Dawid Ilnicki Dawid Ilnicki 27.02.2021
Najciekawsze horrory 2020 roku, które każdy fan gatunku powinien obejrzeć
5279V

Najciekawsze horrory 2020 roku, które każdy fan gatunku powinien obejrzeć

Horror to ostatnia kategoria, którą zajmiemy się w tym swoistym podsumowanie filmowego 2020 roku. Podobnie jak w przypadku filmów science-fiction był to całkiem dobry rok dla kina grozy, pojawiło się kilka bardzo dobrych pozycji. Pomocne w ich odkrywaniu były rzecz jasna festiwale filmowe, które w tym trudnym okresie przeniosły się do Internetu.

Horror to pod wieloma względami gatunek problematyczny, co ma swoje odzwierciedlenie także na tej liście. Z oczywistych względów powinny się tu bowiem znaleźć takie filmy jak “Possessor” Brandona Cronenberga, a tym bardziej “Niewidzialny człowiek” Leigh Whannella, być może również “Come True”, ale pojawiły się one już na liście najlepszych filmów science-fiction. W niezwykle udany sposób mieszały bowiem oba dobrze znane podgatunki filmowej fantastyki i nieprzypadkowo trafiły do czołówki wielu filmowych zestawień. Na tej liście zwyczajnie więc po nie nie sięgnąłem, by się nie powtarzać.

Wśród ostatecznie wyselekcjonowanej dziesiątki są zatem bez wątpienia filmy wybitne, ale też takie, które niekoniecznie można nazwać dobrymi, powinny być jednak ciekawe z punktu widzenia miłośnika określonej stylistyki. Horror, jak żaden inny gatunek filmowy, wykształcił sobie grupy i podgrupy fanów, którzy często interesują się wyłącznie pewną niszą przynależącą do kina grozy. Z drugiej strony w różnych sposób traktuje się nawiązania do wielkich dzieł z przeszłości, które przez jednych są witane z entuzjazmem, podczas gdy inni nie znajdują w nich nic ciekawego. Z kolei zdecydowana większość widzów może ich po prostu nie wyłapać, stąd niskie oceny pewnych pozycji na serwisach filmowych.

Saint Maud

Debiut reżyserski Rose Glass, którego dystrybucją zajęła się znana w środowisko firma A24, to kolejny przykład świetnego horroru psychologicznego, doskonale rozplanowanego i rewelacyjnie zagranego, który nieprzypadkowo był w minionym roku niezwykle popularny i dorobił się wysokich ocen na różnych portalach. Nie tak wysokich zresztą na jakie naprawdę zasługuje, bo choć można oczywiście argumentować, że film byłby lepszy gdyby bardziej pogłębić relację pomiędzy główną bohaterką a ciężko chorą, byłą tancerką, w tym wypadku chodzi raczej o niezrozumienie samej podkategorii. Rzeczywiście bowiem widz nie uświadczy tu gatunkowo czystego horroru, sam jednak potrzebowałem około godziny, by dojść do siebie po seansie. Jeśli to nie jest groza, to nie wiem co to jest. 

Post Mortem

Niezwykle interesująca węgierska propozycja, której akcja toczy się zaraz po I wojnie światowej, a bohaterem jest fotograf, odwiedzający lokalną wioskę, w której akurat nie dzieje się dobrze. Obraz ten wyróżnia się świetnymi zdjęciami i gęstą, ponurą atmosferą i choć końcówka może nieco zawieść oczekiwania, mimo wszystko warto go zobaczyć. Jest to ten rodzaj filmu, podkupujący troszkę steampunkową estetykę, który z pewnością mógłby, a nawet powinien, zostać zrealizowany w Polsce.

Relic

Debiut reżyserski Natalie Eriki James miesza ze sobą znakomitą oprawę audio-wizualną, tworzącą w jego pierwszej części - gdy nie wiemy jeszcze dokładnie o co chodzi - gęstą atmosferę grozy, z niezwykle ciężką tematyką, dotyczy bowiem relacji z bliskimi w podeszłym wieku. W tym sensie zapewne można go przyporządkować do podgatunku horroru psychologicznego, choć w tym wypadku realnego straszenia jest jednak więcej niż w przypadku “Saint Maud”. Świetny, ale widać po ocenach, mocno niezrozumiany film. 

His House

Z kolei filmowi Remi Weekesa w bardzo udany sposób udaje się przekuć doświadczenia - uciekających ze swoich ojczyzn do Europy - uchodźców, koncentrując horror wokół tematu upiornych sił nawiedzających dwójkę głównych bohaterów, karmiących się oczywiście poczuciem winy wobec innych, którym nie udało się dotrzeć do nowego kraju. W interesujący sposób pokazywany jest tu również problem relacji pomiędzy przybyszami a przedstawicielami władz UK, którzy z oczywistych względów nie są w stanie zrozumieć z czym musieli się oni zmagać. Jest w tej produkcji kilka niezłych scen, zwłaszcza na początku i mimo tego, że nie jest to do końca udany projekt warto go obejrzeć na Netflixie.

