Marvel's Spider-Man 2 - superwspółpraca kierunkiem Insomniac Games?

Marvel's Spider-Man 2 - superwspółpraca kierunkiem Insomniac Games?

Krzysztof Grabarczyk | 24.07.2021, 11:00

Nowojorskie eskapady Parkera od Insomniac Games stały się nowym synonimem jakości, kiedy wspominamy interaktywną przeszłość człowieka-pająka. Brzmi to szczątkowym wpływem dokonań poprzednich zespołów odpowiedzialnych za gry owijane pajęczyną jeszcze w epoce 32-bitowej lub wcześniej. Wydany chociażby w 2004 roku, mocno bazujący na hollywoodzkim sequelu przeboju z 2001 roku, Spider-Man 2 jako pierwszy w historii, dość sugestywnie opracował efekt pajęczynowej huśtawki. 

Najlepiej zapamiętałem z przeszłości dwie produkcje, dostępne jeszcze na pierwsze PlayStation. Dopiero 2018 rok przyniósł prawdziwie marvelowski krój, na który pozwoliła nie tylko kreatywność, lecz możliwości techniczne. Tym samym, Marvel's Spider-Man błyskawicznie wywindował w rozmaitych oceniaczkach, szturmem zdobywając empatię graczy. Nie wnosił niczego nowego w świecie gier, lecz skutecznie inspirował się konstrukcją schematów, wypracowywanych latami przez Ubisoft, Rocksteady i wreszcie, samych ojców Ratcheta oraz Clanka. Kiedy do gry wszedł Miles Morales, z impetem otwierając nową generację konsol Sony - czas na autorskie prognozy. Tylko moje. 

Nowa twarz

Marvel's Spider-Man 2 - superwspółpraca kierunkiem Insomniac Games?

Tak, zacznę od najbardziej dyskusyjnej, jednocześnie pozornie najmniej istotnej sprawy - młodzieńczej aparycji głównego bohatera. Tak, gdyby nastoletnie Miles nie spełniał wystarczających wymogów młodocianych graczy. Spider-Man zupełnie jak Nietoperz wpisuje się w portret bohatera wielu pokoleń. Wizja lekko starszego Petera Parkera w wykonaniu Steve'a Bubniaka dla niejednego odbiorcy okazała się malutkim mistrzostwem. Udający trochę życiowo nieogarniętego, wraz z tak samo młodzieńczym poczuciem humoru świetnie nadawał osobowość, w kostiumie oraz bez. Tym samym, Insomniac jako pierwsze studio, wyszło poza komiksowo-filmową narrację. Ujęcie historii z perspektywy spider-wizjera oraz "codziennego życia". Dwa lata później, ostatni tytuł wydany przez Sony z dopiskiem Remastered, bo przecież jeszcze wtedy nikt nie myślał o wersji reżyserskiej - Spider's Man: Remastered namieszał zmianami, pomimo zachowania technicznych wyżyn. Kierunkiem zmian nie okazało się dostosowanie kodu gry do osiągów PS5, lecz nowa twarz oraz głos Parkera, w tym przypadku Bena Richardsa.

Po ujawnieniu odmłodzonego bohatera, malkontenci dostali olbrzymie pole do popisu, zarzucając twórcom pójście na łatwiznę w obliczu niezbędnej kosmetyki. Jednak, co niektórzy jakby chcieli zapomnieć, że sylwetka Parkera w kostiumie Spider-Mana niezależnie od charakteru opowieści, zawiera pierwiastek młodości. Dlaczego w obliczu rozważań w temacie możliwej kontynuacji wspominam o zmienionym wizerunku ikonicznej postaci? Po pierwsze, ten sam model bohatera widzimy w oddzielnym epizodzie z udziałem Miles Moralesa. Po drugie, wywołana burza wokół jedynej, tak widocznej zmiany w większym lub mniejszym stopniu wpłynęła na ostatnie wydawnicze posunięcia multimedialnego kombinatu. Skoro publiczność wzburzyła się nowym obliczem, oczekując większej ingerencji w istniejącą od prawie trzech lat zawartość, czas na bardziej pomysłowe nazewnictwo.

