10 rzeczy, których nie wiedziałeś o Szklanej Pułapce

10 rzeczy, których nie wiedziałeś o Szklanej Pułapce

Dawid Ilnicki | 19.12.2020, 19:00

“Szklana pułapka” Johna McTiernana to jeden z klasycznych filmów epoki VHS, o którym pamięć przetrwała do dziś, przede wszystkim ze względu na liczne powtórki telewizyjne. Film doczekał się całkiem udanych sequeli i potwierdził gwiazdorski status Bruce’a Willisa, dziś kojarzonego przede wszystkim z kinem akcji.

O tym, że dość niepozorny film Johna McTiernana stał się sporym hitem box-office’a, w końcówce lat 80-tych, zadecydowały przede wszystkim wartka fabuła i nietypowa konstrukcja głównego bohatera. Johnowi McClane’owi daleko bowiem do niezłomnych Tytanowych Januszy i Molibdenowych Mateuszy, czyli typowych bohaterów kina akcji lat 80-tych i 90-tych. Na ich tle wspomniany heros wygląda jak zwyczajny mieszkaniec Stanów Zjednoczonych, który zostaje wplątany w aferę; ta początkowo zdaje się go wręcz przerastać, ale w końcu staje on na wysokości zadania ratując siebie i swoich bliskich. 

Od początku zakładano, że w “Die Hard” będzie sporo humoru co tylko przydało produkcji specyficznego uroku, podobnie jest w przypadku dość specyficznych relacji pomiędzy niektórymi postaciami, najlepszym przykładem będzie tu przyjaźń Johna z sierżantem Powellem. Dodając do tego przełomową rolę Willisa, a także mocno specyficzny polski tytuł, mamy przepis na świąteczny hit kinowy, który co ciekawe z początku wcale się na taki nie zapowiadał.

A oto garść ciekawostek o tej produkcji:

Rolę Johna McClane’a zaproponowano Frankowi Sinatrze

Frank Sinatra - Die Hard

“Szklana pułapka” jest oparta na powieści Rodericka Thorpe’a “Nothing Lasts Forever”, która jest swoistym sequelem do książki “The Detective” napisanej w 1966 roku, która dwa lata później doczekała się filmowej adaptacji. Głównego bohatera odtwarzał w niej właśnie Frank Sinatra, który miał w kontrakcie opcję na zagranie w kolejnym filmie opartym o powieść Thorpe’a. Rzeczywiście zaproponowano mu ją, ale gwiazdor sceny i estrady uznał, że w wieku 73 lat jest już po prostu za stary (i zbyt bogaty!) na tę rolę. Co ciekawe sam Willis zadebiutował jako aktor w filmie, w którym grał Sinatra: “Pierwszy śmiertelny grzech” z 1980 roku. 

Problem ze znalezieniem odtwórcy głównej roli

Rolę McClane’a zaproponowano niemal wszystkim, ówczesnym gwiazdom kina, takim jak Clint Eastwood (który był właścicielem praw do ekranizacji “Nothing Lasts Forever”), Sylvester Stallone, Arnold Schwarzenegger, Burt Lancaster, James Caan, Richard Gere, a nawet odtwórca roli MacGyvera, Richard Dean Anderson, ale nikt nie był zainteresowany zagraniem w “Szklanej Pułapce”. W końcu zadecydowano o zatrudnieniu Bruce’a Willisa, który w tamtym czasie, głównie za sprawą występu w serialu “Na wariackich papierach”, był postrzegany jako aktor komediowy, a w dodatku utożsamiany przede wszystkim z telewizją. Pomimo tego dostał bardzo wysoką, szczególnie w tym czasie, gażę - 5 milionów dolarów. Sam mógł zagrać w tym filmie właściwie za sprawą ciąży Cybill Shepherd, bo to właśnie błogosławiony stan aktorki sprawił, że zawieszono realizację nowych odcinków tej popularnej ongiś serii. 

Na pierwszych plakatach reklamujących “Die Hard” nie było Bruce’a Willisa

Die Hard - plakat

Aktor był w tamtych czasach wyjątkowo daleko od statusu gwiazdy, a producenci bali się, że reklamowanie obrazu akurat jego twarzą może grozić słabymi wynikami w box-office, co oczywiście z dzisiejszej perspektywy może dziwić. Postanowiono zatem nie umieszczać jego sylwetki na plakatach promujących “Szklaną Pułapkę”, skupiając się na budynku fikcyjnego Nakatomi Plaza, gdzie toczyła się akcja. Aktor wrócił na plakaty gdy film stał się kinowym hitem.

To Bruce Willis zaproponował aktorkę do głównej roli kobiecej

Jak na aktora, który nie posiadał gwiazdorskiego statusu, Bruce Willis miał spory posłuch wśród ekipy realizującej ten film. Według wszelkich informacji z tamtych lat to bowiem on zaproponował do roli swojej filmowej żony Bonnie Bedelię, która zachwyciła go w filmie “Serce do jazdy” w 1983 roku. Sama aktorka jednak wspomina, że pierwsza osoba jaka przychodzi jej do głowy na wspomnienie tej produkcji to Alan Rickman, który ponoć okazał się przesympatycznym kolegą z planu i oboje mocno się ze sobą zaprzyjaźnili.

