Dawid Ilnicki Dawid Ilnicki 05.06.2021
Nie tylko Alien. Najlepsze filmy z obcymi formami życia, rozgrywające się w kosmosie
2136V

Nie tylko Alien. Najlepsze filmy z obcymi formami życia, rozgrywające się w kosmosie

Mający swoją premierę w 1979 roku “Obcy” Ridleya Scotta na dobre zawładnął wyobraźnią dużej części kinomanów, którzy później szukali podobnych filmów. Rozgrywającego się w przestrzeni kosmicznej widowiska, które często straszyło widzów spotkaniem z nieznaną formą życia.

Pierwsze filmy, w których podróż kosmiczna wiązała się ze spotkaniem obcych form życia, powstawały dużo wcześniej i to nie tylko w Stanach Zjednoczonych, z którymi za sprawą najszybszego rozwoju kinematografii, zwykle kojarzymy tego typu fabuły. Wiele z wcześniejszych dzieł zainspirowało zresztą twórców “Obcego”, tak jeśli chodzi o sam scenariusz, jak i stronę wizualną. Artyści nie ograniczali się wyłącznie do straszenia, co dobrze widać w przypadku dwóch wczesnych propozycji europejskich, w których podróż kosmiczna i kontakt z zupełnie obcą ludziom formą życia nie jest wykorzystywany do straszenia, ale raczej do refleksji nad naturą samego człowieczeństwa. Z drugiej strony, szczególnie w ostatnich kilkudziesięciu latach, widać próby stworzenia podobnej wizji w całkiem udanych, czysto rozrywkowych produkcjach.

Oto dziesięć propozycji filmów zawieszonych pomiędzy science fiction a horrorem, w którym odnajdujemy motyw mierzenia się z nieznaną formę życia.

It! The Terror from Beyond Space

Jeden z najwcześniejszych, bo zrealizowanych już w 1958 roku, filmów science-fiction, który opowiadał o starciu z pozaziemską cywilizacją, na którą natrafia załoga statku kosmicznego, lecącego w kierunku Marsa, by dowiedzieć się co się stało z poprzednikami, o których słuch zaginął kilka lat wcześniej. Z dzisiejszej perspektywy obraz jest rzecz jasna mocno kiczowaty, patrząc zwłaszcza na kostium potwora, i raczej nie ma szans, by kogokolwiek przestraszyć, ale należy go docenić, choćby ze względu na to, że niewątpliwie zainspirował twórców arcydzieła z 1979 roku. 

IKARIA XB-1 (Voyage to the End of the Universe)

Ten mało znany i niefunkcjonujący szeroko w świadomości fanów science-fiction, czechosłowacki film jest z pewnością sporą ciekawostką dla fanów fantastyki naukowej. Opowiada bowiem o długiej podróży 40-osobowej załogi, która w jej trakcie natrafia na tajemniczą rasę obcych. Obraz nakręcono jeszcze przed arcydziełem Stanleya Kubricka “Odyseją kosmiczną” i z tej perspektywy jest jeszcze ciekawszy, a warto dodać również to, że jest on jedną z wielu produkcji fantastycznych, realizowanych w krajach socjalistycznych, o czym traktował zresztą niezwykle interesujący artykuł w jednym z poprzednich wydań kwartalnika “Ekrany”. Powinna przypaść do gustu zwłaszcza tym, którzy z sentymentem wspominają takie produkcje jak choćby “Test Pilota Pirxa” czy nawet twórczość Piotra Szulkina.

Solaris (1972)

Ze zderzenia wizji dwóch niezwykle kreatywnych umysłów XX wieku, siłą rzeczy musiało powstać coś niezwykle oryginalnego i taka jest właśnie ekranizacja jednej z najsłynniejszych powieści Stanisława Lema. Oczywiście nie mamy tu do czynienia w żadnym wypadku z konkretną formą życia, a raczej siłą oddziaływującą na pasażerów statku kosmicznego. Co ciekawe zresztą Lemowi w ogóle nie przypadła do gustu wizja Tarkowskiego, z którym zresztą wielki polski pisarz mocno się pokłócił. Do samej powieści, po kilku dekadach, powrócił Steven Soderbergh, realizując jednak film, o którym - mimo niezłej obsady - szybko zapomniano. Tymczasem “Solaris” z 1972 roku nadal jest wymieniane jako jedno z najważniejszych dzieł klasyka światowego kina. 

Planeta wampirów

Dużo bliżej tematyki filmu jest alternatywny tytuł tego filmu: “Terror w kosmosie”. W tym wypadku mamy jednak do czynienia z bezpośrednim tłumaczeniem z angielskiego, w którym nie wiedzieć czemu znalazły się owe wampiry. Rzecz dotyczy bowiem klasycznego lądowania na obcej planecie, na której bohaterowie odkrywają istniejące tam formy życia. Film Mario Bavy to kolejna pozycja, która niewątpliwie wpłynęła na wizję znaną z filmu Ridleya Scotta, tym razem nie tylko poprzez sam scenariusz, ale przede wszystkim niezwykle atrakcyjną stronę wizualną. 

