The Last of Us: Left Behind - dlaczego dodatek jest tak ważny z perspektywy TLoU 2?

The Last of Us: Left Behind - dlaczego dodatek jest tak ważny z perspektywy TLoU 2?

Krzysztof Grabarczyk | 21.08.2021, 11:00

"Miała na imię Riley, i to ona zginęła pierwsza" - jedna z kluczowych kwestii wypowiedzianych pod koniec części pierwszej z ust Ellie. Naughty Dog tym sposobem wskazało graczom dwie, istotne rzeczy. 

Obecność w życiu Ellie kolejnej ważnej osoby oraz tragiczny koniec. Coś, czego już byliśmy pewni w chwili oficjalnej zapowiedzi fabularnego rozszerzenia. Zafundowany przez twórców, celowy spojler. Do dziś jestem zdania, że mieliśmy w tym dopatrzyć się mentalnego przygotowania pod Left Behind, jedynego dodatku skupionego wyłącznie na rozwoju scenariusza. Nie tworzył dalszej osi wydarzeń podstawowego The Last of Us.

Tworzył coś zgoła odmiennego. Reżyserzy skupili się wokół więzi emocjonalnej na dwóch frontach. Historia przeplata się tutaj pomiędzy nastoletnią ciekawością świata, łamania zakazów a nawet, pewnych tematów tabu, szerzej podjętych w trudnym sequelu. Na drugiej płaszczyźnie umieszczono troskę i desperackie próby ratowania życia w obliczu nieprzewidzianego biegu zdarzeń. A to wszystko udało się zmieścić w dość krótkim czasie, jakie potrzebowaliśmy na ukończenie historii. 

Przedsmak zemsty

The Last of Us: Left Behind

Najlepsze dwie godziny przy konsoli 2014 roku. Inaczej nie umiałbym spuentować ogólnej jakości The Last of Us: Left Behind. Zamknięta w ścisłych ramach czasowych, serwuje wszystko co najlepsze w cyklu. Od gry aktorskiej, dialogów po eksplorację i rzecz jasna, konfrontację zarówno z ludźmi czy zainfekowanymi kordycepsem. Przede wszystkim, stworzyła pewnego rodzaju podgląd kontynuacji. Rozgrywka bez udziału najważniejszego ogniwa, wokół którego więzi się empatyczna cząstka relacji ojciec-córka. Więzi i ewoluuje zarazem. Postaram się umieścić jak najmniejszy wskaźnik spojlerów dla osób nadal zainteresowanych uzupełnieniem historii, bądź całości uniwersum. Najlepiej wróćcie tutaj po ukończenie przygody. W tej narracji, wyważono mechanikę i świat przedstawiony. Momenty beztroskiej eksploracji, wręcz wycieczki przeplatają się z twardym survivalem.

The Last of Us: Left Behind stanowił jednocześnie podgląd jeszcze niezapowiedzianego sequela. Jako nastoletnia Ellie, wyczuwaliśmy i pozbywaliśmy się zagrożenia. Tym razem, w ramach ratunku. Na końcu pozostała jedynie obsesyjna zemsta. Dzisiejszy wpis to jednak nie kolejna dywagacja o trudach masowej akceptacji dla The Last of Us: Part II. Z tym mierzyliśmy się już ponad rok wcześniej. Left Behind tworzy zabieg, który koncepcyjnie rzutował na konstrukcję scenariusza w głośnej kontynuacji. Z natury, fabularne rozszerzenia rzadko wprowadzają gruntowne zmiany w kontekście mechaniki. Nieczęsto również, okazują się mocniejsze od rdzennej linii wydarzeń. Jednym z najbardziej znanych i lubianych wyjątków uznajmy rodzimego, trzeciego Wiedźmina, gdzie dodatki wygrały wszystko. Czy to samo można rzecz o historii przedstawionej w The Last of Us? Wskazujemy interaktywną, niezwykłą podróż wzdłuż postpandemicznej Ameryki, która przez wszystkie lata zdobyła blisko 257 ważniejszych i ważkich nagród.

