Testujemy Google Stadia. Czy obiecywana rewolucja w końcu nadchodzi?

Testujemy Google Stadia. Czy obiecywana rewolucja w końcu nadchodzi?

Igor Chrzanowski | 07.12.2020, 21:00

Granie w tak zwanej chmurze staje się coraz popularniejsze, dlatego każda duża firma zajmująca się rozrywką chce mieć własną platformę strumieniowania gier z Sieci. Już dziś, po nieco ponad roku od swego światowego startu, swoją premierę ma w Polsce Google Stadia!

Tuż obok GeForce Now i Project xCloud od Xboksa, Google Stadia jest trzecią usługą grania w chmurze dostępną na naszym rynku, a co za tym idzie nie ma jeszcze mocno wyrobionych konkurentów i ma szansę zostać liderem tegoż sektora branży nad Wisłą. Specjalnie dla Was przetestowaliśmy zatem dzieło amerykańskiego giganta, sprawdziliśmy dostępne gry ekskluzywne oraz jakość połączenia z serwerami Google.

Google Stadia - początek

Pierwsze ustawienie Google Stadia jest banalnie proste, bowiem wymaga od nas wyłącznie posiadania przeglądarki Google Chrome oraz konta Google, co w dzisiejszych czasach ma tak naprawdę każdy.. Po przejściu kilku prostych kroków inicjalizacji konta, aktywacji darmowego miesiąca abonamentu Stadia Pro oraz pobraniu aplikacji Stadia na kompatybilne urządzenia, możemy zacząć zabawę!

Tak jak w przypadku Xbox Game Pass, w ramach subskrypcji Stadia Pro mamy dostęp do wybranej biblioteki gier dostępnych od ręki bez dodatkowych opłat, co stanowi bardzo dobry punkt startowy w obcowaniu z najnowszą usługą Google. Co prawda ich liczba nie jest tak pokaźna jak u konkurencji, bo na ten moment możemy przetestować zaledwie 33 produkcje, ale sytuacja ta stale będzie się zmieniać, a pakiet rozszerzy się o szykowane dla nas ekskluzywne projekty tworzone przez deweloperskie zespoły Stadia Games and Entertainment.

Jeśli zdecydujecie się na danie szansy amerykańskiej chmurze już teraz, w swojej przeglądarce bądź na telefonie i innych kompatybilnych urządzeniach zagracie w takie perełki jak obie odsłony Hitmana, PlayerUnknown's Battlegrounds, Dead by Daylight, Sniper Elite 4, Celeste, Risk of Rain 2, czy też rodzimy Superhot: Mind Control Delete. Oczywiście nie można tu także zapomnieć o 3 tytułach wydanych wyłącznie na Google Stadia.

Google Stadia - ekskluzywne gry na wyłączność

Póki co chmura Google jest bardzo młoda, dlatego nie spodziewajcie się już na starcie wielkiej biblioteki ekskluzywnych hiciorów tak jak u konkurencji. Póki co Amerykanie przygotowali Orcs Must Die! 3, Outcasters oraz Submerged: Hidden Depths, które oczywiście postanowiliśmy przetestować i zweryfikować, czy są to produkcje dla których warto będzie opłacić choć jeden miesiąc subskrypcji Stadia Pro. 

Trzecia odsłona Orcs Must Die! powraca do korzeni serii, dzięki czemu miłośnicy zarówno "jedynki" jak i "dwójki" poczują się tu jak w domu i na pewno docenią dowcipną fabułę oraz rozbudowany względem poprzedników system rozgrywki. Podobnie jest w przypadku Submerged: Hidden Depths, będącego kontynuacją pierwszego Submerged wydanego jeszcze w 2015 roku - to bardzo przyjemna logiczna gra przygodowa o pięknej grafice i dość ujmującej historii. Szkoda tylko, że całość jest dość krótka i można ją ukończyć w kilka godzin. No i w końcu mamy Outcasters, czyli sieciową produkcję w stylu Battle Royale, lecz z nastawieniem na małą liczbę graczy oraz rozgrywkę przypominającą rzucanie bumerangów - również ładna, sympatyczna w odbiorze i szczerze przyznam, że naprawdę wciągająca. 

Jak zatem widzicie jakiegoś szału nie ma i na pewno nie są to produkcje jakie można by nazwać typowymi "system-sellerami". Ale z racji tego, że mamy do czynienia z abonamentem, a nie kolejnym drogim sprzętem do grania, dla samych tych tytułów warto jest zacząć chociażby ten darmowy miesiąc próbny Stadii Pro.

Google Stadia - jakość połączenia

Gdy Google wystartowało ze Stadią Sieć od razu obiegły liczne testy i filmiki pokazujące jak na dłoni, że nowo powstała usługa nie radzi sobie z input lagiem, czyli opóźnieniami tworzącymi się pomiędzy wciśnięciem przycisku na padzie, a reakcją postaci na ekranie. Osobiście próbowałem zepsuć Stadię na wszystkie znane mi sposoby i takowych problemów nie uświadczyłem. Niezależnie od tego czy grałem w tytuł typowo singlowy czy też rasowego multika pokroju PUBG, żadnych widocznych opóźnień nie było. Pojawiały się jednak spore problemy ze stabilnością połączenia z grą, przez co od czasu do czasu miałem tak, że kierowana przeze mnie postać na 2-3 sekundy przestawała mnie słuchać i żyła własnym życiem.

O ile w takiej przygodówce jak Submerged nie stanowiło to żadnego problemu, tak w Risk of Rain 2 gdzie walczyłem z wieloma potworami na raz i liczył się każdy udany manewr uniku, powodowało niemałą frustrację. Niestety nie jestem w stanie powiedzieć czy wynika to z błędów w strukturze samej Stadii czy od mojego dostawcy Internetu. 

Z wielkim bólem muszę jednak przyznać, że do testów nie otrzymałem gamepada dedykowanego usłudze Google, więc nie byłem w stanie sprawdzić jak ma się połączenie pomiędzy padem, ekranem a samym serwerem - na szczęście możemy bawić się na samej klawiaturze bądź wirtualnym padzie wyświetlanym na ekranach dotykowych. Niestety odkryłem przy tym również, że są na platformie Google również i takie produkcje, w które nie da się grać bez pada - na przykład takie PUBG, które siłą rzeczy musiałem obadać na smartfonie.

Google Stadia - podsumowanie

Po kilku intensywnych dniach spędzonych z serwisem Google Stadia mogę śmiało powiedzieć, że tym razem amerykański gigant dał radę i startująca dziś chmura jest naprawdę bardzo dobrym rozwiązaniem dla tych, którzy nie mają dostępu do drogich komputerów i najnowszych konsol. Niestety wielkim minusem jest mikroskopijna wręcz biblioteka Stadia Pro, która może wystarczy na pierwszy miesiąc obcowania z chmurą, ale brakuje w niej gier Ubisoftu, Bethesdy, czy też jakichkolwiek większych tytułów z otwartym światem, które same w sobie mogłyby wystarczyć na cały miesiąc giercowania.

Mimo wszystko, katalog aż 155 gier dostępnych na wirtualnych półkach sklepowych Google Stadia robi wrażenie i jeśli wyłapie się kilka solidnych promocji, bez większych strat można przerzucić się z tradycyjnego grania na chmurę.

cropper