Galaxy of Terror

Niskobudżetowy, bo kosztujący zaledwie 1.4 miliona dolarów, film przy którym oczywiście maczał palce słynny Roger Corman; interesujący nie tylko z powodu udziału w nim Jamesa Camerona, będącego drugim reżyserem i scenografem. W przeciwieństwie do innych podobnych produkcji, pokazujących modele realnych kosmitów, obraz Bruce’a D. Clarka wykorzystywał lęki członków załogi, którymi karmi się dziwna piramidalna forma, na którą natrafiają bohaterowie. Pomysł jest bardzo dobry, a obraz w niektórych momentach jest również całkiem pomysłowy jeśli chodzi o stronę wizualną. Warto dodać, że zagrali w nim znani z innych, późniejszych horrorów Robert Englund i Sid Haig. 

Event Horizon

Mocno niedoceniany, a przecież świetny film Paula W.S. Andersona, którego fabuła może się wydawać niektórym oklepana, ale produkcja kusi przede wszystkim niezwykle sugestywnie tworzoną atmosferą grozy, dobrymi jak na lata 90-te efektami specjalnymi, a także solidnym aktorstwem. Niestety przy budżecie wynoszącym 60 milionów dolarów obraz zarobił ledwie ponad 40, co mogło być spowodowane jego radykalnym okrojeniem. Początkowa wersja liczyła bowiem 130 minut, a została ucięta do 96, przeciwko czemu protestował zresztą sam reżyser. Być może stąd wzięły się liczne dziury fabularne.

Pitch Black

23 miliony dolarów, wydane na film Davida Twohy, były nawet w swoim czasie uważane za niezbyt dużą kwotę, a choć film nie przyniósł wcale wielkich pieniędzy (zarobił ponad dwa razy więcej) dziś jest uważany za cichy klasyk science-fiction. Wszystko za sprawą udanej kreacji planety, na której ląduje załoga statku kosmicznego, a także świetnego bohatera. Grany przez Vina Diesela, Riddick to bowiem jeden z najbardziej poszukiwanych przestępców w galaktyce, który jednak - wobec ogromnego zagrożenia na rzeczonym lądzie - decyduje się pomóc swym współpasażerom. Obraz z 2000 roku rozpoczął serię, która jednak mocno zawiodła, biorąc pod uwagę z jak nietuzinkowym charakterem mieliśmy tu do czynienia. 

Pandorum

Interesująca, także dlatego, że wyprodukowana w koprodukcji brytyjsko - niemieckiej, produkcja to jeden z filmów, który zdecydowanie podzielił widownię. Widać to przede wszystkim w ocenach krytyków, którzy zazwyczaj wystawiali mu niskie noty. Branżowe pisma, zajmujące się produkcjami fantastycznymi były jednak zdecydowanie hojniejsze w pochwałach, bo choć oczywiście mamy tu do czynienia z klasyczną fabułą, odhaczającą większość dobrze znanych wątków, jednocześnie całość została zrealizowana bardzo dobrze, a w dodatku w filmie zagrało kilku znanych aktorów, takich jak choćby Dennis Quaid, Norman Reedus i Ben Foster. 

Raport z Europy

Mało znany film Sebastiana Cordero opowiada o misji załogi wysłanej na Jowisza, konkretnie na jeden z jego księżyców - tytułową Europę, oczywiście w poszukiwaniu śladów istnienia cywilizacji pozaziemskiej. Film kosztował około 10 milionów dolarów, niestety mimo całkiem wysokich ocen kompletnie poległ w box-office, zbierając ledwie ponad 120 tysięcy dolarów. Można to tłumaczyć słabą promocją i faktem, że nie zagrał w nim właściwie żaden filmowy gwiazdor, bo trudno w taki sposób traktować Sharlto Copleya czy Michaela Nyqvista. 

Life

W filmie Daniela Espinosy mamy oczywiście do czynienia, niemal wyłącznie, ze zręcznym żonglowaniem pomysłami zaczerpniętymi z kilku filmów, które moglibyśmy zaklasyfikować do podgatunku space-opery. Cóż z tego jednak skoro obraz został zrealizowany pierwszorzędnie, a dziurawy scenariusz, który w wielu momentach powiela te same błędy, co dwa ostatnie filmy Scotta, powiązane z uniwersum “Aliena”, wcale nie przeszkadza, jeśli skupić się na samym widowisku. W bonusie dostajemy także całkiem interesujące zakończenie.

Tagi: alien horrory science fiction top 10