Szklana Pułapka była pierwszym, pełnometrażowym filmem Alana Rickmana

Alan Rickman - Die Hard

Obecnie Anglik jest już uznanym aktorem kinowym, ale w 1988 roku był kojarzony głównie jako aktor broadwayowski, a więc jego występ w filmie akcji był sporą niespodzianką. Początkowo do tej roli był szykowany Sam Neill, ale Rickman zrobił dobre wrażenie grając hrabiego De Valmont w inscenizacji opartej o “Niebezpieczne Związki” Choderlosa de Laclosa. Co ciekawe sam aktor od początku nie bardzo pasował do tej roli, nie potrafił nawet właściwie trzymać broni, czego nauczył się dopiero na planie i ciężko znosił głośne wystrzały z broni, które - nawiasem mówiąc - kosztowały Bruce’a Willisa permanentny ubytek słuchu,⅔ w lewym uchu, o czym opowiadał w wywiadzie dla „The Guardian” w 2007 roku.

Chwile grozy Alana Rickmana

Moment, w którym Hans Gruber wypada z wysokiego wieżowca był jedną z najbardziej pamiętnych sekwencji w całym filmie, a sam Brytyjczyk znakomicie zagrał chwile grozy przed twardym lądowaniem. A właściwie, nie do końca zagrał... Aktor miał upaść na specjalną poduszkę powietrzną, spadając z wysokości ponad 12 metrów wypuszczony przez jednego z asystentów. Ten zamiast zrobić to jednak na zwyczajowe “trzy” wypuścił go od razu, rejestrując mimikę twarzy zaskoczonego odtwórcy, która - co trzeba przyznać - dała piorunujący efekt w samym filmie.

To Willis wymyślił słynne “Yippee-ki-yay, motherfucker!”

Najlepsze pomysły czasami rodzą się przypadkowo. Tak było ze słynnym powiedzeniem McClane’a, które pojawiło się we wszystkich dotychczasowych częściach tego cyklu. Sam Willis wspominał: “To była jednorazowa rzecz. Chciałem rozbawić ekipę realizującą film i nigdy nie myślałem, że twórcy pozwolą, by stała się ona częścią filmu”. Wiąże się ona z postacią wymienionego wcześniej, w rozmowie z Gruberem, Roya Rodgersa, który zwykł używać wyrażenia “yippee-ki-yay”, oczywiście bez wulgaryzmu.

Ciekawy pomysł na scenariusz

Adaptacją książki Thorpe’a na scenariusz filmowy zajmował się początkowo Jeb Stewart, który później został zastąpiony przez Stevena de Souzę. Początkowo nie miał on pomysłu na to o czym będzie ten film, ale razu pewnego, po kłótni z żoną, wyszedł wściekły z domu, wsiadł w samochód i ruszył autostradą. Jadąc nią zorientował się, że samochody poruszające się przed nim zaczynają zjeżdżać na inny pas, bo na obecnym leży pudło, w którym była lodówka. Stewart, nie mając już czasu na zjazd na inny pas, musiał z dużym impetem wjechać w owo pudło. Na szczęście okazało się ono puste, a scenarzysta w końcu wpadł na pomysł o czym ma być ten film. Jego bohaterem będzie 30-latek, który pokłócił się z małżonką, zorientował, że to ona miała rację i teraz musi znaleźć sposób, by ją przeprosić.

Słynne pomyłki realizatorskie w “Die Hard”

Szklana pułapka - gumowe stopy

Pierwsza z nich to oczywiście brak karetki, którą terroryści planowali uciekać, ta znajdowała się zaś w furgonetce, w której bohaterowie dostali się do Nakatomi Plaza. Błąd dostrzeżono dopiero podczas pierwszej projekcji filmu, wśród realizatorów i producentów, a John McTiernan polecił po prostu wyciąć jak najwięcej kadrów, tak by nie było to aż tak widoczne. Dodatkowo w filmie widać użyte przez realizatorów gumowe stopy, które Bruce Willis nakładał na nogi w scenie biegania po tłuczonym szkle.

Spór o motyw muzyczny

To John McTiernan wymyślił, że tematem przewodnim filmu, podczas prezentowania terrorystów, będzie “Oda do radości” Ludwiga van Beethovena. Z tym wyborem mocno nie zgadzał się kompozytor muzyki do filmu - Michael Kamen, który zaproponował reżyserowi zastosowanie utworu Wagnera lub Straussa, wykorzystanie kompozycji Bethoveena uważał bowiem za świętokradztwo. McTiernan przekonał go jednak tym, że wcześniej, w bardzo podobnym kontekście, utworu użył Stanley Kubrick w “Mechanicznej Pomarańczy”. Sam Kamen był wielkim fanem filmografii amerykańskiego mistrza kina, a więc ostatecznie zabrakło mu argumentów.