FIFA a identyfikacja marki. Czy spór o nazwę ma tak naprawdę jakieś znaczenie? 

FIFA a identyfikacja marki. Czy spór o nazwę ma tak naprawdę jakieś znaczenie? 

Kajetan Węsierski | 23.10.2021, 19:00

Starcie pomiędzy Electronic Arts a Międzynarodową Federacją Piłki Nożnej zdaje się być dalekie od rozstrzygnięcia. I choć trudno jednoznacznie orzec, która ze stron wychodzi na tym konflikcie lepiej, warto się jemu nieco przyjrzeć. 

W serię FIFA gram od najmłodszych lat. Obecnie na PlayStation 5, wcześniej na PlayStation 4, jeszcze dawniej na Xboksie 360 i tak aż do PlayStation 2, gdzie mam przecież odsłony tytułowane „FIFA Football” (ażeby wyjaśnić, o czym właściwie seria ta traktuje). Dziś nie trzeba się uciekać do takich zabiegów, bo po dwóch dekadach każdy wie, czym jest FIFA. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że więcej osób kojarzy te nazwę z grą niż z organizacją. 

I choć można mieć różne podejście od jakości oferowanych rokrocznie projektów (albo przynajmniej do sposobu ich dystrybucji), to trzeba stwierdzić, że w skali globalnej od lat jest to najmocniejsza marka piłkarska. Cóż, nie tylko piłkarska, ale również sportowa. Mówimy bowiem o cyklu, który cały czas bije rekordy i zrzesza miliony fanów z całego świata, którzy stale przesiadują w Trybach Kariery i Ultimate Team. 

Biorąc pod uwagę rozgłos, nie może dziwić to, jak dużym echem przechodzi w świecie sportu i gier wideo spór, który wywiązał się pomiędzy Electronic Arts a Międzynarodową Federacją Piłki Nożnej. Właściwie od blisko tygodnia jest to jeden z głośniejszych tematów w mediach branżowych i pewnie pozostanie nim aż do rozwiązania konfliktu. Cóż, być może jest to za duże słowo? A być może wcale nie. 

EA vs. FIFA - geneza 

Zacznijmy jednak od krótkiego wyjaśnienia całej sytuacji. Uwielbiam slogan, że jeśli nie wiadomo, o co może chodzić, to chodzi o pieniądze. Tu doskonale wiadomo, co jest obiektem sporu. Kasa, po prostu. Według doniesień The New York Times, które wypłynęły tydzień temu, FIFA zamierzała pobierać od kanadyjskich twórców miliard dolarów raz na cztery lata, za samą możliwość korzystania z nazwy. Nieźle, prawda? 

FIFA a identyfikacja marki. Czy spór o nazwę ma tak naprawdę jakieś znaczenie? 

Co więcej - Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej miała rzekomo bardzo mocno naciskać na ograniczenie mikrotransakcji w grach, co oczywiście bardzo kłóciłoby się z obecnym systemem monetyzacji serii. Nie muszę chyba zdradzać, jak bardzo nie na rękę byłby taki układ. Electronic Arts miałoby płacić ogromne pieniądze, a przy tym zakręcić sobie kurek, z którego leci ich najwięcej. Nic dziwnego, że nie zamierzają się na to godzić. 

Znamienne jest to, że „Elektronicy” odpowiedzieli błyskawicznie i zarejestrowali nową nazwę w licznych urzędach. Po części dla zabezpieczenia, po części dla wysłania sygnału FIFIE. Są, nie boją się konfrontacji i nie zamierzają ustąpić. Jeśli więc topór wojenny nie zostanie zakopany, prawdopodobnie już od przyszłego roku (tudzież 2023, bo umowa podpisana jest do grudnia 2022) przyjdzie nam bawić się w grze EA Sports FC. Cóż, nie brzmi to wcale tak źle. 

Zyski 

Zacznijmy może od tego, jak Electronic Arts mogłoby na tym skorzystać. I tu wypada naprostować jedną bardzo ważna kwestię, która często jest dość mylnie interpretowana w różnych środowiskach. Brak umowy z FIFA nie jest jednoznaczny z brakiem licencji piłkarskich. Za te drugie odpowiada Federation Internationale des Associations de Footballeurs Professionnels (albo w skrócie - FIFPRO). 

FIFA a identyfikacja marki. Czy spór o nazwę ma tak naprawdę jakieś znaczenie? 

