Maciej Zabłocki Maciej Zabłocki 29.04.2021
Granie na PC vs. granie na konsolach w 2021 roku
1252V

Granie na PC vs. granie na konsolach w 2021 roku

Mamy koniec kwietnia 2021 roku, rozpoczynamy kolejny, piąty miesiąc. Nie wiem nawet kiedy zleciał mi ten czas od sylwestra, ale 120 dni minęło w moment. Producenci rozkręcają właśnie najgorętszy okres w naszej branży, zapowiadają najgłośniejsze premiery, niebawem będą prezentować kolejne zwiastuny i nieogłoszone jeszcze produkcje. To dobry moment, by po tych kilku miesiącach od premiery PS5 i XSX zrobić porównanie do grania na mocnym PC. 

Wiem, że na nasz portal wchodzi zdecydowanie więcej użytkowników konsolowych i wcale się nie dziwię. Gdy tylko najnowsze konsole wskoczyły do sklepów, całe podejście do kanapowego gamingu znacznie się zmieniło. Osobiście znam kilka przypadków osób, które całkowicie zrezygnowały z grania na PC, bo next-geny zaoferowały dokładnie to, czego mogliśmy doświadczyć wśród pecetowców w ostatnich kilku latach. Szybkie procesory, dyski SSD, świetnie działające systemy operacyjne i bardzo wysoka rozdzielczość i płynność prezentowanych gier, do tego szereg udogodnień i kapitalne kontrolery. Podejdę do tego jeszcze raz - jak wygląda granie na nowiutkich konsolach w porównaniu do potężnego PC za grube tysiące złotych? 

W salonie mam PlayStation 5, przez długi czas byłem użytkownikiem Xboxa Series X, u mojego brata z kolei sporo pograłem na Xboxie Series S. W drugim pokoju stoi komputer stacjonarny skrojony do pracy, w którym zamontowałem i9-9900K podkręcone do 5 GHz, 16GB RAM i RTX 3080. Z tego sprzętu korzystam co prawda w tandemie z monitorem WQHD, czyli wyświetlającym rozdzielczość 2560x1440 pikseli, ale przy przekątnej 27" jest w zupełności wystarczająca. Minęło już pół roku od premiery next-genów. Miałem dużo szczęścia, że PS5 zdołałem kupić jakoś dwa dni po debiucie, a Xbox Series X trafił do mnie dokładnie 10 listopada. 

Czy granie na PC ma jeszcze dzisiaj sens? 

To pierwsze i podstawowe pytanie na które spróbuję odpowiedzieć. Gaming na PC w ostatnich latach zauważalnie się zmienił. Powstały niezwykle mocne karty graficzne z ogromnym potencjałem i olbrzymim zapasem mocy, której deweloperzy zbytnio nie wykorzystują. Decydując się na komputerowy gaming, musimy zadbać nie tylko o właściwie dopasiony komputer, ale też odpowiedni monitor, często klawiaturę, myszkę, głośniki oraz wygodny fotel i biurko. Chociaż możliwe jest podłączenie PC do telewizora, to pośród moich znajomych na palcach jednej ręki mógłbym policzyć osoby, które korzystają z komputera w takiej formie. Ja też, chociaż w salonie mam całkiem niezły telewizor, to rzadko kiedy chciało mi się przenosić te czarną, dużą i ciężką skrzynkę do drugiego pokoju, by rozkoszować się rozdzielczością 4K. 

Musimy też pamiętać, że na PC dalej mamy wiele różnych komplikacji. Jeżeli korzystamy z procesora Intela i kart graficznych od Nvidii, to część problemów nam odchodzi, bo są tutaj dopracowane sterowniki (ale i to nie zawsze), przejrzyste i czytelne oprogramowanie oraz zwykle bardzo częste aktualizacje skoncentrowane na najnowszych, growych premierach. W przypadku GPU od AMD (określanych pieszczotliwie mianem "czerwonych") musimy często liczyć się z różnego rodzaju błędami. Niedopracowanym wykrywaniem HDR (w ogóle to jest temat rzeka na PC, pod tym względem konsole są kilkaset kilometrów dalej), problemami z niektórymi grami czy już tak subtelnymi i skomplikowanymi zagadnieniami, jak dobór właściwych pamięci RAM do procesorów AMD. Powinny mieć właściwą prędkość i opóźnienia, bo CPU "czerwonych" znacznie bardziej reagują na wahania tych wartości.

