Castlevania to najlepsza adaptacja serialowa gry. Nasza recenzja pierwszego sezonu

Castlevania to najlepsza adaptacja serialowa gry. Nasza recenzja pierwszego sezonu

Tomasz Alicki | 08.07.2017, 20:35

Netflix uderza do miłośników gier wideo. Wierni fani platformy wyczekują premiery kolejnych sezonów House of Cards czy Orange is the New Black, ale platforma nie planuje się na tym zatrzymać. Zdobycie uwagi kolejnej szerokiej grupy miało nastąpić poprzez wczorajszą premierę. Na Netfliksie pojawił się krótki serial animowany Castlevania.

Świat gier zawrzał, kiedy w Internecie znalazł się zwiastun nowego projektu Netfliksa opartego na słynnej serii gier. Bohaterem pierwszych kilkudziesięciu sekund trailera była konsola NES oraz mały, kwadratowy telewizor z włączoną Castlevanią. Zbliżenie na ekran zgrabnie przeszło w świeżą, atrakcyjną wizualnie animację, a w oczach graczy pamiętających swój pierwszy kontakt z cała marką pojawił się charakterystyczny błysk.

Jak się niedawno okazało, animowany serial Netfliksa składa się z czterech odcinków opartych głównie na grze Castlevania III: Dracula’s Curse. Tak jak teraz w oczach weteranów serii ten tytuł uchodzi za prequel do wydarzeń większości gier, tak sam serial wygląda na początek długiej przygody. Fabuła kręci się wokół żądnego zemsty Draculi. Wampir z wyjątkowo racjonalnych powodów skazuje ludzi na śmierć, a jedynym, który może powstrzymać nadchodzącą klęskę, jest Trevor Belmont. Bohater przyjeżdża do małego miasteczka, by rozwikłać intrygę.

Pierwszych kilka minut jest kluczowych dla odbioru całego, krótkiego sezonu. Początek nie tylko przedstawia charakter nowego serialu, ale również serwuje cios prosto w szczękę widzom spodziewającym się delikatnej przeprawy. Castlevania jest brutalna, mroczna i… zabawna. Oczywiście w fabule czy związanych z nią wydarzeniach nie ma nic śmiesznego, za to dialogi potrafią pozytywnie zaskoczyć. Pierwsze spotkanie Draculi z jego przyszłą żoną najpierw budzi pewne wątpliwości, później odrobinę straszy, aż wreszcie niepozorna blondynka otwiera usta i częstuje skrytego w mroku wampira celną ripostą. Wszystko okraszone jest kilkoma soczystymi przekleństwami oraz dosadnym językiem, co ostatecznie sugeruje rodzicom położenie leżakujących pod telewizorem dzieci do spania.

Castlevania kontynuuje podobny charakter przez kolejne półtorej godziny. Humor udaje się wpleść w całą historię zaskakująco zgrabnie. Od początku z animacji bije świadomość twórców oraz ich wyraźna, oryginalna interpretacja. Reżyser dokładnie oddziela brutalne, ostre fragmenty od tych, które mają wywołać uśmiech na twarzach widzów. Czasami te momenty przeplatają się w jednej scenie, ale nic nie wchodzi ze sobą w konflikt i wywołuje odpowiednie emocje.

Najmocniejszym, dominującym na tle całej reszty aspektem animacji jest scenariusz. Castlevania zaczyna się niepozornie, sugerując klasyczną historię dobra przeciwko złu. Minęły jednak kolejne minuty, sytuacja zostaje odwrócona praktycznie o 180 stopni i nagle serial zmusza nas do zastanowienia się, po której stronie chcemy stanąć. Fabuła nawiązuje w dużym stopniu do oryginału, twórcy regularnie puszczają oczko do graczy zaznajomionych z serią, jednak najbardziej imponuje stworzenie czegoś, co może okazać się atrakcyjne dla zwykłego użytkownika Netfliksa. Castlevania już pierwszym odcinkiem dała do zrozumienia, że nie szuka pochwał jedynie wśród wąskiej grupy ogarniętych nostalgią graczy. NES stało się źródłem inspiracji dla pierwszego sezonu, który może rozpocząć szerokie, nietypowe dla animacji uniwersum.

Sama realizacja w niczym nie ustępuje też azjatyckiej konkurencji czy europejskim animacjom, do jakich zostaliśmy przyzwyczajeni przez ostatnie lata. Ekipa odpowiedzialna za efekty już samym obrazem maluje klimat Castlevanii, zgrabnie współgrając z solidnym scenariuszem. Całość jest bardzo brutalna, a sceny walki różnią się nieco od tych z japońskiego anime, ale generalnie aspekt wizualny robi pozytywne wrażenie.

W rezultacie rozczarowaniem pozostaje jedynie liczba odcinków. Intryga, chociaż wzbogacona o mroczny klimat i cięty humor, jest dosyć prosta. Brakuje głębszego rozpisania postaci oraz rozwinięcia kwestii, które na tym etapie musimy sobie po prostu dopowiadać. Pierwsze spotkanie Draculi z aspirującą na lekarkę kobietę aż prosi się o jakiś dłuższy wątek. Wampir i człowiek wzajemnie uczący się od siebie. Tymczasem w praktyce musimy zadowolić się zalążkiem emocji oraz tematem zakończonym, zanim w ogóle zdążył się zacząć. Na szczęście pojawiają się już pierwsze informacje o drugim, dłuższym sezonie, który powinien naprawić to, czego brakowało w czterech pierwszych odcinkach.

Castlevania to gratka dla wszystkich dojrzałych użytkowników Netfliksa. Po raz kolejny dominującej platformie streamingowej udało się dostarczyć swoim abonentom solidną niespodziankę. Oparty na grze z 1989 roku serial jest wyjątkowo udaną i oryginalną produkcją. Przy odrobinie szczęścia, Castlevania nie podzieli losów anulowanego Sense8, a tych kilka krótkich odcinków będzie początkiem dla serialowej historii tej marki. Tym bardziej, że już teraz wiadomo o powstaniu drugiego, 8-odcinkowego sezonu.

cropper