Dziennik cwaniaczka (2021) - recenzja filmu [Disney]. O szkole i przyjaźni dla najmłodszych

Dziennik cwaniaczka (2021) - recenzja filmu [Disney]. O szkole i przyjaźni dla najmłodszych

Piotrek Kamiński | 08.12.2021, 21:00

Nowa szkoła to zawsze stres dla dziecka, ale dopóki ma się u boku przyjaciela, da się ją przeżyć. Greg i Rowley są najlepszymi przyjaciółmi od zawsze, lecz czy ich przyjaźń da radę przetrwać rozpoczęcie nauki w... Gimnazjum?!

Dzisiejsza młodzież już nigdy (miejmy nadzieję) nie przekona się jak okropnym miejscem jest gimnazjum - szkoła którą zaczyna się jako dziecko, a kończy jako prawie dorosły, stary koń. Należę do jednego z pierwszych roczników na których testowano ten wynalazek i choć wiem, że w późniejszych latach gimnazja wyrosły na sensowne instytucje, z których spora część moich dawnych uczniów była raczej zadowolona, to ja już na zawsze będę patrzył na nie przez pryzmat tego jak nijakimi placówkami były dla mnie osobiście. No i co to za pomysł żeby pchać młodzież w zupełnie nowe miejsce w prawdopodobnie najbardziej zwariowanym i formatywnym okresie ich życia - widziałem zbyt wiele osób, które z tą zmianą sobie nie poradziło. Część z nich już nie żyje, część odsiaduje jakieś wyroki. Na szczęście to tylko jakiś tam procent, bo co by o nich nie gadać, gimnazja to po prostu szkoły. Trzeba je jakoś przeżyć. I tyle. O tym jak skomplikowane może to być zadanie opowiada dzisiejszy film. Tylko trochę weselej, niż ten akapit.

Dziennik cwaniaczka (2021) - recenzja filmu [Disney]. Nowa szkoła, nowy ja

Greg Heffley (Brady Noon) chce być sławny i bogaty. Ma multum pomysłów jak to marzenie spełnić, ale najpierw musi przeżyć odsiadkę w gimnazjum. Postanowił poprosić mamę żeby kupiła mu dziennik żeby móc w nim zapisywać swoje poczynania, aby po latach jego fani mogli przeczytać jak wspaniałym, dobrym i pomysłowym był dzieckiem. Oczywiście mama musiała kupić jedyny egzemplarz z napisem "pamiętnik", a nie "dziennik", ale mniejsza o to. Starszy brat Grega, Rodrick (Hunter Dillon) tłumaczy mu sekrety przetrwania w gimnazjum. Żeby wymienić tylko kilka: dobrze zdecyduj gdzie usiądziesz, bo nauczycielka może usadzić cię tam już do końca szkoły; nie gadaj jak dzieciak i nigdy, pod żadnym pozorem, nie dotykaj SERA! Nikt nie wie skąd Ser się właściwie wziął. Pewnego dnia plasterek po prostu pojawił się na boisku i leży tam tak od tamtej pory. Jeśli ktoś go dotknie, będzie miał serowy dotyk, dopóki nie przekaże go kolejnej osobie, na ten czas stając się wyrzutkiem społeczeństwa. Greg bierze sobie wszystkie te rady do serca, lecz jest pewien problem - jego najlepszy przyjaciel, Rowley (Ethan William Childress), który wciąż jest strasznym dzieciuchem. Gimnazjum zje go żywcem, a Grega pewnie razem z nim. Coś z tym trzeba zrobić!

Nowa propozycja Disneya jest pozycją bardzo krótką, w sam raz nadającą się na seans z latoroślą. Całość zamyka się w jednej godzinie i z grubsza adaptuje pierwszą część książkowej serii. Mówię "z grubsza", ponieważ część wydarzeń, jak choćby cały wątek z Patty Farrell, zostały wycięte ze scenariusza, tak aby cała historia skupiała się wokół przyjaźni Grega i Rowleya. Fabuła jest dzięki temu bardzo skupiona i łatwa do ogarnięcia nawet dla bardzo młodych widzów, ale staje się też przez to trochę powolna i może nudzić rodziców oglądających film z potomkami. Dobrze w takim razie, że całość jest tak krótka, dzięki czemu zmęczenie materiałem nie jest jakoś bardzo odczuwalne.