Poskładanie dziś odpowiednio dobranych komponentów do idealnego, gamingowego PC wcale nie jest tak proste. Płyta główna też ma znaczenie. Podobnie jak właściwe podkręcenie procesora czy w końcu optymalizacja "timingów" pamięci RAM, która w niektórych grach może przynieść gigantyczne korzyści. Nie zawsze domyślnie przygotowany przez producenta profil "XMP" z poprawnymi wartościami prędkości i opóźnień jest optymalny. Podczas podkręcania kości RAM mamy kilkadziesiąt różnych ustawień. Jeżeli, podobnie jak ja, bawiliście się kiedyś w modding, budowaliście układy chłodzenia wodnego i próbowaliście wykrzesać ze swoich PC możliwie jak najwięcej, to doskonale wiecie, jak bardzo pochłania to wolny czas. Jak wiele jest zależności, kombinacji, podejść metodą prób i błędów oraz odpalonych benchmarków, które mają zbadać stabilność i dobraną wartość samego podkręcenia. A potem to nieskończone zerkanie na licznik klatek w MSI Afterburner, śledzenie temperatur, taktowania rdzenia i pamięci na GPU... 

Na komputerze występuje jeszcze coś takiego jak "bottleneck" czyli ograniczanie wydajności karty graficznej przez zbyt słaby procesor. To dość paradoksalny problem, ponieważ kupując bardzo wydajne GPU do np. procesora ze średniej półki, takiego jak choćby i5 czy nawet i3, skazujemy nasz sprzęt na wieczne zadyszki. Tak potężne układy jak RTX 3070 czy 3080 wymagają do działania maksimum mocy CPU, ale dziś nawet najpotężniejsze procesory nie radzą sobie z tymi kartami w rozdzielczości 1080p, chyba, że podkręcimy detale na modach do granic możliwości. Prosty przykład widziałem u jednego ze swoich przyjaciół - miał i5-9600k, całkiem świeży procesor. Dokupił do tego RTX 3070, ale CPU pozostawił przy oryginalnym taktowaniu. Porównaliśmy potem liczbę klatek w Cyberpunku 2077 na naszych sprzętach (akurat wtedy miałem 3070 na testach). Okazało się, że w centrum miasta występują dramatyczne spadki płynności, szczególnie podczas szybkich ruchów myszką, do nawet 23-25 klatek. Nie było o tym mowy na mojej wykręconej do 5,0 GHz i9-9900k. 

To skłoniło mojego przyjaciela do kombinowania. Wymieniliśmy płytę główną po znajomości, by jego konkretna sztuka CPU poszła na 5,2 GHz. Chociaż spadków do wartości 25 klatek nigdy już nie było po podkręceniu, to dalej średnia liczba fps wynosiła 18-20 klatek mniej, niż na moim i9. Dlaczego? Choćby przez liczbę pamięci cache trzeciego poziomu, której w przypadku i5 po prostu brakowało. Taktowanie nie zawsze jest najważniejsze. Nie wspomnę też o większej liczbie rdzeni, bo w procesorze kumpla mamy system 6/6 (rdzeni/wątków), a w mojej i9 jest stary, dobry 8/16, czyli wsparcie dla HT - podwojenie wykonywanych wątków. 

To jednak nie koniec, bo na PC musimy zmagać się z oprogramowaniem

Jeżeli poradzimy sobie już z właściwym doborem komponentów (np. odpowiednim chłodzeniem podkręconego procesora czy optymalną mocą zasilacza, albo idealną cyrkulacją powietrza wewnątrz obudowy), przyjdzie pora na zainstalowanie systemu operacyjnego. Do tego instalujemy sterowniki, a potem szereg niezbędnych programów. DirectX, NET Framework, wszystkie lauchery i oprogramowanie antywirusowe. Żeby zagrać w produkcje od EA, możemy to zrobić za sprawą Steama lub Origin, ale tylko na tej drugiej platformie są dedykowane promocje i abonament miesięczny lub roczny. Mamy też ekskluzywne tytuły dla Epic Games Store, powstał GOG Galaxy i Uplay od Ubisoftu. Rockstar też postanowił wypuścić własny launcher, niezbędny do zabawy z GTAV czy najnowszym Red Dead Redemption 2. A to nie koniec, bo mamy jeszcze Blizzarda z Battle.netem, którego musimy zainstalować chcąc zagrać w najnowsze Call of Duty czy Diablo. 

