Mateusz Greloch Mateusz Greloch 07.03.2014 14:33
Pierwsze wrażenia z South Park: Kijek Prawdy - fani serialu będą wniebowzięci. Reszta niekoniecznie.
1195V

Pierwsze wrażenia z South Park: Kijek Prawdy - fani serialu będą wniebowzięci. Reszta niekoniecznie.

South Park Kijek Prawdy to jeden z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie tytułów. Odkąd usłyszałem, że za produkcję bierze się Obsidian Entertainment miałem nieco mieszane uczucia, ale po pierwszych zwiastunach i fragmentach rozgrywki uspokoiłem się. Po ograniu paru godzin, czas na wstępne wrażenia.

Już od samego początku, czyli momentu kreowania bohatera, czuć powiew South Parku. Nawet jeśli ktoś nie jest zaznajomiony z serialem, będzie mógł wczuć się w postać „Nowego”, który przeprowadza się do miasta ze swoimi rodzicami. Na razie nie jest to wytłumaczone, ale to właśnie dzieciak jest powodem ich przeprowadzki, mam nadzieję, że zostanie to wyjaśnione później. Niemalże z biegu jesteśmy wrzuceni na Buttersa, którego bije zły elf. Po udzieleniu mu pomocy, idziemy do wielkiego czarodzieja Cartmana, który widzi w nas przepowiadanego od lat „Nowego”, wybrańca, który raz na zawsze rozwiąże konflikt pomiędzy jego frakcją i złymi elfami. 
 
Trzeba wziąć poprawkę na parę rzeczy – Kijek Prawdy to głównie produkcja dla fanów – resztę odrzuci rubaszny i bezkompromisowy humor oraz fabuła kręcąca się wokół dziecinnej zabawy w RPG, gdzie najpotężniejszym artefaktem jest gałązka. Kiedy przyjmiemy do wiadomości wokół jakiego humoru stoi South Park, poznamy bohaterów i przyjmiemy tę konwencję wczuwając się równie mocno co postacie w grze, nagle dostrzeżemy, że pierdy to potężne zaklęcia, a chrupki świetnie odnawiają energię.
 
 
Ci, którzy nie znają South Parku, a liczyli na dobre RPG, mogą się nieco zawieść. Sam myślałem, że system przypomina ten z Final Fantasy X, ale jest to bardziej mieszanina tego co mieliśmy w Costume Quest i pośrednio w grach action RPG. Aby zadać większe obrażenia wrogom lub zablokować część siły ciosu oponentów należy wcisnąć w odpowiednim momencie wybrany przycisk na padzie. Czasem jest to banalnie proste, ale kiedy spotykamy na swojej drodze nowego przeciwnika i nie znamy animacji jego ciosu, to byle szczur potrafi nas położyć.
 
Umiejętności, bronie, zbroje oraz dodatki wymagają użycia dziecięcej wyobraźni i to co dla szkraba jest śmiertelnym obuchem zagłady, dla nas jest po prostu mokrą kulką papieru toaletowego na końcu kija. Takich smaczków jest znacznie więcej, ale nie chcę wypisywać więcej, by nie psuć zabawy ewentualnym nabywcom. System rozwijania bohaterów również nie należy do najbardziej odkrywczych. Co poziom możemy przeznaczyć jeden punkt w rozwinięcie umiejętności, a w zależności od tego, ilu mamy znajomych na facebooku, możemy wybrać ilość dodatkowych talentów [umiejętności pasywnych]. Mapa South Park wcale nie jest tak ogromna, jest mało punktów tzw. fast-travel i jedynie zadania poboczne są w stanie nas przywrócić do już raz odwiedzanych lokacji.
 
 
Muszę przyznać, że gra się całkiem przyjemnie, ale uproszczony system walki i cała otoczka RPG zaczynają nużyć po 4-5 godzinach, bo nie są prawie wcale wymagające. Widać tutaj ukłon dla niedzielnych graczy, którzy kupią grę tylko dla dodatkowej historii i znanych postaci z South Park. Hardkorowcy nie znający serialu docenią gagi, ale kiedy przyjdzie faktycznie grać, walczyć i eksplorować, mogą poczuć się wynudzeni. Chętnie bym jeszcze popisał, ale Cartman wzywa mojego Sir Dekla - czas odzyskać Kijek Prawdy!
 

Tagi: Obsidian Entertainment PLAYSTATION 3 South Park: Kijek Prawdy Ubisoft wrażenia