Horizon: Forbidden West - zbędny kompromis?

Horizon: Forbidden West - zbędny kompromis?

Krzysztof Grabarczyk | 06.03.2021, 11:00

Guerilla Games przez niemal dekadę kojarzono ze względu popularnej wówczas serii, Killzone. Studio prowadzone przez Hermena Hulsta dokładnie cztery lata temu, zaskoczyło nas wszystkich. Podążając całkowicie innym stylem artystycznym i graficznym, zrealizowano prawdopodobnie, najważniejszą nową markę w historii PlayStation. PlayStation 3 dostarczyło The Last of Us, natomiast kolejna generacja to przygody łowczyni, Aloy. 

Tak pięknie wygenerowanego, pomysłowego i zjawiskowego otwartego świata, nie było na konsolach Sony od bardzo dawna. Przede wszystkim, to zasługa pracy zarówno programistów jak i możliwości platformy docelowej. Koncentracja na jednej architekturze pozwala zredukować do minimum pewne kompromisy. Po skompletowaniu podstawowej wersji oraz mroźnego rozszerzenia, oczekiwaliśmy na informacje dotyczące kontynuacji. Dzisiaj, po ujawnieniu latem ubiegłego roku Forbidden West, zastanawiamy się jak międzygeneracyjny charakter produkcji wpłynie na finalną jakość. 

W obliczu nieznanego

Horizon: Forbidden West - zbędny kompromis?

Horizon: Zero Dawn pojawiło się na rynku 28 lutego, 2017 roku. Gra tuż po premierze zyskała potężne grono zwolenników. Jakość wykonania, koncepcja opanowanego przez maszyny świata, redukcja cywilizacji do plemiennego trybu życia i wielka tajemnica związana z zagładą dawnej rzeczywistości. W połączeniu z ciekawym modelem rozgrywki, otwartym środowiskiem i główną bohaterką, projekt stał się najważniejszym tytułem na wyłączność z perspektywy wydawcy. Ponad 10 milionów sprzedanych egzemplarzy ustanowiło nowy rekord w kategorii biblioteki gier na PlayStation 4. Wyprawa Aloy w nieznane zakątki nowego świata urzeka autorskim pięknem. Każde pojedyncze wzniesienie, ścieżka, strumyki czy wreszcie masywne wzgórza to dziesiątki okazji do podziwiania malowniczych krajobrazów, dolin skrywających zmechanizowane niebezpieczeństwo. Wcześniej za drogowskaz kreowania od podstaw ważnych marek uchodziło Naughty Dog. Wraz z Horizon Zero Dawn, w tej dziedzinie bryluje także Guerilla Games. 

Spoglądając na dostępne materiały Forbidden West, nietrudno stwierdzić, że gra stanowi rozwój sprawdzonych rozwiązań. W żadnym wypadku nie mówimy o większym rozszerzeniu. Wedle zapewnień studia, kolejny rozdział bogatej historii Aloy stanowi pełnoprawną kontynuację. Zadaniem rudowłosej wojowniczki będzie powstrzymanie plagi, trawiącej wszystko co żywe. Tereny od dawnego Utah po Pacyfik skrywają nowe tajemnice, podtopione tereny, pomniki dawnej cywilizacji, czyli jedyny kulturowy spadek tragicznie minionej ery. To wszystko zasilane jedną z bardziej imponujących technologii ostatnich lat, silnikiem Decima. W generowaniu wysokiej jakości otoczenia sprawdza się wzorowo. Nie tylko w Horizon: Zero Dawn, lecz także w Death Stranding od Kojima Productions. Obie pozycje są od jakiegoś czasu dostępne także w wersjach na komputery osobiste, gdzie Decima demonstruje solidne działanie przy wysokich ustawieniach. Nas interesuje najbardziej, wydajność silnika na potrzeby Forbidden West, które zmierza jednocześnie na PlayStation 4/5. Przełom generacji często wymusza kompromisy, natomiast oczekiwania graczy są tak samo wysokie. 

Łowy dla wszystkich 

Horizon: Forbidden West - zbędny kompromis?

Sony wciąż twardo podtrzymuje niezagrożony termin premiery, opiewający na drugą połowę roku. Wbrew obawom co niektórych obserwatorów, wszystko z powodu braku odpowiedniej informacji w treści ostatnich materiałów promujących PlayStation 5. Wróćmy zatem do pierwszej, oficjalnej zapowiedzi gry. Mało kto spodziewał się niedługo potem komunikatu wydawcy, który dotyczył wydawnictwa Horizon: Forbidden West również dla posiadaczy PS4. Informacja ucieszyła osoby niezainteresowane nabyciem next-genowej platformy chociażby w pierwszym roku sklepowej egzystencji. Nieustanne komplikacje z dostępnością systemu to druga strona medalu. Choć obecnie sytuacja zdaje się poprawiać, ponieważ sklepy oferują PS5 w znacznie większej częstotliwości, niż jeszcze miesiąc temu.