Miałem jakiś czas temu kłopot z launcherem Rockstara, ponieważ za żadne skarby świata nie chciał odpalić GTA V. Wyskakiwał błąd, albo aplikacja ładowała się bez końca, nie informując o żadnym problemie. Nie pomogły solucje znalezione w internecie, reinstalacja programu czy ponowne zalogowanie się do Steam, na którym kupiłem najnowsze GTA. Rozwiązaniem okazało się... pobranie jakiegoś VPN, podłączenie do serwera w Czechach i próba odpalenia gry raz jeszcze. W końcu poszło, ale zanim doszedłem do tego, że mogę tak zrobić, testowałem jeszcze połączenia z Niemcami, Wielką Brytanią czy Francją i tam nic się nie działo. Czechy to był ostatni strzał przed wyrzuceniem komputera przez okno. Dlaczego tak się stało? Prawdopodobnie jakieś oprogramowanie na moim komputerze zaczęło ze sobą kolidować. Mogą to być łatki systemowe, mogą być najnowsze aktualizacje do niektórych gier, może to być framework od Microsoftu. Nie sposób do tego dotrzeć bez reinstalacji Windowsa. 

Ale to nie tak, że PC jest wiecznie problematyczny

Oczywiście, jeśli wszystko chodzi sprawnie, to potężny komputer gamingowy może stanowić o sile tego rynku. Rozdzielczości 4K czy 8K, do tego kapitalny antyaliasing, niesamowita liczba detali, mody tworzone przez pasjonatów, opcja grzebania w plikach konfiguracyjnych i szereg innych udogodnień są dla niektórych absolutnie niezastąpione. Jeżeli jakaś gra nie działa poprawnie, potężna społeczność graczy szuka sposobów by temu zaradzić, czego dobrym przykładem jest Cyberpunk, Gothic, Wiedźmin czy większość gier od Ubisoftu. Gdy pojawiło się GTA IV na komputerach osobistych, to w tamtych czasach nie było chyba na świecie maszyny, której by ta gra nie zdławiła. Zanim Rockstar opublikował pełen zestaw aktualizacji, gracze wiele miesięcy wcześniej dostarczali różnego rodzaju mody regulujące zastosowane detale i jakość grafiki, by każdy mógł bez większych problemów przeżyć historię Niko Bellica. Pamiętam, jak wiele na tym skorzystałem. Do dzisiaj jestem wdzięczny tak potężnej społeczności. 

Do niedawna ogromną zaletą PC było pełne wsparcie dla 120, 144 i 240 Hz, co wiązało się z bardzo płynną częstotliwością odświeżania i niedoścignioną płynnością. Do niedawna wielkim zbawieniem okazywało się zamontowanie szybkiego dysku SSD, który nie tylko przyspieszał działanie PC, ale także wczytywanie dowolnych produkcji. Do niedawna potężne, ośmiordzeniowe procesory w komputerach z szesnastoma wątkami pozwalały na odpalenie znacznie większej liczby postaci na ekranie, poprawy widoczności czy ilości detali w samej grze. Mogliśmy też nacieszyć oczy wyjątkowym wygładzaniem krawędzi, nie musieliśmy użerać się z ograniczeniami podstawowego Xboxa One czy PS4. Tylko, że te czasy odeszły już w niebyt. 

