Recenzja książki: „S.T.A.L.K.E.R.: Droga donikąd”

Recenzja książki: „S.T.A.L.K.E.R.: Droga donikąd”

Adam Ginel | 17.11.2014, 19:13

Michał Gołkowski już na dobre zadomowił się w Zonie. Na księgarniane półki trafiła niedawno jego trzecia, po „Ołowianym świcie” i „Drugim brzegu”, powieść o przygodach stalkera Miszki. Patrząc przez pryzmat dotychczasowej twórczości autora, bez wahania sięgnąłem po „Drogę donikąd”.

Gołkowski postanowił przybliżyć Czytelnikom postać stalkera Miszki, zdradzając skąd się w ogóle wziął w Zonie. Muszę przyznać, że średnio do mnie przemawia porzucenie wygodnego, wręcz luksusowego życia dla najeżonej anomaliami, pełnej mutantów Zony, ale być może jest w tym jakiś głębszy sens, którego nie dostrzegam, albo wszystko się wyjaśni w kolejnych powieściach autora. A może jest to związane z wydarzeniami i tym, co działo się z bohaterem w „Drugim brzegu”? Mam nadzieję, że się kiedyś dowiem. Jeżeli do tej pory nie miałeś styczności z twórczością Gołkowskiego, śmiało możesz zacząć właśnie od „Drogi donikąd”, a następnie sięgnąć po „Ołowiany Świt”.

Jak już wspomniałem, bohater książki, Michał, postanawia skończyć ze swoim dotychczasowym życiem. Zostawia apartament w Warszawie, niszczy karty kredytowe i pozbywa się telefonu. Chce zacząć życie niejako od nowa. Pakuje najpotrzebniejsze rzeczy, wsiada w pociąg i rusza do Mińska, a następnie, już autostopem do samego Brahina. To tam przekracza magiczną barierę między Dużą Ziemią a Zoną. I rzeczywiście bardzo szybko zaczyna czuć, że żyje, a właściwie walczy o życie…

„Droga donikąd”, oprócz wyjaśnienia Czytelnikowi kim jest Michał, jest swoistym przewodnikiem po Zonie. Książka zawiera mnóstwo informacji o genezie jej powstania, anomaliach i ich działaniu, artefaktach, mutantach, czy wreszcie samych stalkerach. Pokonując kolejne strony wsiąkałem w Zonę bardziej, niż nieszczęśnik, który wpadł w chciwulę. Gołkowski wspiął się na szczyt swoich pisarskich możliwości, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Choć zdecydowana część książki składa się z opisów miejsc i przemyśleń bohatera, nawet przez chwilę nie wieje nudą. Autorowi udało się stworzyć małe arcydzieło, które przesiąknięte jest posapokaliptycznym klimatem bardziej, niż ślepy pies radiacją. Każda minuta to walka o przetrwanie. Każdy krok może być tym ostatnim. Każda napotkana postać może być śmiertelnym wrogiem. Wszechobecny brud, syf oraz smród śmierci i rozkładu wciąż towarzyszą bohaterowi w jego pierwszych tygodniach spędzonych w Zonie. Nieco dziwiły mnie jednak jego reakcje na pierwsze spotkania z anomaliami, artefaktami, czy mutantami, ponieważ zdawało się, jakoby nie były dla Michała niczym nienaturalnym. Z kolei jego przemyślenia o otaczającym go nowym świecie to zupełnie inna para glanów. Targany uczuciami, niedoświadczony stalker próbuje odnaleźć sens życia nie tylko swojego, ale także wszystkich tych, którzy mieszkają w Zonie.

Bardzo ciekawym zabiegiem, który zastosował Gołkowski, jest pozostawienie oryginalnej wymowy napotkanych przez bohatera postaci z jednoczesnym jej tłumaczeniem w postaci dolnych przypisów. Daje to Czytelnikowi dwie możliwości. Po pierwsze, można olać translację i próbować rozszyfrować poszczególne kwestie, aby jeszcze lepiej wczuć się w i tak ciężki klimat – wszak Michał nie do końca rozumie język rosyjski i po części musi się domyślać co mówią do niego kompani. Po drugie, jeśli nie ma się ochoty na główkowanie, zerknąć na dół strony i dowiedzieć się, o czym jest mowa. Rzeczą, na którą bez wątpienia należy zwrócić uwagę, jest fakt, że „Droga donikąd” skierowana jest do dojrzałego odbiorcy. Na niemalże każdej stronie da się znaleźć słowa powszechnie uważane za obraźliwe, co może przeszkadzać wrażliwym lub młodszym Czytelnikom. Od strony technicznej, standardowo jeśli chodzi o wydawnictwo Fabryka Słów, nie ma się do czego przyczepić. Dobrej jakości papier i wytrzymała okładka to w ich przypadku norma. Miłym dodatkiem jest mapka, pozwalająca łatwo się zorientować, w którym miejscu znajduje się akurat bohater.

Uniwersum S.T.A.L.K.E.R.a rośnie w siłę z każdą wydaną książką. Mocne trzy cegiełki dorzucił Michał Gołkowski i jeśli będzie kontynuował swoje dzieło, miłośnicy postapokalipsy mogą liczyć w przyszłości na genialne powieści. „Droga donikąd” to pełna emocji opowieść, która porwie każdego, kto lubi takie klimaty. Z kolei dla tych, którzy nie mieli jeszcze styczności z tym gatunkiem, książka jest idealną sposobnością do jego sprawdzenia. Po lekturze, albo powrócisz do Dużej Ziemi zapominając o S.T.A.L.K.E.R.ze, albo poślubisz Zonę i zostaniesz z nią na zawsze. Ja już dawno przysiągłem jej wierność.