Call of Duty: Modern Warfare to jedna z najlepszych trylogii gier FPS

Call of Duty: Modern Warfare to jedna z najlepszych trylogii gier FPS

Kajetan Węsierki | 20.06.2021, 17:00

Od 2007 do 2011 roku wyszły trzy gry, które do dziś stanowią dla mnie jedną z najlepszych trylogii w historii branży - co ciekawe, żadna z nich nie skupiała się wyłącznie na kampanii fabularnej. Mimo wszystko udało się osiągnąć sukces, choć niewielu się tego spodziewało.

Przy okazji zapowiedzi Battlefield 2042 dowiedzieliśmy się, iż tytuł ów zadebiutuje bez trybu dla pojedynczego gracza. Oznacza to, że nie możemy liczyć na kampanię fabularną, a DICE postawi w stu procentach na multiplayer, który prawdopodobnie będzie z tego względu oszlifowany do perfekcji – cóż, przynajmniej taką mam nadzieję. Niemniej, jeśli będziemy chcieli oskryptowanej przygody w tym  świecie, będziemy musieli stawiać na wyobraźnię.

I spotkałem się z wieloma głosami, że „to bardzo dobrze, bo i tak nikt nie gra w kampanie fabularne w strzelaninach”. Napiszę wprost – nie zgadzam się z tym. Jasne, to tryb wieloosobowy stanowił, stanowi i będzie stanowić fundament jeśli chodzi o gry wojenne, gdzie dwie drużyny do siebie strzelają. To najprostsza forma rywalizacji, jeśli chodzi o gry FPS i to właśnie ona przyciąga największe grupy fanów.

Nie jest jednak prawdą, że nie da się stworzyć dobrej przygody, która będzie oparta o te pozornie banalne założenia i mechaniki. W historii pokazano nam to już kilka razy, a ja lubię przytaczać przykład Battlefield 3, z którego niektóre misje fabularne pamiętam doskonale do dziś. Jest jednak jeszcze wyższy poziom i dowód na to, że da się zrobić gry z gatunku strzelanin, które dorównują przygodowym.

Nowoczesna Wojna

Ten idealny przykład znajduje się jednak po drugiej stronie barykady. Musimy przejść na front największych konkurentów szwedzkiego DICE i rzucić okiem na Call of Duty, gdzie w latach 2007, 2009 i 2011 wychodziły kolejno trzy odsłony serii Modern Warfare. I choć miały naprawdę świetny multiplayer, a osobiście najlepiej wspominam chyba ten w „dwójce”, kluczowy dla fenomenu rzeczonych pozycji był tryb fabularny!

Call of Duty: Modern Warfare

Choć na podobne zabiegi decydowano się wcześniej i później, to w tym przypadku najbardziej utkwiło mi to w głowie. Mam bowiem wrażenie, że na przestrzeni tych pięciu lat ani razu nie odnotowano spadku formy. Infinity Ward aż trzykrotnie zapewniło graczom najwyższy poziom zabawy i sprawiło, że choć kampania trwała po kilka godzin, to w głowie zostawała na minimum kilka kolejnych lat. Cudowna sprawa.

Call of Duty 4: Modern Warfare

A wszystko zaczęło się czternaście lat temu, gdy pierwszy raz dane nam było spotkać Johna MacTavisha, znanego szerzej jako „Soap”. Zaczynamy w brytyjskim obozie treningowym, a potem wszystko leci bardzo dynamicznie i kręci się wokół trzech głównych antagonistów – Imrana Zakhaeva, Wiktora Zakhaeva oraz Khaleda Al-Asada. Cała trójka mocno zachodzi nam za skórę, a my musimy sobie z nimi radzić.

Co ważne, twórcy nie bali się brutalnych scen czy pokazywania śmierci. Kosmiczne wrażenie robiło na mnie to, jak realistycznie oddano wojenne realia. I nie chodzi tu o mechanikę, ale właśnie fabułę. W tak dramatycznej sytuacji, jak starcia z bronią, nikt z nas nie jest superbohaterem z serialu. Los zdaje się w takich przypadkach być niczym Ivan Drago w czwartej części Rocky’ego – podczas walki rzucił najchłodniejsze w historii kina „If he dies, he dies”. I świetnie to tu pasuje.

Call of Duty: Modern Warfare 2

Zacznę od subiektywnego stwierdzenia – to najgorsza część całej trylogii, a wciąż wypchana była misjami, jakie zapadły mi w pamięć i zostaną ze mną przez wiele następnych  lat. Tym razem mogliśmy sterować pięcioma bohaterami – Roachem, Josephem Allenem, Jamesem Ramirezem, tajemniczym astronautą i... Johnem MacTavishem!  Zgadza się, ponownie mieliśmy szansę spotkać Soapa (choć tylko na trzy ostatnie misje).

I pamiętam moją euforię, gdy znów mogłem wejść w wojskowe buty tak dobrze zapamiętanego bohatera. Co więcej, gdy w misji udział brali Sanderson, MacTavish i Price, byłem w siódmym niebie. Było to puszczenie oczka w stronę fanów i bardzo mocne ukierunkowanie na danie im małej przyjemności, ale sprawdziło się w stu procentach. Sama gra nie straciła na tym zabiegu ani trochę jakości, a dała naprawdę dużo frajdy i przelała sporo wspomnień.

Call of Duty: Modern Warfare 3

Dokładnie 8 listopada będziemy mogli świętować równe dziesięć lat, odkąd tytuł ów pojawił się na rynku. I było to niemałe wydarzenie. Doskonale pamiętam pierwsze zetknięcie z grą oraz moment, w którym dowiedziałem się, że historia będzie stanowiła bezpośrednią kontynuację wydarzeń z poprzedniej części! Raz jeszcze dostaniemy możliwość spotkania bohaterów, których dobrze kojarzymy!

Call of Duty: Modern Warfare series

Tak oczywiście było. Obcowaliśmy bowiem z Pricem, Soapem oraz Nikołajem, a na dokładkę, jako głównego bohatera, którego działaniami kierowaliśmy, dostaliśmy kolejną ciekawie napisaną postać – Jurija. My musieliśmy ulotnić się z małej kryjówki, a na świecie rozgrywała się III Wojna Światowa, w której głównymi stronami były USA oraz Rosja. Wszystko tu toczyło się więc o najwyższą stawkę i pokazywało, że czasem pojedyncze decyzje, niczym w efekcie motyla, mogą wpłynąć na losy globu.

Reasumując...

Nie chciałem się przesadnie rozpisywać na temat fabuły w poszczególnych odsłonach, bo w gruncie rzeczy choć zawsze jest pewne spoiwo, można je traktować jako zbiór misji, które zostają powiązane dopiero po czasie. Niemniej, to była naprawdę świetna trylogia – nie tylko w kontekście pozycji z gatunku FPS, ale po prostu gier. I mam szczerą nadzieję, że jeszcze kiedyś dostaniemy coś w podobnym stylu.

Choć bowiem były momenty lepsze i gorsze, to są sceny, których nigdy byśmy nie oglądali, gdyby nie tryb fabularny. Na pewno pamiętacie ostatnią walkę w Call of Duty 4: Modern Warfare, scenę ataku terrorystycznego na lotnisko i zimnokrwiste mordowanie szarych ludzi, albo odstrzelenie ręki w misji „One Shot, One Kill”. Chciałbym, żeby kolejne strzelaniny przynosiły mi tak pamiętne momenty, bo choć w trybach multiplayer zdarzają się świetne akcje, to daleko im do filmowości tych wspomnianych.