Granie na PS5 i XSX jest dzisiaj tak dobre, jak na potężnym PC

Jeżeli nie dbacie o każde źdźbło trawy widoczne na ekranie, nie rozróżniacie rozdzielczości 4K od 8K, a wasze oczy nie dostrzegają większej liczby cząsteczek przy pochodni w prawym, górnym rogu, to prawdopodobnie nie wychwycicie absolutnie żadnych różnic w najnowszych grach na next-genach, a potężnym PC. Twórcy Metro: Exodus pochwalili się ostatnio, że dodali bardzo zaawansowane efekty ray-tracingu dedykowanie praktycznie wyłącznie posiadaczom RTX 3090, najpotężniejszym, samodzielnym układom graficznym dostępnym na rynku. Jedna taka karta to wydatek ok. 11 tysięcy złotych. Niewielu na to stać, a jeszcze więcej osób nie potrafiłoby uzasadnić takiego zakupu. 

Konsole mają też bardzo szybkie dyski SSD i możliwość powrotu do włączonej wcześniej produkcji w kilka sekund, czym znacznie wyprzedzają możliwości PC. Na komputerze nie zdołamy przełączać się pomiędzy poszczególnymi produkcjami w raptem trzy mrugnięcia okiem, jak na Xbox Series X. Nie zdołamy też wczytać zapisu ze Spider Mana: Miles Morales w 2,5 sekundy jak na PS5, bo raz że tak cudownych gier na PC nie ma, a dwa, że dyski SSD na PC nie działają w takiej formie, jak odpowiednio przygotowane pod konsole i sprzęt dedykowany do grania. Wreszcie systemy operacyjne na konsolach przeszły metamorfozę w szybkości działania i w żadnym wypadku już nie zamulają. Wspominałem wcześniej, że dalece bardziej w środowiskach konsolowych rozwinięto HDR, którego obecność mamy w praktycznie każdej nowej produkcji. Na PC dalej są z tym gigantyczne problemy, uwzględniając dziwne braki w gradientach, przez ciemny obraz po szereg artefaktów, np. w Gears 5.

No właśnie, apropo tej gry, trudno doszukać się większych różnic na XSX, a na PC, odpalając podstarzałego Marcusa na maksymalnych detalach. W rozdzielczości 4K i przy 60 klatkach na sekundę robi olbrzymie wrażenie. Właśnie ta płynność jest kolejnym elementem o którym muszę wspomnieć. Wcześniej 4K/60 to był luksus na który mogli pozwolić sobie jedynie posiadacze potężnych PC, albo niektóre dosłownie gry na Xbox One X, bo na PS4 Pro większość chodziła w 1440p. Dzisiaj nie tylko mamy 4K/60, ale często dostępne nawet 120 klatek (szczególnie na XSX) co kompletnie zmienia odbiór takiego tytułu. To, jak przecudownie prezentują się Gearsy 5 w multi w 120 klatkach na dobrym ekranie z HDR, to... nie sposób tego opisać, to trzeba zobaczyć na własne oczy. Największa przewaga PC w postaci 60 klatek również odchodzi w zapomnienie. 

Mam wrażenie, że wielu jest dzisiaj producentów, którym zależy na osiągnięciu takiej płynności, albo przynajmniej na dopracowaniu dwóch trybów działania dla chętnych. Chwała np. Insomniac, że nie tylko poszli w kierunku RT i 30 oraz brak RT i 60 fps, ale dostarczyli też upscallowane 1080p z ray-tracingiem i sześćdziesięcioma klatkami, będące doskonałym kompromisem pomiędzy jakością, a szybkością działania tej rewelacyjnej produkcji. Nie mam problemu z tym, by większość gier wydawanych na konsolach pojawiała się na PC, dlatego nie boli mnie, że Sony chce dużo agresywniej inwestować w rynek komputerów stacjonarnych. Ale nie sądzę, żebym siadając do Days Gone na PC poczuł większą rozkosz niż na PS5, gdzie ta gra wygląda obłędnie dobrze, a śmiga w betonowych 60 klatkach przy 4K. Trudno mi nawet opisać, jak wielkie wrażenie zrobił na mnie God of War po ostatniej aktualizacji. A Ghost of Thushima w takiej płynności zmienia całkowicie odbiór tej produkcji. 

Można z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że dzisiaj zdecydowana większość gier na next-genach będzie celować w 4K/60. Dlatego największe atuty komputerów stacjonarnych powoli odchodzą do krainy historii. Dużo łatwiej i szybciej kupimy konsolę za 2200 zł niż poskładamy potężnego PC za 7 czy nawet 10k bez monitora, którego jeszcze musimy skonfigurować i podkręcić. A to nie wystarczy, bo w dobie pandemii i braku dostępności GPU, ich ceny dosłownie oszalały. Wyceniona na 2500 zł karta RTX 3070 kosztuje dziś na popularnych serwisach aukcyjnych nawet 8000 zł i ludzie to kupują. Nic nie wskazuje na to, by cokolwiek miało się zmienić w najbliższych miesiącach. Łatwiej i dużo taniej kupić gamingowego laptopa niż poskładać wydajny, stacjonarny komputer - szaleństwo. 

Oczywiście, do konsoli musimy też dokupić odpowiedni telewizor, często w 4K i z bogatym wachlarzem możliwości, najniższym input lagiem i wsparciem dla 120 klatek, czyli złączem HDMI 2.1. Tylko umówmy się, zwykle albo taki TV już mamy albo i tak go kupimy, bo często dochodzi oglądanie czegoś w serwisach VOD, wydarzenia sportowe czy dzieciaki albo druga połowa, która po prostu ma wielką ochotę "walnąć" się na kanapie po dniu ciężkiej pracy i popstrykać po kanałach. Koszt dobrego telewizora niejako "wliczamy" w obowiązkowy zakup wyposażenia naszego domu. Ale już wydatek ponad 2 tysięcy złotych na monitor gamingowy może bardziej zaboleć po kieszeni, a przecież na 60 Hz nie ma co siedzieć w dobie nawet 300 Hz matryc w laptopach. Spróbujcie przekonać swoją drugą połowę o konieczności wyłożenia dwudziestu stów na dobry wyświetlacz, który będzie wykorzystywany praktycznie wyłącznie do rozrywki. 

Czy potężne, gamingowe PC straciły już większość swoich największych atutów?

Granie na PC jest znakomitym rozwiązaniem, gdy naszym ulubionym gatunkiem są strategie, albo staroszkolne RPG. Gdy uwielbiamy odpalać starocia, wracać często wspomnieniami do takich hiciorów jak Wrota Baldura, drugie Diablo, World of Warcraft, Need for Speed Porsche czy multum innych tytułów z okresu świetności PSX, PS2 czy nawet PS3. Wtedy posiadanie potężnego PC miało dużo więcej sensu. Dzisiaj jednak, w dobie tak mocnych i piekielnie szybkich konsol, wydatek kilku tysięcy złotych za prawie taką samą jakość nieco mija się z celem. Jak dla mnie przynajmniej.

Piszę to jako zagorzały PCtowiec, człowiek, który na komputerach wychowywał się od najmłodszych lat. Jeszcze w czasach PS4 Pro i Xboxa One X zachwycałem się 120 klatkami w Call of Duty Warzone czy Battlefield 1 albo betonowymi 60 klatkami w Forzy Horizon 4 na moim GTX 1080 Ti lub RTX 2070 Super. Dzisiaj mam to samo obok telewizora za wielokrotnie mniejsze pieniądze, za to na zdecydowanie większym ekranie. W dodatku nie zamęczam się sterownikami, aktualizacjami, a niekiedy i nielogicznymi problemami, których nie potrafię zrozumieć (jak ten launcher Rockstara). Po prostu chwytam pada i po 3 sekundach jestem w grze. To jest piękne w dobie next-genów i długa droga przed komputerami, by ponownie zjednoczyć graczy. Komputer często potrzebny jest dla dziecka do nauki. Do przeglądania internetu, pisania gier, tworzenia treści redakcyjnych. Zwyczajnie do pracy. Dzisiaj dużo częściej widzę w domach tandem PS5/XSX + Macbook czy iMac. To chyba najlepsze rozwiązanie. 

A jakie jest Wasze zdanie? Jak ocenianie PCtowy gaming w 2021 roku? Wolicie grać na next-genach czy może komputerowy "feeling" jest dokładnie tym czego oczekujecie? Bawiliście się kiedyś w podkręcanie podzespołów? Jakie macie doświadczenia? Jak zawsze, czekam z niecierpliwością na wasze komentarze! Do usłyszenia! 

Tagi: gaming granie konsole PC porównanie