U podstaw sukcesu gry leży przede wszystkim styl narracji. Nie dostaliśmy wcześniej tak skondensowanego przekazu, definiującego coś na kształt świeżego nurtu. Przynajmniej od czasów Metal Gear Solid (1998, PlayStation). Pomimo inspiracji Ico oraz Resident Evil 4, The Last of Us dzisiaj uchodzi za synonim narracyjnego stylu, widocznego pięć lat później w nordyckim God of War. Produkcją zdecydowanie podążającą śladem dzieła Naughty Dog stanowi wydane dwa lata temu, A Plague Tale: Innocence, o czym wspominaliśmy kilka wpisów temu. Część osób może zatem uznać, że Left Behind jest premiowany wysoko ponad miarę. W końcu jest pochodną wielkiej, niezapomnianej wizji, prawdopodobnie oczekującej mocnej renowacji. Siłą rzeczy, to DLC skazane na dobrą reputację. Jak na złość, ta jest w pełni zasłużona, bez zbędnego przypadku. Lecz z niezbędnym rozgłosem. 

Dwa oblicza

The Last of Us Left Behind

Ukończenie dodatkowej przygody zajmuje nieco ponad dwie godziny. Wliczając chęć ponownego startu na wyższym poziomie trudności, chęć skompletowania wszystkich znalezisk czy wysłuchania opcjonalnych konwersacji...wydłużmy do pięciu. Dodatek okazał się na tyle popularny, że Naughty Dog zdecydowało o wydaniu (wyłącznie cyfrowej) edycji stand-alone, nie wymagającej podstawowej gry do zakupu. Najlepiej smakuje po lekturze komiksu, The Last of Us: American's Dream. Naszkicowana opowieść ujmuje zażyłość relacji pomiędzy Ellie oraz Riley, której odejście zapowiedzieli sami twórcy w epilogu podstawowej historii. Siła marki nie twki wyłącznie w dopracownym modelu przetrwania w nowym, zdominowanym agresywną naturą świecie. "Postanowiliśmy wyjść z naszej strefy komfortu.

Zredukowaliśmy intensywność starć, dzięki czemu wyważyliśmy znacząco bieg wydarzeń" - podsumował Neil Druckmann, spytany o ogólną wizję studia dotyczącą projektu. W każdym odłamie uniwersum, chwile spokoju, podziwiania uroków nowej rzeczywistości, pomników tej dawnej - przeplatają się z chwilami trudnej walki o przetrwanie. To jeden z motorów napędowych studia na drodze rozwoju The Last of Us. Zapłaczą jedynie uzależnieni od ułamków sekundy speedrunnerzy. Fakt, w grze Naughty Dog nigdy nie było na to miejsca. A paradoksalnie, gra dość poważnie stawia bohaterów w świetle niepowstrzymanych skutków przemijania. Left Behind określa dwa, asymetryczne położenia głównej bohaterki, Ellie. Zatem już wcześniej postawiono ją w roli głównej, na długo przed powstaniem sequela. Ellie odbywająca nostalgiczną podróż w głąb dawnej, utraconej przyjaźni, ewidentnie kiełkującej w stronę czegoś więcej. Wtedy nikomu to specjalnie nie przeszkadzało. Może świat jaki znamy dzisiaj, (nie) cierpiał na syndrom politycznej poprawności? Ukazano nam po raz ostatni, kompletnie niewinny, okraszony ciekawością świata portret psychologiczny ulubienicy publiczności. Osoba Riley przy tym nie wydaje się jedynie dodatkiem, konieczną dekoracją. Uzupełnia charakter Ellie, sprzed wydarzeń na zawsze zmieniających jej stan świadomości.

Po drugiej, oddalonej czasowo stronie, kryje się ewolucja instynktu przetrwania, zamknięta w nastoletnim umyśle. Tym większe wyrazy uznania płyną w stronę Ashley Johnson, nadającej Ellie ton głosu wraz z ładunkiem emocjonalnym. W Left Behind podjęto jeszcze jeden, bardzo ważny aspekt osoby bohaterki. Kilka zdań wcześniej wspomniałem o nieuchronności przemijania. Owa zależność rośnie w siłę zwłaszcza pod koniec krótkiej, lecz pouczającej historyjki. Kiedy trwa odliczanie do najgorszego. Ile trwało? Na to odpowiedzcie sobie sami, kiedy ponownie sięgnięcie po ten fragment uniwersum, niezwykle ważny.

W tak niewielkim przedziale czasowym zasiada beztroska, jej przeciwieństwo, dramatyczna ucieczka, desperacja i mentalna ewolucja wbrew filozofii nastoletniej dziewczyny. The Last of Us: Left Behind to koncepcyjny wypad w środek nas samych, kiedy trudy życia umilają wspomnienia. Tak nostalgicznie na koniec. Na automatach graliśmy wszyscy, za młodych czasów. Eliie mogła to zrobić, jedynie przy użyciu wyobraźni i inspiracji Riley. Piękny, definiujący przemijanie motyw. Chciałbym więcej takich epokowych rozwinięć.