Rok 2012 okiem Pawła
Każdy cykl artykułów musi mieć swój koniec, więc w tym przypadku ja jestem tym ostatnim, gaszącym światło. Wybory gry roku zawsze są czymś co budzi ogromne kontrowersje. Mało kto potrafi zrozumieć, że nie polega to na wyborze tego, co podoba się większości lub usilnie bycia alternatywnym. Obserwując dyskusję pod poprzednimi artykułami redaktorów, odniosłem wrażenie, że najlepiej by było gdyby każdy wybrał po 20 gier roku dla świętego spokoju. Cóż, takie prawo tłumu z którym za bardzo nie da się nic zrobić. Ale mniejsza o to, dla mnie wybór gry roku rozstrzygał się do ostatnich dni i nie jestem nawet w 100% pewien czy nie powinienem zmienić decyzji, ale moją grą roku zostaje...Każdy cykl artykułów musi mieć swój koniec, więc w tym przypadku ja jestem tym ostatnim, gaszącym światło. Wybory gry roku zawsze są czymś co budzi ogromne kontrowersje. Mało kto potrafi zrozumieć, że nie polega to na wyborze tego, co podoba się większości lub usilnie bycia alternatywnym. Obserwując dyskusję pod poprzednimi artykułami redaktorów, odniosłem wrażenie, że najlepiej by było gdyby każdy wybrał po 20 gier roku dla świętego spokoju. Cóż, takie prawo tłumu z którym za bardzo nie da się nic zrobić. Ale mniejsza o to, dla mnie wybór gry roku rozstrzygał się do ostatnich dni i nie jestem nawet w 100% pewien czy nie powinienem zmienić decyzji, ale moją grą roku zostaje...
Gra roku 2012 – Darksiders II

Na potrzeby chwili cofnijmy się w czasie do momentu premiery Legacy of Kain: Soul Reaver. Gry, która swoim klimatem, rozbudowaniem i fabułą wyznaczyła nieosiągalne progi dla wielu produkcji. Po Defiance Raziel i Kain udali się w spoczynek i od tego czasu brakowało mi gry przygodowej, która tak bardzo postawiłaby na eksplorację. Wszechobecne wrzucanie akcji w każdy tytuł, by było „jak w Hollywood” zaczęło mi już dawno wychodzić bokiem i Vigil Games bardzo szybko ze swoim produktem wkupiło się w moje łaski. Na Darksiders II czekałem najbardziej w tym roku i przyznaję, że nic mnie w grze nie zawiodło. Ogromne połacie terenu do eksplorowania, mnóstwo ukrytych „znajdziek” i klasyczny, ale zrobiony sensownie backtracking. Najważniejszym dla mnie aspektem jest „duch Soul Reavera”, który unosił się cały czas w trakcie mojej przygody z Nefilimem. Znaczące odejście od elementów slashera i postawienie na RPG-a z barwną przygodówką dla mnie okazało się strzałem w dziesiątkę i nie żałuję ani grosza wydanego na ten tytuł w momencie premiery.
Także fabularnie nie jest źle. Czasami trafi się jakaś dłużyzna, lub niepasujący do całości fragment, ale jest to tak rzadkie, że gdyby nie moja chęć czepiania się wszystkiego – nawet bym tego nie widział. Darksiders II posiada w sobie coś, co sprawia, że chce się ciągle grać, zarywać nocki i biegać po gigantycznych mapach. Jednak jestem świadom, że nie jest to gra dla każdego. Osoby szukające tutaj kinowej akcji raczej wynudzą się niemiłosiernie, ale przecież to tak jakby oczekiwać po Ridge Racer symulacji wyścigów, a po Mass Effect dobrego RPG-a.
W perspektywie problemów finansowych THQ martwi mnie, że planowana co najmniej trylogia Darksiders może zniknąć z planów. Gry o apokalipsie nigdy nie miały z górki. Skasowane dawno temu Four Horseman of the Apocalypse było pierwszym zawodem, nie chciałbym by po Wojnie i Śmierci nie ujrzeliśmy kolejnych dwóch jeźdźców w akcji, bo pokazywać jest co. Pytanie – czy ktoś będzie chciał nam to umożliwić. Oby tak.
Gra roku w cyfrowej dystrybucji – Podróż

