Maciej Zabłocki Maciej Zabłocki 16.07.2021
iPhone 13 nie będzie żadną rewolucją - ale nie ma powodu, by ją przeprowadzać
1388V

iPhone 13 nie będzie żadną rewolucją - ale nie ma powodu, by ją przeprowadzać

We wrześniu tego roku powinna nastąpić premiera kolejnych modeli iPhone'ów. Jeżeli spodziewacie się jakiegoś rewolucyjnego podejścia Apple do swojego flagowego produktu, to muszę Was niestety rozczarować. Prawie wszystko już wiemy i nic takiej rewolucji nie zapowiada. Będzie natomiast spodziewana ewolucja, której fani nadgryzionego jabłuszka oczekiwali od dawna. 

Każdy, kto nieco bardziej interesuje się branżą technologiczną, z pewnością pamięta czasy dominacji Apple w kategorii najbardziej innowatorskiej firmy na świecie. Głośne i kapitalne premiery takich produktów jak pierwszy iPod, iPhone czy iPad odbiły się szerokim echem na całym globie, ale amerykanie ze Stevem Jobsem na czele już wcześniej mieli dryg do zaskakiwania społeczności. Choćby w 1984 roku, gdy na rynek wskoczył Macintosh, czyli komputer z "rozbudowanym" interfejsem graficznym, który zachwycał każdego, kto z niego skorzystał. Warto wiedzieć, że pomysł na taki system został "zapożyczony" od sprzętu Xerox Palo Alto wydanego w 1973, ale kto by o tym pamiętał. 

Bardzo prawdopodobny wygląd plecków iPhone'ów 13 i 13 PRO

Najbardziej popularnym i najlepiej sprzedającym się produktem w portfolio Steve'a Jobsa był niewątpliwie iPhone, który dosłownie zrewolucjonizował podejście do telefonów komórkowych. Kiedy w 2007 roku ogłaszano pierwszy model, każdy pukał się w czoło - no bo jak można coś robić na sprzęcie bez fizycznej klawiatury? Na szczęście plan zdominowania świata powiódł się w 100%, a dzisiaj, po upływie 14 lat, mamy iPhone'a 12 i na horyzoncie majaczy już trzynasta odsłona. Apple nie ma obecnie pozycji absolutnego lidera branży. Na pierwszym miejscu jest Samsung z największą liczbą sprzedanych smartfonów (zgarnia 19% rynku), a zaraz za nim plasuje się Xiaomi (17%). Nadgryzione jabłko zajmuje najniższy stopień podium z 14%, chociaż jeszcze nie tak dawno dominowało. Konkurencja jednak nie śpi i potrzebne są jakieś większe zmiany. 

Tyle, że tutaj nie ma za bardzo co zmieniać, bo Apple ma największe przychody

Chociaż oczekiwana przez wielu rewolucja mogłaby w końcu nadejść i odmienić nieco znużony rynek smartfonów, to gigant z Cupertino nie zamierza wypływać na szerokie wody oceanu kreatywności. Konsekwentnie rozwija to, co zostało doskonale przemyślane, jest sprawdzone i trafia do większości użytkowników. Estymowane przychody Apple z rynku smartfonów za pierwszy kwartał 2021 roku wynoszą aż 47,6$ miliarda dolarów. Drugi na liście Samsung ma już "tylko" 19,8 miliarda, a trzecie Oppo - 9,3 miliarda. Na dalszych miejscach plasują się Xiaomi i Vivo. Te liczby mocno zaskakują, bo to Samsung sprzedał najwięcej telefonów w pierwszym kwartale, ale większość z nich to modele z niskiego i średniego segmentu. Apple natomiast trzyma swoją stałą cenę. Sam przyznacie, że różnice w przychodach są dosłownie powalające. 

To pozwala Apple niezmiennie zajmować pierwszą pozycję wśród najbogatszych firm świata z wartością aktywów przekraczającą 2 biliony dolarów (dane z 15 marca 2021 roku). Same, roczne przychody z App Store robią gigantyczne wrażenie. To przecież Steve Jobs, początkowo niechętny do takiej formy rozpowszechniania aplikacji, wprowadził w końcu wirtualny sklep dla twórców oprogramowania i odmienił tym samym cały świat. Tylko w 2020 roku przychody ze sprzedaży "appek" sięgnęły aż 72 miliardów dolarów. To dokładnie dwa razy więcej od Google Play, które osiągnęło nieco ponad 36 miliardów dolarów. Takie wyniki nie są dla firmy niczym zaskakującym, a skoro zmęczona, ale wciąż aktywna kura dalej znosi złote jaja, to czy warto inwestować środki i zasoby w coś rewolucyjnego? 

W krainie smartfonów, jak widać, niekoniecznie. iPhone 13 dalej nie będzie odróżniać się niczym szczególnym od swoich poprzedników. Dostanie rzecz jasna kolejną wersję procesora Apple Bionic w wersji A15. Najważniejsze zmiany dotyczą wariantu PRO, który doczeka się wreszcie panelu OLED ze 120 Hz odświeżaniem (zwanym Pro Motion). Do tego Apple wyposaży go w delikatnie pojemniejszą baterię, sporo większe oczko kamery ultraszerokokątnej i nieznacznie mniejszy notch. Fani nadgryzionego jabłuszka krzykną - "no wreszcie" ale różnice w wielkości serio nie będą szczególnie powalające (i dotyczą też "słabszego" i tańszego modelu). Wzorem serii 12, dostaniemy kwadratowe krawędzie i podobny podział, ale tym razem, na trzy modele - iPhone 13 (5,4" oraz 6,1"), iPhone 13 Pro i iPhone 13 Pro Max. Apple będzie zatem kontynuować przyjętą w zeszłym roku taktykę, ale usuwając ze swojej oferty nazwę "Mini", która ewidentnie nie została najcieplej przyjęta. iPhone 12 Mini zgarnął ledwie 6% ze wszystkich sprzedanych smartfonów z tej serii i chodziły pogłoski, że firma zamierza pozbyć się tego modelu ze swojego portfolio. 

Źródło: MyDrivers

Podobno tak się właśnie stanie, zwykły iPhone 13 będzie teraz figurować w dwóch wersjach wielkościowych, z czego jedna ma przekątną iPhone'a 12 Mini, czyli właśnie 5,4". Czy to dobra decyzja? Myślę, że tak. Ludzie ewidentnie odbili się od tak "małego" telefonu. Możliwe, że dopisek "Mini" aż nadto sugerował pewne kompromisy, których rzecz jasna nie było, ale nazewnictwo odgrywa szalenie istotną rolę. Z tego powodu Microsoft niegdyś wypuścił na rynek Xboxa 360, jako konkurenta dla PlayStation 3, żeby ludzie wiedzieli, że to konsole z tej samej generacji, lub nawet, że Xbox 360 jest po prostu mocniejszy. Gdyby powstał "Xbox 2" to wbrew specyfikacji i daty wydania, byłby przez wielu zestawiany z PlayStation 2. Tak to już ludzie mają. Nie pomagał też fakt, że swego czasu wśród Androidów pojawiały się modele z dopiskiem "Mini", które były ewidentnie słabsze od większych braci. 

iPhone 13 będzie zatem tym samym, co dobrze znamy, ale z nowym systemem operacyjnym

Gdzieś we wrześniu, jak to zwykle bywa, nastąpi premiera nowej odsłony systemu iOS o numerze 15. Dokładne zmiany i nowości możecie sprawdzić na głównej stronie firmy. Dla wielu z nas synonimem smartfona jest właśnie iPhone, dlatego nic dziwnego, że Apple nie ogląda się zbytnio za Androidową konkurencją, chociaż niewątpliwie zapożycza niektóre rozwiązania - choćby ciepło przyjęte widgety. Ma w swoim rękawie wiele różnych asów, takich jak wypuszczone niedawno laptopy i komputery stacjonarne z kapitalnymi układami Apple M1. Nie musi specjalnie odmieniać swoich flagowych produktów, bo ludzie i tak będą je kupować na potęgę. Tylko w pierwszym kwartale 2021 roku sprzedano globalnie aż 354 miliony smartfonów z czego 59,4 mln należy do Apple. 

Dlatego w mojej ocenie nie jest tutaj potrzebna żadna rewolucja. Sam korzystam, prywatnie, z modelu iPhone 12 Pro i trudno mi na cokolwiek narzekać, ale też wiem doskonale, czego mogę się spodziewać. Testuję w redakcji PPE przeróżne smartfony z Androidem i przez wiele lat byłem fanem Samsungowego Note'a, potem modeli POCO, a dziś przyszła pora na środowisko Apple. Nie spodziewam się szczególnych zmian także w 2022 roku i modelach z serii 14, ale już 2023 powinien przynieść, według plotek, telefon od Apple z rozwijanym lub składanym ekranem.

Ciekaw tylko jestem czy to faktycznie dojdzie do skutku, bo jak dobrze wiemy, firma z Cupertino nie wyda czegoś, co nie będzie intuicyjne i wygodne w obsłudze. Czekam na jakąś rewolucję w krainie baterii, bo pod względem wydajności jest bardziej niż wystarczająco. Czekam także na Wasze komentarze, co sądzicie o kolejnych smartfonach od Apple i aktualnych przeciekach. Z jakich smartfonów korzystacie i czy spodziewacie się w końcu jakiejś rewolucji od któregoś z producentów? A jeśli tak, to jak mogłaby wyglądać? Zapraszam do komentowania. Mam nadzieję, że nigdy nie dojdzie do tej paskudnej wymiany ułożenia obiektywów w "zwykłym" modelu iPhone 13 - tak jak widzicie na zdjęciu tytułowym, bo wygląda to co najmniej komicznie i brzydko. 

Tagi: apple iphone 13 Samsung Xiaomi