Stąd reżyserskie cięcie, podrasowane niezbędnym liftingiem, z garścią ciekawostek, wcześniej nieobecnych. Brzmi to zbyt odważnie, lecz remaster Spider-Mana od Insomniac Games stoi przed historyczną szansą bycia ostatnim w swojej, imiennej kategorii. To proste, zapowiedziany dzisiaj, zapewne otrzymałby dopisek Diector's Cut. Kto uważa inaczej, komentujcie. Wysunięta teoria nie zmieni faktu, że prawdopodobnie ten sam aktor zostanie zaangażowany przy pracach nad nieuniknionym kontynuatorem. Przewidywania mogą być potwierdzone przez epilog, jaki mogliśmy ujrzeć po obejrzeniu napisów końcowych tytułu startowego PS5, czyli Miles Morales. I jeszcze nie skończyłem, ponieważ finał przedostatniej wizji Insomniac Games podsunął mi kolejną myśl.

Podwójne uderzenie 

Marvel's Spider-Man 2 - superwspółpraca kierunkiem Insomniac Games?

O koniecznie wyższym levelu jakości raczej wspominać nie trzeba. Oczywista oczywistość. Wszelakie dopieszczenie detalizmu otoczenia, dziesiątki nowych, co bardziej wymyślnych animacji. W końcu pajęczego herosa od początku definiuje swoboda w przemieszczaniu się. Czy Marvel's Spider-Man 2 skorzysta jeszcze z technologii odpowiedzialnej za rewelacyjne Sunset Overdrive? Insomniac Games wykorzystali i tym samym usprawnili silnik graficzny na potrzeby Pająka. Wcześniej użyto autorskiego kodu dla powrotu Ratchet and Clank (2016). Miles Morales pojawiło się pod koniec jesieni, ubiegłego roku. Dla nas oznacza to premierę nowojorskiej, pajęczej ballady mniej więcej za dwa lub trzy lata. Firma założona w 1996 roku przez nadal szefującego Teda Price'a wykonała w ostatnim czasie mnóstwo pracy. Oprócz harlemowskiego kolegi Parkera (MM), zadbano o nowogeneracyjnego Rift Apart, definiującego możliwości PS5 w pierwszym roku życia. Po drodze wpadła jeszcze fuszerka w postaci omawianego w poprzednich akapitach remastera pierwszej gry oraz lifting dla poprzedniej wycieczki kosmicznego duetu. Jednym słowem, ekipa była zajęta.

W świetle finalnej jakości każdej z wymienionych produkcji, dotychczasowe osiągi studia powinny znaleźć się w podręczniku deweloperów - początkujących oraz zaawansowanych. Często spotykam się z opiniami, według których Spider-Man: Miles Morales jest niczym więcej niż wiernie kopiującym dodatkiem. Owszem, zastosowano identyczną mechanikę, lecz podsunięto ciekawą koncepcję na przyszłość. Odniosę się do sekwencji otwierającej przygodę. Widzimy w niej dwóch, bezbłędnie lawirujących między wnętrzem budynków superbohaterów w pajęczych kostiumach. Wprawdzie sekwencja została spisana piórem skryptów, lecz nie wierzę w ograniczenia systemowe aktualnej konsoli Sony w temacie zastosowania kooperacji dwóch graczy. Czy obecny poziom oprawy naprawdę musi być dla oka dużo, dużo lepszy? Niespecjalnie. Już teraz edycja zremasterowana lub uruchomiony na PS5 Miles Morales zapewniają optymalne wrażenia. Osobiście faworyzuję tryb klatkażu.

Nie ma nic przyjemniejszego niż iluzoryczne poczucie nabierania superprędkości, na jaką zasługuje moc sprawcza Człowieka-Pająka. Dodajmy do tego możliwość współpracy z drugim Pająkiem w czasie rzeczywistym i wyjdzie nam dość interesująca perspektywa potencjalnego sequela. Będzie nieco odtwórcza, lecz z podwójnym uderzeniem. Nawet utalentowane Rocksteady, stawiające od lat na historię przeznaczone dla jednego gracza, idzie w stronę gry zespołowej. Czy z równie podobnym impetem jak przed laty? Ocenimy za kilka lat. Z racji dużego prawdopodobieństwa pojawienia się wielbionego, potężnego antagonisty, zastanawiam się czy przemoc wybierze się o krok dalej. Marvel raczej za tym nie przepada, Insomniac zdaje się również, lecz dla studia to kolejne pole do eksperymentowania. Czas zweryfikuje wszystkie prognozy. Czekacie? 

cropper