Dziennik cwaniaczka (2021) - recenzja filmu [Disney]. Trochę zbyt wierny styl

Film Swintona Scotta to w pierwszej kolejności beztroska opowiastka o przyjaźni i dojrzewaniu. Pełno w nim typowo dziecięcych wyobrażeń na temat tego jak działa życie, dziwnych rytuałów i potencjalnie niebezpiecznych zabaw, które dla dzieci są czymś zupełnie normalnym. Scenariusz do filmu napisał sam autor książki, więc fani mogą być spokojni o autentyczność opowieści. Choć fabuła jest raczej prosta, to nie brak jej serca i jestem przekonany, że starsza część widzów odnajdzie w przygodach tytułowego Cwaniaczka masę analogii do czasów własnej młodości. Tylko czemu ktoś stwierdził, że wierne przeniesienie prostych rysunków Kinneya w trzeci wymiar to dobry pomysł?!

Nie można odmówić "Dziennikowi cwaniaczka" swojego własnego, unikalnego stylu graficznego. Postacie wyglądają w zasadzie dokładnie tak samo jak proste rysunki zdobiące książki Kinneya, tyle że rozbudowane o dodatkowy wymiar i w kolorze. Tak więc Greg wciąż ma usta przesunięte specyficznie na jedną stronę, co w trójwymiarze rzuca się w oczy zdecydowanie bardziej niż na papierze. Jeszcze bardziej specyficzne jest to, jak usta te pływają od lewej do prawej, w zależności od tego, w którą stronę postać akurat patrzy. Ma to swój urok i zdecydowanie wyróżnia film na tle setek wyglądających niemalże identycznie animacji robionych na jedno kopyto. Ale miejscami nie mogłem pozbyć się wrażenia, że postacie są jakieś takie... obrzydliwe. Te pojedyncze, grube jak sznur włosy wystające z głów, gigantyczne zęby Rowleya i jeszcze większe siekacze młodszego brata Grega, paciorkowate oczy wszystkich wkoło. Miejscami film wygląda bardziej strasznie niż zabawnie i w ostatecznym rozrachunku chyba wolałbym żeby artyści dodali projektom postaci odrobinę - niewielką, ale jednak - realizmu. Podejrzewam, że jestem jedną z niewielu osób na tym świecie, które tak uważają.

Spodziewałem się po "Dzienniku cwaniaczka" trochę więcej niż ostatecznie dostałem, ale nie znaczy to, że film jest kiepski. To prosta, ale zabawna historyjka o przyjaźni. Wygląda kolorowo i bardzo oryginalnie, aktorzy czują swoich bohaterów bardzo dobrze (jest nawet polska wersja językowa), a ciepłe zakończenie pozostawia widza w dobrym nastroju. Dorosłym szukającym dobrej animacji dla siebie raczej nie polecam, ale do wspólnego oglądania z dziećmi będzie w porządku i to właśnie pod tym kątem wystawiałem ostateczną ocenę.
 

Atuty

  • Styl graficzny zachowuje ducha oryginalnych grafik z książki...
  • Niezłe żarty...
  • Krótki, a więc w sam raz dla dziecka...

Wady

  • ...ale wygląda przez to tanio i miejscami wręcz odpychająco;
  • ...ale głównie kierowane do młodego odbiorcy;
  • ...ale i tak potrafi się trochę ciągnąć.

Piotrek Kamiński

"Dziennik cwaniaczka" może jeszcze rozwinąć się w sympatyczną serię filmów animowanych dla najmłodszych, ale jego pierwsza odsłona lekko mnie zawiodła. Lecz to w pierwszej kolejności film dla dzieci, a syn bawił się dobrze, więc...

6,0

Komentarze (2)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych