Hardkor
1335V
Muzyczne podsumowanie 2013 roku!
Zatrzęsło podsumowaniami roku w multimedialnej roz(g)rywce, my jak zwykle bierzemy pod lupę ten wycinek branży, którym się zajmujemy na co dzień – muzyką w grach. Skondensowaliśmy olbrzymią ilość materiału tak, żeby zasygnalizować najważniejsze rzeczy 2013. Dla ułatwienia każdy z nas stworzył własną playlistę. Enjoy!
Arek: Kickstarter coraz częściej pojawia się towarzystwie oskarżeń, niedotrzymanych obietnic i postaw roszczeniowych. Zerwę trochę z tym trendem bo rynek muzyk z gier jak dotąd świetnie wykorzystał szczodrość wielbicieli gatunku. 2013 był rokiem lądowania dwóch niespełna 200-tysięczników - OCRowskiego Final Fantasy VI: Balance and Ruin oraz antologii Turricana autorstwa Chris Huelsbecka. Z pierwszym 4-płytowym kolosem może zapoznać się każdy – album, podobnie zresztą jak wszystkie aranżacje spod szyldu OverClocked Remix są udostępnione za darmo. I warto, bo solidny budżet wyszedł im na zdrowie. Sporo żywych instrumentów, pełnej trochę symfonii, ale przede wszystkim bezprecedensowego wariactwa, jakie od zawsze cechowało zrzeszonych w słusznej sprawie remikserów.
Turrican to już gratka dla koneserów – aranżacje w duchu oryginałów, ale korzystające z dobrodziejstw technologii dnia dzisiejszego docenią przede wszystkim muzyczni archeolodzy i entuzjaści chiptune'u. Mniejszych, ale podobnie udanych składek również nie brakowało. Allister Brimble (Superfrog, Alien Breed) i Tim „CoLD StoRAGE” Wright (Wipeout) ekskluzywnie potraktowali swoje największe przeboje z lat Atari, Kirby Dream Band czy Zachary „Zencha” Citron zafundowali z kolei świetne składanki już bardziej współczesnych melodii. Wymieniać można dalej i wciąż w superlatywach, co jak nigdy pozawala mi być niepoprawnym optymistą. Muzyka z gier jeszcze nie miała tak dobrze, a już teraz ufundowane superprodukcje (Video Games Live Level 3, The Northerner: Soule Symphony No. 1, The Glory Days, no i same gry oczywiście) obiecują wiele.
Turrican to już gratka dla koneserów – aranżacje w duchu oryginałów, ale korzystające z dobrodziejstw technologii dnia dzisiejszego docenią przede wszystkim muzyczni archeolodzy i entuzjaści chiptune'u. Mniejszych, ale podobnie udanych składek również nie brakowało. Allister Brimble (Superfrog, Alien Breed) i Tim „CoLD StoRAGE” Wright (Wipeout) ekskluzywnie potraktowali swoje największe przeboje z lat Atari, Kirby Dream Band czy Zachary „Zencha” Citron zafundowali z kolei świetne składanki już bardziej współczesnych melodii. Wymieniać można dalej i wciąż w superlatywach, co jak nigdy pozawala mi być niepoprawnym optymistą. Muzyka z gier jeszcze nie miała tak dobrze, a już teraz ufundowane superprodukcje (Video Games Live Level 3, The Northerner: Soule Symphony No. 1, The Glory Days, no i same gry oczywiście) obiecują wiele.
Dalsza część tekstu pod wideo
Wybrane okazje dla Ciebie
Figurka FUNKO Pop The Office Michael with Check
0 zł
Kup teraz
69.99 zł
Figurka FUNKO Pop Five Nights At Freddy's Gingerbread Foxy Nutcracker
0 zł
Kup teraz
59.99 zł
Figurka SPIN MASTER Wonder Woman 20124385
0 zł
Kup teraz
89.99 zł
Fotel gamingowy COBRA WS8152 RGB + BT Głośniki Czarny
0 zł
Kup teraz
479 zł
Moc nostalgii udzieliła się także rosnącym jak na drożdżach fanowskim wydawnictwom, skupiającym się wokół muzyki z gier. Fantastyczny Retro Game Music Bundle wyciągnął z grobu Jazz Jackrabbit, Myst czy 7th Guest i podał w odświeżonej formie (koniec z youtubowym podziemiem!), Blake Robinson pokazał, że samplom już coraz bliżej do żywego dzięki Chrono Symphony (wszystko wydane nakładem Loudra), Brave Wave Production skupiło zaś swoją uwagę na Japonii, przywracając zapomnianym kompozytorom (Manami Matsumae) i ich dziełom dawną estymę. Inicjatywa fanowska jest w pełnym rozkwicie, tracąc znamiona partyzantki na rzecz profesjonalnych, a coraz częściej także dochodowych przedsięwzięć. Wszystko z korzyścią dla entuzjastów muzyki z gier.