Impetigore

Joko Anwar nie jest postacią anonimową. Indonezyjczyk dorobił się już statusu małego klasyka, jeśli chodzi o horrory azjatyckie, a w dodatku zrealizował już wiele innych, ciekawych produkcji. Przykładem może tu być - pokazywany na zeszłorocznym Festiwalu Pięć Smaków -  film “Gundala”, będący próbą zrealizowania obrazu o lokalnym superbohaterze. “Impetigore”, znane także u nas jako “Córka Przeklętej ziemi”, wygrywa z kolei połączeniem świetnej atmosfery, kapitalnie budowanej od pierwszych scen, z lokalną, egzotyczną tematyką. Z pewnością jeden z najlepszych filmów azjatyckich zeszłego roku.

Domek w górach (The Lodge)

Całkiem ciekawy, choć w moim odczuciu nie do końca spełniony, film duetu Severin Fiala/Veronica Franz, w którym osobisty dramat rodzinny, dotykający przede wszystkim dzieci, miesza się ze świetnie kreowaną atmosferą totalnego odosobnienia w tytułowym miejscu, które od początku przypomina skrzyżowanie “Lśnienia” z “Fargo”. Pierwszorzędnie zrealizowana produkcja, którą można jeszcze oglądać na stronie HBO GO.

The Wolf of Snow Hollow

Na szczęście podgatunek komedio-horroru jeszcze nie umarł, o czym przekonuje udany film Jima Cummingsa, który zagrał w nim główną rolę, dźwigając na swych barkach ciężkie zadanie uwiarygodnienia tej trudnej konwencji. Cały ten koncept opiera się w moim przekonaniu właśnie na pokracznej postaci młodego wkrótce-szeryfa, Johna Marshalla, który jest z jednej strony postacią jakby żywcem wyjętą z jakiejś tandetnej telenoweli, a z drugiej twórcy pakują w niego całkiem sporo psychologicznej głębi, głównie za sprawą jego relacji z córką, byłą żoną, a także ojcem (jedna z ostatnich ról Roberta Forstera). W tle mamy oczywiście krwawą łaźnię urządzoną przez tytułową bestię, zarówno lokalnej ludności, jak i turystom. Uwielbiam takie dziwaczne połączenia, ale też lojalnie uprzedzam: bez odpowiedniego nastawienia możecie po seansie poczuć się tak, jakbyście stracili niemal półtorej godziny z życia.

Sen (Schlaf)

Propozycja niemiecka to film, w którym zagrała dobrze znana na polskim rynku aktorka Agata Buzek. Pełnometrażowy debiut Michaela Venusa rozgrywa się gdzieś na przecięciu snu i jawy, opowiadając o młodej dziewczynie, która próbuje dociec co spowodowało nagłe załamanie nerwowe jej matki. Oczywiście natrafia na dawne sekrety, które zagrożą także jej życiu. Wielki sukces serialu “Dark” pokazał, że Niemcy potrafią robić takie mroczne produkcje o sekretach sprzed lat i choć “Sen” z pewnością nie dorównuje dziełu Netflixa i tak warto go zobaczyć. 

Moje serce bije tylko, gdy mu każesz

Film Jonathana Cuertasa dość ciekawie ogrywa pewien motyw pojawiający się w kinie grozy od dekad. Jaki? Tego nie zdradzę, bo nie jest to od początku jasne, a wiedza o tym może sprawić, że seans nie będzie tak przyjemny. Reżyser łączy ów topos z typowym społecznym kinem amerykańskim, rozgrywającym się na przedmieściach, a dodając do tego bardzo interesujący wątek rodzinny, otrzymujemy tu całkiem udaną produkcję, która być może nie straszy tak jak rasowy horror powinien, ale z pewnością jest warta zobaczenia. 

Dom na plaży (Beach House)

Nisko oceniony, na różnych portalach filmowych, debiut Jeffreya A. Browna spotkał się ze sporym entuzjazmem wśród miłośników kina grozy i trudno się dziwić. W interesujący sposób bowiem balansuje na granicy kina obyczajowego o młodej parze przybywającej do tytułowego domku, z horrorem i science-fiction, czerpiąc przy tym również z filmowej klasyki. Im bliżej tym atmosfera gęstnieje, nie tylko z uwagi na coraz większą mgłę, a mimo skromnego budżetu i udziału ledwie czwórki aktorów, film udało się zrealizować tak, że właściwie tego nie widać.

Tagi: 2020 horrory