaletą. Projekty korytarzy i całego świata opierają się na schemacie typowym dla tego gatunku. Idziesz przed siebie, walczysz z przeciwnikami, zbierasz rozrzucony loot, przechodzisz do kolejnego pomieszczenia i powtarzasz te sekwencję. Czasem na swojej drodze wpadniesz na jakiegoś bossa, którego trzeba będzie pokonać w nieco bardziej epickiej i wymagającej walce. Ciekawym rozwiązaniem, które mogłem sprawdzić podczas playtestu w siedzibie Koch Media w Warszawie był tryb kooperacji. Jeden z deweloperów w pewnym momencie rozgrywki dołączył do mnie i pomógł przemierzać kolejne podziemia i lochy. Gra stała się wtedy nieco zbyt prosta, bo gdy obydwaj wiedzieliśmy co robić i jak się zachować, pokonanie nawet najbardziej wymagających bossów nie sprawiało większych trudności. 

Walka jest bardzo brutalna, krew leje się gęsto, a kończyny fruwają w powietrzu. Kluczowym elementem jest zastosowanie odpowiedniej taktyki. Czasem na ekranie pojawia się kilku wrogów, którzy będą nas atakować w tym samym momencie, albo flankując, albo szarżując. Wykorzystają bronie dystansowe, przed którymi warto bronić się skutecznymi w tym przypadku tarczą i unikami. Musimy też pozostawać w ciągłym ruchu, przez co każda potyczka jest bardzo esencjonalna, jak na model Souls przystało. Jeden błąd i giniemy, a to objawia się czerwonym ekranem śmierci i powrotem do początku lokacji. Chyba, że gramy w kooperacji, bo wtedy nasz towarzysz może nas wskrzesić, o ile sam przeżyje. W ogóle rekomendowałbym granie w The Last Oricru jedynie w takiej kompozycji, bo gra dostarcza wtedy nieporównywalnie więcej frajdy. 

Rozwój postaci i podejmowane decyzje mają kluczowy wpływ na przebieg rozgrywki

Nie mogło zabraknąć, rzecz jasna, rozwoju postaci i inwestowania punktów w odpowiednie umiejętności. Po wbiciu poziomu musimy zadecydować, czy rozwinąć wigor, siłę albo inteligencję. Wpływ na statystyki mają też noszone przedmioty - typowo dla gatunku RPG. Co ważne, warto unikać niektórych potyczek, zamykać drzwi do komnat albo nie wychylać się zbytnio, bo każde zaalarmowanie przeciwnika może mieć wpływ na przebieg akcji. Twórcy podeszli do tego na prostej zasadzie, implementując szereg ciekawych mechanizmów. W pewnym momencie miałem zadanie, które polegało na przekradnięciu się obok potężnych strażników. Gdybym zdołał to zrobić, mógłbym zdobyć niepostrzeżenie upragniony przedmiot dla przywódcy Szczurów. Niestety, zostałem zauważony i schwytany. W wyniku tego czekała mnie rozmowa z ludzką Królową. Tylko umiejętność manipulacji i wyboru odpowiednich kwestii dialogowych uchroniła mnie przed smutną śmiercią na dnie oceanu. Takich sytuacji doświadczycie całe mnóstwo i uważam, że to jedna z największych zalet The Last Oricru. 

Zdarzają się sytuacje, gdy w zależności od przebiegu naszej historii, zmieniane są scenki przerywnikowe, a nawet perspektywa ich oglądania. Możemy zjednoczyć się z ludźmi lub dołączyć do rasy szczurów, tym samym kompletnie zmieniając sposób dotarcia do zamku. W tym drugim przypadku biegając po kanałach i zwiedzając lochy, jak na prawdziwego gryzonia przystało. Budowa zaufania wobec napotkanych NPC odegra kluczowe znaczenie w przyszłości. Dzięki temu zyskamy dostęp do niektórych przedmiotów albo wejdziemy do samego siedliska zła, nie będąc przy tym podziurawiony bełtami czy strzałami. Chociaż to świetny pomysł i faktycznie dobrze działa, to muszę przyznać, że przedstawiony świat nie jest szczególnie zachęcający. Wydaje się mroczny i sztampowy, ale nie widziałem jeszcze całej gry. Siadając do kontrolera, miałem przed sobą nieco ponad godzinę zabawy, poruszając się w obrębie jednego, olbrzymiego zamku i pobliskich terenów i komnat. 

Chciałbym też powiedzieć nieco dobrych słów o grafice, ale ta... niespecjalnie zachwyca. Już nawet nie mówię o szaroburej palecie barw, bo taki przecież był zamysł twórców, którzy próbują ten schemat gdzieniegdzie przełamać. Największym problemem są dość sztywne animacje, ograniczona mimika postaci i mało wyraziści NPC. Niektóre elementy przesadnie się świecą, a inne gdzieś giną w zalewie jednakowych tekstur. Nie wszystko jednak poszło w złą stronę. Ogólny klimat tej produkcji może się podobać, ale jej oprawa graficzna przypomina gry z czasów PlayStation 3 oraz Xboxa 360. Dla fanów retro będzie jak znalazł, ale The Last Oricru pod tym względem nie zachwyci absolutnie nikogo. Będziecie chcieli w to zagrać z kompletnie innych powodów. Ja, chociaż nie jestem wielkim fanem gatunku Souls, bawiłem się bardzo dobrze podczas prezentacji, ale duża w tym zasługa trybu kooperacji. Premiera The Last Oricru nastąpi w 2022 roku na PC i konsolach.