Ten wpis nie będzie jednak dotyczył odwiecznego deficytu konsoli. Wszyscy zdają się być zmęczeni brakiem stałego przepływu dostaw. Horizon: Forbidden West jest prawdopodobnie najważniejszym projektem w strukturach wewnętrznych studiów Sony, obok God of War: Ragnarok. Siłą rzeczy, od produkcji wymagana jest topowa jakość. Niezależnie od wersji dla poprzedniej i aktualnej generacji (powoli należy się oswajać z myślą, że PS5/XSX to current-geny) oczekiwania progu wykonania są ogromne. Poprzeczka zawieszona kolejno przy Zero Dawn oraz Frozen Wilds (fabularne rozszerzenie w mroźnym krajobrazie) jest bardzo wysoka. Zresztą, pierwsza gra z cyklu, uruchomiona nawet na bazowym modelu PlayStation 4, nadal cieszy oko przywiązaniem do wszelkich szczegółów, o PS4Pro/PS5 nawet nie wspominając. Szkoda, że do dzisiaj studio nie zdecydowało się zaktualizować Zero Dawn dla potrzeb ostatniego dziecka Sony.

Lepsza wydajność, natywna rozdzielczość oraz wykorzystanie Dual Sense mogłoby zaoferować szczątkowy podgląd jak ewentualnie zadziała Forbidden West w środowisku PS5, przy asyście SSD. Tutaj docieramy do meritum. Jakie kompromisy czekają podczas sprawdzenia ostatecznej wersji gry? Dotychczas, jedynym międzygeneracyjnym tytułem Sony jest Marvel's Spider-Man: Miles Morales. Dlaczego z tej perspektywy, to tak ważna gra? Jako pierwsza demonstruje istotne różnice między generacjami, przy zachowaniu mniej więcej zbliżonego poziomu oprawy audiowizualnej. Różnica w cenie była jednak nieznaczna. Jak postąpi wydawca w stosunku do nowego Horizon?

Ważny wybór

Nowy standard cenowy na poziomie 349 złotych za ekskluzywny tytuł zdaje się powoli wkraczać w masową świadomość graczy. Kluczowym jest tutaj słowo "ekskluzywność". Bowiem czy taką metkę przypniemy grze dostępnej na obie generacje konsoli identycznej marki? Kwestia mocno dyskusyjna. Ważniejsza dla nas jest bardziej różnica na polu jakości gry w wersji dla obu konsol. Poza oczywistym wyborem między trybem rozdzielczości a wydajności, szybszym czasem ładowania i adaptacją kontrolera, port szykowany dla PS5 winien zaoferować lepsze wizualia. Generowanie otwartego świata z SSD na pokładzie całkowicie wyeliminuje wszelkie doczytywanie się obiektów (nawet pierwsze Horizon na leciwym PS4 nie cierpiało na tę przypadłość). Jednak co zostanie dla graczy stawiających nadal na posiadaną od lat konsolę?

Poza brakiem wymienionych udogodnień, oprawa ma jeszcze jakiekolwiek szanse zaimponować raczej dla modelu Pro. Chociaż ostatni rok samodzielnej kadencji PS4 przyniósł techniczne perełki w postaci The Last of Us: Part II czy Ghost of Tsushima, więc może i Guerilla ponownie zaskoczy? Byłoby tak, gdyby gra powstawała z myślą o jednej architekturze. Za wersję PS5 przyjdzie nam zapłacić nową cenę. Jako posiadacz PS5 oczekiwałbym jednak prawdziwie nowogeneracyjnej jakości, która jak cztery lata temu, nieustannie zachwycała. Niestety, ciężko o uzyskanie prawdziwie nowych możliwości jeśli projekt zmierza w dwóch kierunkach. Absolutnie nie wątpię w wysoką jakość, lecz zdaje sprawę jaki efekt końcowy zafundowaliby deweloperzy, gdyby Forbidden West stało się wyłącznym tytułem dla PS5.

Z drugiej strony, posiadacze PS4 także będa musieli zapłacić maksymalną kwotę adekwatną dla konsoli, więc 249 zł. Z tym wiążą się odpowiednie oczekiwania. To trudny dla producentów kompromis, kiedy należy zadowolić grupę odbiorców na przełomie generacji. Dlatego mimo wszystko, jestem zdania, iż ekskluzywne zapowiedzi powinny być kierowane w jedną stronę, rozpoczynającej się powoli generacji. Bezkompromisowość to często jeden z filarów wizualnego sukcesu gry, a chyba nic nie demonstruje tego lepiej niż tytuły wydawane na jeden system. Wymienione wcześniej pozycje to chyba najlepszy dowód. Którą wersję gry wybierzecie?

cropper