Choć twórczość Azjatów mi nie obca, wśród zeszłorocznych premier czuję się trochę jak dziecko we mgle. Na pewno Final Fantasy ma się lepiej niż dobrze – 2013 dał fanom dobre pół doby nowości (Lightning Returns: Final Fantasy XIII OST, Before Meteor Final Fantasy XIV OST) i przynajmniej drugie tyle materiałów odświeżonych (Final Fantasy X HD Remaster OST, reedycje ścieżek z IV, V i VI). Dla osoby sięgającej po wschodnią myśl muzyczną przeważnie dla złapania oddechu między zachodnimi premierami to przytłaczająca ilość – po czymś takim trudno mi wykrzesać więcej entuzjazmu na sushi. Z japońskiej wagi lekkiej miło wspominam także Rain, melancholojną perełkę od Yugo Kanno, no i Majo to Hyakkihei Original Soundtrack, popowe dziwo, nominowane zresztą przez Graczy Słuchaczy do tytułu Albumu Roku.
Po zachód odsyłam do Krzysztofa poniżej albo poprzednich odsłon Muzyki Gracza – byliśmy w miarę na bieżąco z nowościami. A w telegraficznym skrócie – zaskoczeń, czy to w postaci niespodziewanie dobrych albumów czy kompozytorskich debiutów, jak na lekarstwo, za to ogólny poziom bardzo zadowalający. Było w czym przebierać i na co trwonić pieniądze. Co jednak najmilej będę pamiętał to przede wszystkim wspomniane w pierwszym akapicie kickstarterowe sukcesy i obietnice jeszcze większych w 2014. Czego sobie i wam serdecznie życzę.
Krzysztof: Muzyka z gier to nie wino i nie całkiem można powiedzieć, czy rok był dla niej dobry, czy zły. Tak długo jak branża gier ma się przyzwoicie, nam, samorodnym dziennikarzom muzycznogrowym (i kompozytorom) zajęcia nie brakuje. Rok był obfity, ale nie na tyle, aby nie dało się pouzupełniać zeszłorocznych kolekcji. Pojawiło się kilka pereł, rzeczywiście, przy czym należy pamiętać, jak zwraca uwagę Pratchett, że perła to niekiedy kawałek śmiecia otoczonego wydzieliną chorego mięczaka. Ważniejsze, iż w tym roku wydano takie albumy, że kto ich nie zamówił, powinien płakać. Ja płaczę, szanowni czytelnicy, i to jest dla mnie wyznacznik udanego roku 2013. Żeby nie polegać tylko na suchych słowach, również zmontowałem playlistę.


Remember Me, Lost Planet 3 i Guacamelee – te trzy ścieżki dźwiękowe postawiłem na swoim prywatnym, tegorocznym podium. Cieszy mnie, że z Arkiem byliśmy zgodni co do pierwszego miejsca (choć w sumie zwykle jesteśmy zgodni, może za wyjątkiem alkoholu). Na pozór karkołomny i niebezpieczny pomysł „zasztyletowania” orkiestry elektroniką – bo ciężko o inne określenie takiego wplecenia cięć, zacięć, kontrolowanych błędów w symfonię – dał piorunujący i hipnotyzujący efekt. Puchar za oryginalność, ryzyko i piękny, przewyższający jakość gry efekt. Lost Planet 3 też zaskoczył, miał odmrozić uszy, a okazał się grzańcem. Symboliczna ilość ambientu przytłoczona została barwnymi, ciepłymi brzmieniami, bluesem i skocznymi melodiami. Na koniec Guacamelee! autorstwa Roma Di Prisco – wyborna piniata, też rodem z Bandcampa. Przepis? Do miksera wrzuć meksykański folklor, kaktusa, syntezator i dolej tequili. Podawaj w dwóch wersjach – normalnej i mroczniejszej.
Mniej potrafię powiedzieć o tegorocznych ścieżkach japońskich. Zaznaczę tylko, że Rain OST faktycznie potrafi urzec, serial o akronimie FF nie cieszy jak dawniej, a od Resident Evil należy się trzymać dalej niż od zombie. Miłe wrażenie pozostawił Professor Layton vs. Phoenix Wright: Ace Attorney Magical Mystery Music. W gronie naszych pięciu nominacji do album roku znalazł się tylko jeden z KKW, Majo to Hyakkihei (The Witch and the Hundred Knights Original Soundtrack). Fan japońszczyzny na pewno na własna rękę znajdzie coś wartego uwagi; niestety nurt zachodni pochłania zbyt wiele naszej uwagi.
W kraju nad Wisłą całkiem sporo się wydarzyło. Bardzo fajną sprawą była premiera (na Bandcampie) Days & Dreams Pawła Błaszczaka. Jaraliśmy się jak styrta trailerami do Wiedźmina 3, w końcu muzycznie odpowiadali za nie Adam Skorupa, Krzysztof Wierzynkiewicz i Marcin Przybyłowicz, którzy godnie udźwiękowili poprzednie odsłony przygód Geralta. Jeśli ktoś chce się wykazać growomuzycznym patriotyzmem, do zbadania czekają takie albumy jak Sniper 2: Ghost Warrior (Michał Cielecki, zgrabna elektronika), Shadow Warrior (Skorupa, Wierzynkiewicz, Cielecki) czy Deadfall Adventures (Musiał, Reikowski, Cincio – indianojonesowe inspiracje).


Albumy, za którymi płaczę, są dwa. Pierwszy to 4-płytowy album OCRemix: Final Fantasy VI: Balance and Ruin. Drugi to opus magnum Chrisa Huelsbecka, również 4-płytowe wydawnictwo. Jeśli ktoś z was je posiada, pewnego dnia może usłyszeć Shut Up And Take My Money. Oba zestawy to triumf fanowskiego duch nad zgnuśniałą wydawniczą rzeczywistością. Te owoce pochodzą z drzewa kickstarterowego, trampoliny wszelkich pomysłów. Oczywiście rzeczywistość nie jest tak różowa, ale OCRowi i Chrisowi Huelsbeckowi się udało, koniec, kropka.
Warto wspomnieć jeszcze o Far Cry 3: Blood Dragon, The Last Of Us (nie odmawiam mu niezłych tematów, ale ochoczo strąciłem go z podium) czy Bioshock Infinite OST; nierówny to nierówny, ale rzucił kilkoma motywami, które rozmontowały mnie na części pierwsze (Elizabeth, Will The Crice Be Unbroken). Te kilka tysięcy znaków to naprawdę za mało, żeby skrzętnie podsumować rok, więc traktujcie to jako skrót.
Krzysztof i Arek (graczesluchacze.pl)
Źródło: własne
Przeczytaj również
Filmy/seriale
16778V
21
Filmy/seriale
16778V
21
HBO Max potwierdza prawdziwą BOMBĘ. Jeden z najlepszych filmów 2026 roku wkrótce w streamingu
23.09, 20:45
Gry
15026V
284
Gry
15026V
284
PlayStation przyzna się do błędu w sprawie płyt? Sony wysłało wielką ankietę
23.09, 19:15
Gry
7631V
114
Gry
7631V
114
Wiedźmin 3 Dziki Gon Remaster krytykowany przez graczy. „Oryginał wygląda lepiej”
23.09, 21:09
Filmy/seriale
7181V
11
Filmy/seriale
7181V
11
Netflix od dzisiaj z nowością, która zachwyciła Stephena Kinga. Adaptacja docenionej historii
Wczoraj, 05:45
Gry
7169V
26
Gry
7169V
26
Jutro dwie nowe premiery. Starcie gigantów przyćmiła jeszcze jedna gra
23.09, 09:00
Gry
7022V
162
Gry
7022V
162
GTA 6 OFICJALNIE z bogatym wydaniem. Rockstar Games pokazuje edycję kolekcjonerską
Wczoraj, 17:32
Komentarze (23)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych