Dawid Ilnicki Dawid Ilnicki 12.09.2021
Podobał się Wam Shang-Chi? 10 najlepszych filmów z gatunku wuxia, które zachwycają walkami
1444V

Podobał się Wam Shang-Chi? 10 najlepszych filmów z gatunku wuxia, które zachwycają walkami

Za sprawą najnowszego filmu Marvela “Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni” do łask powraca kino wuxia, które dawno nie miało swego reprezentanta wśród blockbusterów w XXI wieku. Wybór tej konkretnej estetyki ma z pewnością z jednej strony zachęcić do tłumnej wizyty w kinach chińską widownię, a z drugiej oddać hołd twórcom, za sprawą których nurt ten prężnie się rozwijał, szczególnie w XX wieku.

Pewnym paradoksem kina wuxia jest to, że na Zachodzie moda na nie pojawiła się dopiero po wielkich sukcesach filmów kung-fu, takich jak choćby “Wejście smoka”, choć ten drugi podgatunek jest zdecydowanie młodszy i nie ma tak bogatych tradycji. Samo słowo “wuxia” składa się z dwóch członów i odnosi się do bohaterów-mistrzów sztuk walki, w czasach starożytnych Chin, mając swoje korzenie w przekazach sprzed więcej niż 2000 lat. W kulturze popularnej owi mistrzowie, biegle znający tajniki wushu, pojawiali się w literaturze, z biegiem czasu także w filmach, a nawet grach komputerowych. Wśród głównych cech podgatunku należy wymienić umiejscowienie akcji w konkretnym miejscu i czasie, protagonistów zazwyczaj wywodzących się z klasy wyższej, a także obecność licznych elementów ze świata fantasy. Te zresztą bardzo często odstraszały zachodnią widownię od kolejnych produkcji, które kojarzono głównie z latającymi wojownikami i niesłusznie oceniano jako infantylne.

Czas jednak płynął, a wielkie sukcesy obrazów w reżyserii Anga Lee czy też Zhanga Yimou pozwoliły odpowiednio przygotować widownię, która zaczęła sięgać także po starsze produkcje. Pomocne były w tym wypadku również zachwyty płynące ze strony znanych, zachodnich reżyserów, takich jak choćby Quentin Tarantino, który niejednokrotnie chwalił wiele dzieł należących do tego podgatunku. Choć pierwsze filmy zaczęto kręcić w latach 20. za najważniejsze produkcje uchodzą te z końcówki lat 60., tworzone przez takich reżyserów jak King Hu czy Chang Cheh, do których nawiązywali później młodsi artyści, często zresztą współpracujący z mistrzami, jeszcze przed zrealizowaniem swych pierwszych, pełnometrażowych produkcji. Wybraliśmy dziesięć najważniejszych przedstawicieli kina wuxia, stawiając tu z jednej strony na produkcje najbardziej czyste gatunkowo (stąd brak choćby Ip Mana, którego akcja nie toczy się w starożytnych Chinach), a z drugiej takie, które czarują choreografią walk (nietypowe dla tego nurtu “Ashes of Time” Wong Kar-Waia okazało się w tym wypadku zwyczajnie za mało efektowne).  

Napij się ze mną

Shaw Brothers Studio, w tej postaci funkcjonujące od końcówki lat 50. poprzedniego stulecia, było jedną z najważniejszych wytwórni, która przyczyniła się do wielkiego sukcesu filmów pochodzących z Hong Kongu. Dekada lat 60. była przełomowa dla firmy, która stopniowo porzucała musicale na rzecz dynamicznego kina walki, a wspomniany obraz z 1966 roku był właściwie pierwszym sukcesem na tym polu. Jednym z kluczowych elementów okazało się zatrudnienie do pierwszoplanowej roli kobiecej wcale nie aktorki biegle władającej sztukami walki, a tancerki baletowej, co nadało potyczkom, znanym z późniejszych produkcji z gatunku, charakterystycznej lekkości. Nic zatem dziwnego, że film w reżyserii King Hu jest często nazywany pradziadkiem całego nurtu i do dziś zachwyca nie tylko choreografią walk, ale również całkiem ciekawą fabułą. 

Gospoda smocze wrota

Tuż po premierze swego pierwszego filmu, który okazał się wielkim sukcesem, King Hu postanowił opuścić studio braci Shaw i przeniósł się na Tajwan, gdzie błyskawicznie zrealizował swoje kolejne dzieło. To stało się znów jednym z klasycznych filmów w podgatunku wuxia, po raz kolejny czarując znakomitą choreografią walk i wartką akcją. W opowieści o podróży dzieci zabitego ministra obrony dostrzega się gdzieniegdzie podobieństwa do kina Sergio Leone, a obraz okazał się tak znaczący, że w latach 90. powstał jego remake, a w późniejszych latach nawet swoisty hołd w postaci tytułu “Goodbye, Dragon Inn”.

Dotyk Zen

O ile pewne wady poprzednich produkcji Kinga Hu tłumaczy się jeszcze czasami w jakich zostały nakręcone, akcentując  przede wszystkim ich pionierskość jeśli chodzi o ten gatunek, nakręcony kilka lat później obraz jest już pełnoprawnym klasykiem kina, nie tylko w obrębie swojego gatunku. Oparty na klasycznej, chińskiej opowieści, ponad trzygodzinny film również stał się bezpośrednią inspiracją dla wielu scen, widzianych później w filmach Zhanga Yimou, a także Anga Lee. W dodatku w przeciwieństwie do swego poprzednika, który mimo starań nie został nawet nominowany do Oscara za najlepszy film zagraniczny, zdobył prestiżową nagrodę na festiwalu w Cannes. 

Jednoręki szermierz

Chang Cheh, często wymieniany jednym tchem obok Kinga Hu, był artystą niezwykle płodnym, o czym świadczy jego współpraca z Shaw Brothers Studio. Twórca ten nakręcił w trakcie swej kariery ponad sto filmów, często realizując pięć-sześć obrazów rocznie. Są wśród nich i takie perełki jak pierwsza produkcja, z 1967 roku, która jest często oceniana jako jeden z  najlepszych filmów wuxia. Opowieść o szermierzu, który w trakcie pojedynku traci jedną rękę, a następnie uczy się specjalnej techniki walki, która ma mu pomóc w pokonaniu swego odwiecznego rywala i pomszczeniu mistrza, jest znów niezwykle efektowna i krwawa, zwłaszcza jak na swoje czasy. 

Ostatni salut dla wojownika

Jeden z pierwszych filmów Johna Woo z 1979 roku jest jednocześnie zaliczany do klasyków kina wuxia, ponadto wielu obserwatorów dopatruje się tutaj zaczątków wielu istotnych cech filmowych tego wpływowego i niezwykle popularnego reżysera. Pomyślany jako swoisty hołd dla mistrza Woo, Chang Cheha, z którym twórca współpracował, obraz opowiada o parze zabójców, którzy zmuszeni są zawiązać pakt przeciwko przywódcy potężnego gangu. Produkcja początkowo nie doczekała się wysokich not, ale dziś pojawia się na listach filmów niezwykle wpływowych dla tego podgatunku kina. 

The Blade

Rok premiery poprzedniego filmu z tej listy jest również rokiem, w którym Woo miał poznać Tsui Harka, kolejnego niezwykle wpływowego twórcę dla tego nurtu filmowego. Hark, podobnie jak kolega, jest również znany z pracy w Hollywood, choć uczciwie należy przyznać, że z pewnością nie zrobił on takiej kariery jak jego trzy lata starszy kolega po fachu. Co innego jednak kariera w Azji, bo urodzony w Sajgonie reżyser ma na koncie kilka świetnych filmów. Jednym z nich jest z pewnością “The Blade”. Produkcja mocno przypadła do gustu Quentinowi Tarantino, który w swoim czasie umieścił ją na liście 20 ulubionych filmów. Wpływ na to miała przede wszystkim oryginalna oprawa audiowizualna, szczególnie w trakcie filmowania walk, w swoim czasie rzeczywiście robiąca ogromne wrażenie.

Hero

Zachwycanie się filmami Zhanga Yimou na początku XXI wieku było zwykle obarczone sporym ryzykiem, ze względu na zdecydowane zaangażowanie reżysera po stronie chińskiego reżimu, mocno widoczne również we wspominanym tu filmie. Jego końcówka rzeczywiście nie pozostawia wiele do interpretacji, choć z drugiej strony porównując to dzieło do późniejszych i tak jest ono na tyle wyrafinowane, że nie przeszkadza w zachwycaniu się tym widowiskiem. A jest czym, bo choreografia walk stoi tu na najwyższym poziomie, a w filmie możemy zobaczyć plejadę azjatyckich gwiazd, łącznie z oglądanym obecnie na ekranach kin w nowym filmie Marvela Tony Leungiem.  

Przyczajony tygrys, ukryty smok

Widowisko Anga Lee przez lata obrosło legendą, a jego tytuł był często wykorzystywany w mowie potocznej. Nie ma się czemu dziwić, bo mówimy tu o pierwszym filmie nieanglojęzycznym, który zarobił w Stanach Zjednoczonych ponad 100 milionów dolarów, niejako przecierając szlaki wielu późniejszym dziełom, również ostatniemu dziełu MCU. Był również - do czasu “Romy” Alfonso Cuarona - obrazem zagranicznym, który zdobył najwięcej nominacji do Oscara.  Dużym atutem tego dzieła była wspaniała choreografia walk, którą film zawdzięcza pracy Yuen-Woo Pinga, wcześniej zatrudnionemu na planie Matrixa. “Przyczajony tygrys, ukryty smok” był pomyślany jako swoisty hołd dla kina King Hu, co widać choćby w zatrudnieniu do jednej z ról Pei-pei Cheng, głównej bohaterki pierwszego filmu twórcy, a także sceny wyraźnie inspirowane filmografią zasłużonego dla kina wuxia artysty.

Zabójczyni

Potężnie zakręcone fabuły filmów i kłopot z rozpoznaniem większości bohaterów był zawsze dla zachodniego widza sporym problemem w oglądaniu kina wuxia. Nie inaczej jest w przypadku obrazu Hsiao-hsien Hou, który chyba za sprawą tych właśnie problemów nie zyskał sobie u nas wysokich ocen widzów. Zaprawieni w bojach z azjatyckim kinem odbiorcy z czasem wypracowali sobie jednak strategię kompletnego omijania wątków fabularnych, rozkoszując się przede wszystkim pięknem formalnym i znakomitą choreografią walk. Pod tym względem wspomniana produkcja może być rzeczywiście jednym z ostatnich, wielkich filmów gatunku, który rzeczywiście olśniewa, choć sam oglądając go kilka lat temu miałem poczucie kompletnego pogubienia.

Cień

Niezwykle atrakcyjny pod względem wizualnym, choć również jak zwykle mocno hermetyczny dla zachodniego widza, jeden z ostatnich filmów Zhanga Yimou prezentuje wszystko co najlepsze w tym gatunku. Prawdziwe cuda na kiju i to dosłownie! Długo wydaje się, że będzie to wyłącznie rodzaj filozoficznego traktatu o istocie władzy, konsekwencjach nieposłuszeństwa, a także poszukiwaniach sposobu na pokonanie rywala, nagle jednak film zamienia się w niezwykle dynamiczne widowisko akcji, a w ruch idą nawet niesamowite parasolki. Yimou zdaje się od początku testować swojego odbiorcę i zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam: błogosławieni ci, którzy wytrwają pierwszą część filmu, albowiem oni niesamowite rzeczy w jego drugiej części oglądać będą.

Tagi: filmy Shang-Chi TOP 10 wuxia