Jako uzasadnienie mógłbym wkleić moją recenzję na premierę gry. Dla mnie podróż to projekt, który pokazał, że wbrew powszechnej opinii – z branżą jeszcze nie jest tak źle. Ludzie (nie wszyscy, co logiczne) potrafią docenić bardziej artystyczne podejście do branży gier. Można nazywać Podróż grą, można nazywać także przeżyciem, doznaniem – każdy określi ten tytuł inaczej. Dla mnie produkt thatgamecompany słusznie zbiera wyróżnienia i laury, manifestując chęć odejścia od tasiemcowego klepania identycznych gier bez chwili refleksji i ryzyka czegoś nowego. Ekipa Jenovy Chen i Kelee Santiago zaryzykowała bardzo dużo. 2 godziny to średni czas jaki poświęcamy Podróży za pierwszym razem. Ale w tych dwóch godzinach dostajemy cudowne widoki połączone z najlepszą ścieżką dźwiękową tego roku. Gdyby nie Austin Wintory, to gra nie wywoływała by takich emocji. Zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych.
Może wydać się wam to śmieszne, ale w dobie ogólnej krytyki i naśmiewania się z osób, którym podobała się Podróż, nie warto się tym przejmować i ukrywać swój wybór. Ja stawiam Podróż znacznie wyżej niż The Walking Dead. Technicznie tutaj wszystko jest zgrane i dopasowane do siebie, a spójność artystyczna „robi” grze bardzo dużo. Oby Sony wspierało więcej takich produkcji, bo one dają jeszcze nadzieję na to, że ktoś będzie chciał zaryzykować z nowym i ciekawym projektem.
Największe zaskoczenie – Spec Ops: The Line

Całość mógłbym streścić zdaniem „gra, która zapowiadała się na coś nieudanego udowodniła, że jej siłą jest historia i przedstawienie pomysłu studia”. Gdyby nie pokaz gry na który wybrałem się swego czasu do Warszawy – o grze wiedziałbym tyle co nic. Starsze odsłony Spec Ops ocierały się o crapa, więc gdy usłyszałem o zapowiedzi nowej części – zignorowałem to co przekazywało 2K Games. Z perspektywy czasu wiem, że niesłusznie. Ale może właśnie dlatego Spec Ops: The Line wywarło na mnie takie wrażenie. W kwestii gameplayu nie ma tutaj żadnej rewolucji i jedyną faktyczną nowinką jest wykorzystywanie piasku do eliminacji wrogów. Oczywiście w określonych przez studio momentach. W produkcji studia Yager spodobało mi się po prostu to, że nie potraktowano graczy jak niedorozwiniętych emocjonalnie nastolatków i zrezygnowano z podejścia „f*ck yeah! America!”.
Wreszcie dostaliśmy grę o wojnie w której pokazuje się jej okrucieństwa, zmusza się gracza do rzeczy, których normalnie by nie zrobił. Oczywiście w taki sposób, że sami nie jesteśmy świadomi naszych czynów. Może i twist fabularny serwowany stopniowo w grze nie jest szczytem tego, co może wymyślić scenarzysta, ale stanowi idealne apogeum poprzednich wydarzeń. Dla Mikołaja to gra roku, dla mnie największe zaskoczenie. Gdybym miał wybrać bohatera roku – wybrałbym kapitana Walkera i Nolana Northa za podłożenie i zagranie tej postaci. Oby Yager otrzymało szansę stworzenia kolejnej gry zgodnie z ich pomysłami.
Największy zawód – Brak informacji o następnej generacji

Z początku chciałem tutaj wrzucić Resident Evil 6, ale gdy pomyślałem trochę dłużej, uznałem, że czego mógłbym spodziewać się po osobie odpowiedzialnej za Outbreaki, oraz chęci uczynienia przez Capcom tej gry tytułem dla każdego. Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Później mocno myślałem o FIFA 13 z racji jej notorycznych problemów z serwerami, zawieszaniem gry i ilością błędów w porównaniu do udanej FIFA 12. Nie rozumiem gdzie poszedł dział testów w EA Sports, ale na pewno nie jest tam gdzie powinien być w trakcie testów gry. Jednak postanowiłem nie umieszczać żadnej gry. Nic nie zawiodło mnie bardziej niż brak jakichkolwiek oficjalnych informacji na temat następnej generacji. Wszędzie tylko plotki, domysły, wypowiedziane półsłowka. Nie oczekiwałem zapowiedzi PS4 w tym roku, oczekiwałem od Sony znaku, że oficjalnie prace postępują i rok 2013 będzie przełomowy. Ale jak widać – ich problemy finansowe zmusiły ich do wydłużenia cyklu życia konsol o kolejne lata, co oczywiście będzie ulgą dla każdego, kto na słowa „następna generacja” reaguje z uczuleniem.
Obym tylko w przyszłorocznym podsumowaniu nie musiał pisać o kolejnej generacji, albo jej braku. Czego życzę sobie i wam.
Najlepsza polonizacja – Medal of Honor: Warfighter

Lekko żartując powiem, że polonizacja gry Danger Close to chyba najlepsza rzecz w całokształcie. Medal of Honor: Warfighter zawiodło na całej linii. Mimo dobrych momentów i w miarę interesującego multi, całość wygląda jak zlepek osobnych misji kleconych na prędko by wyrobić tylko przed Call of Duty. Mam nadzieję, że ten błąd da do myślenia w biurach EA. Ale z drugiej strony mam też nadzieję, że polski oddział Electronic Arts będzie w stanie wykonać tak dobrą robotę w kwestii polonizacji jak w tym tytule. Świetna rola debiutującego Piotra Bajtlika udowadnia, że warto dawać szansę młodym o nowym w tym fachu. Gdyby nie dubbing w grze podejrzewam, że grałoby mi się znacznie gorzej. A tak – polska wersja uratowała ten tytuł. Paradoksalnie jeśli weźmiemy pod uwagę jak często polskie głosy psują odbiór gry (Hitman czy chociażby Killzone 2).
2012 moim okiem
Na sam koniec przyznam, że nie lubię podsumowań jakichkolwiek. Gdybym mógł, swoje wybory uzasadniałbym prostym „bo XYZ mi się spodobało na tyle, że warto”, co oczywiście pasuje do każdego, subiektywnego wyboru. Jeśli chodzi o mój rok 2012, to poza całościowym przejęciem sterów na PS3Site zapamiętam głównie z pierwszego wyjazdu na Gamescom jak kapitan okrętu. Nie mi to oczywiście oceniać, ale sądzę, że ekipa (pozdrawiam!) dała rady i podołała wyzwaniu, które zostało postawione przed nimi i mną. Z fotela całość wydać się może spokojna i „lajtowa”. Też tak myślałem, do tegorocznych targów. Kilkanaście godzin na nogach, bieganie po dusznych halach, intensywne dyskusje w momencie pomyłki zagranicznego wydawcy i załatwianie większej ilości miejsc na pokazie by zrobić coś lepiej. To wymagające sprawy, ale cholernie satysfakcjonujące. Szkoda tylko, że Gamescom traci na znaczeniu i oddala się w kierunku PCtowych casuali i gier F2P. Sprawdzian generalny będzie w przyszłym roku – jeśli Sony na E3 pokaże PS4 – w przeciwnym wypadku będzie jeszcze gorzej.
Fajnie też było poznać osoby, które odpowiadają za gry, zamienić z nimi parę słów, podpytać o niektóre sprawy i zobaczyć tworzenie gier z ich punktu widzenia. David Cage, Keiji Inafune, Yoshinori Ono czy ekipa odpowiedzialna za Until Dawn – to nieliczny wycinek tego, co dzieje się w trakcie Gamescom. Zrozumiałem także, że mimo tego co się mówi – w branży nadal są osoby, które podchodzą do swoich obowiązków jak zwykli zapaleńcy i często to są ekipy z mniejszych studiów, gdzie nikt nie chodzi za nimi z notesem i dyktuje co mogą mówić.
Rok 2012 to także rosnąca frustracja z powodu lenistwa ekip tworzących gry. Rozumiem, że jakoś trzeba dać znać, że potrzebna jest następna generacja, ale zlewanie konsolowych wersji gier i wrzucanie w nasze sprzęty produktu, który nie potrafi nawet utrzymać stałych 30 klatek na sekundę? To powinno się krytykować i tępić z każdej strony, a niestety – coraz częściej pomija się aspekt tego, jak gra działa. Byle ładnie wygląda i ciekawie jest reklamowana. Bez nazw, ale osoby grające częściej domyślą się o czym mowa.
Jeśli chodzi już o same gry, to w tym roku przyznaję, że kupka wstydu rozrosła się do olbrzymich rozmiarów, ale dzięki temu miałem szersze spektrum tego co wypuszcza się na rynek. Mogłem zaobserwować trendy aktualnie panujące i wyrobić sobie zdanie na niektóre tematy. Ale o tym być może już wkrótce gdy zbiorę wszystko i wysmażę jakiś felieton.
Na sam koniec zostawiłem sprawę nowej wersji serwisu o której szepcze się od dłuższego czasu, a o którą co jakiś czas piszecie i pytacie w komentarzach. Tak, nowa wersja jest faktem, istnieje już w „jakiejś tam” wersji podglądowej i nie będzie to zwykłe przemalowanie czy zmienienie skórki jak kiedyś. Nie chcę zdradzać niczego, bo to ma być niespodzianka, ale mam serio nadzieję, że odbiór będzie pozytywny bo każdy wkłada w to bardzo dużo serca i czasu. Dlatego w tym miejscu chciałbym wam podziękować za wszystkie uwagi i opinie. Zarówno za te liczne – krytyczne i to czasami aż za bardzo, oraz te mniej liczne – które cokolwiek chwalą. Oby nowy rok przyniósł mnóstwo dobrego, ogrom nowych gier, nowy sprzęt i nową wersję serwisu.
Dzięki, że jesteście z nami. Tak po prostu.