I tu również kanadyjscy twórcy gier dobrze się zabezpieczyli, albowiem zgodnie z informacjami podanymi na początku października - EA oraz FIFPro przedłużyły współpracę na kolejne lata. Oznacza to tyle, że w kolejnych odsłonach (niezależnie od tego, pod jaką nazwą będą się ukazywać) ponownie będziemy mogli liczyć na wizerunki oraz dane prawdziwych piłkarzy, a także licencje na takie rozgrywki jak UEFA Champions League, Premier League czy LaLiga Santander. 

W formie konkluzji warto więc podkreślić, że obecny spór toczy się wyłącznie o nazwę. A być może pewne zerwanie z tym, co często źle kojarzy się ludziom (FIFA = korporacja i wyzysk), wyjdzie na dobre? Co więcej, zmiana nazwy przyniesie także zapewne niejako powiew świeżości. Rebranding zazwyczaj jest przyjmowany raczej pozytywnie - zwłaszcza jeśli zmiany nie kończą się na samym tytule. To ogromny potencjał na krok w dobrą stronę, a EA startuje z lepszej pozycji.

Straty 

Nigdy nie ma jednak w życiu tak, że coś ma same plusy. I choć mogliście odnieść takie wrażenie po kilku poprzednich akapitach, to niestety brak umowy pomiędzy FIFĄ a „Elektronikami” może zrodzić także kilka negatywnych skutków, które w mniejszym lub większym stopniu odbiją się zarówno na twórcach, jak i graczach. Tak to jednak wygląda i warto przyjrzeć się również tej sprawie. 

FIFA a identyfikacja marki. Czy spór o nazwę ma tak naprawdę jakieś znaczenie? 

Przede wszystkim należy poruszyć kwestię, o której wspomniałem już w samym tytule tego tekstu. Mowa o identyfikacji marki. Ktoś mówi „gra o piłce nożnej”, a prawdopodobnie 90% społeczeństwa myśli „FIFA”. Jak wspomniałem we wstępie - dziś nazwa ta kojarzy się bardziej z zabawą przy konsoli, aniżeli międzynarodową federacją. I jest to bardzo wymowne, choć pozwala FIFIE na stawienie dużych warunków. 

Nawet gdy nazwa serii od EA się zmieni, wszyscy będą jej wyszukiwali pod znaną frazą. Niedzielni gracze (a ich jest przecież naprawdę wielu) będą pytali w sklepach o FIFĘ 23 czy FIFĘ 24. A kanadyjscy deweloperzy mogą ucierpieć na tym podwójnie, jeśli sprawdzą się doniesienia od GamesIndustry.biz, według których FIFA zamierza zrezygnować z wyłączności swojej nazwy. Co, gdy jakieś studio (Konami? 2K?) zdecyduje się ją wykupić? Średnia perspektywa. 

Reasumując…

Mamy tu bez wątpienia do czynienia z sytuacją niejednoznaczną. Najlepszą opcją byłoby pewnie kontynuowanie współpracy, ale skoro FIFA ugnie się choć lekko, EA może naciskać dalej, wiedząc, na jakiej są pozycji. Ugoda jest wskazana, ale na pewno nie można przesądzać, że do takiej dojdzie. Wszystko rozgrywa się w kuluarach i na najwyższych piętrach drapaczy chmur. A tam możemy sięgać jedynie przez pogłoski. 

FIFA a identyfikacja marki. Czy spór o nazwę ma tak naprawdę jakieś znaczenie? 

Te wskazują, że sytuacja jest napięta, więc pozostaje nam czekać na kolejne informacje oraz potencjalne kroki gigantów. Osobiście nie stawiam się po żadnej stronie. Moja dusza kolekcjonera oczywiście chciałaby, aby na regale pojawiały się kolejne odsłony z napisem „FIFA” na grzbiecie, ale to zaledwie materialne życzenie. W gruncie rzeczy najważniejsze, aby gry piłkarskie rok rocznie stawały się coraz lepsze. 

A temu zawsze przysługuje się konkurencja. Świat nie lubi próżni i spokoju, a obecna sytuacja niewątpliwie motywuje, by zacząć działać. My, jako społeczność graczy, możemy na tej aferze dużo zyskać, nieco stracić, albo zostać gdzieś z boku, w najgorszym wypadku śledząc korporacyjne przepychanki. A to zawsze jakaś rozrywka. Poczekajmy, na spokojnie. Czas pokaże, gdzie to wszystko zmierza

cropper