GTA 6 zostanie spiracone przez złodziei. Wydawca gry ma na to odpowiedź
Premiera kolejnej odsłony Grand Theft Auto zbliża się wielkimi krokami, a branża gier już teraz szykuje się na gigantyczny sukces finansowy tego tytułu. Każda tak wielka produkcja musi jednak liczyć się z ciemną stroną popularności, czyli nielegalnym kopiowaniem i udostępnianym w sieci za darmo.
Szef firmy Take-Two, Strauss Zelnick, podchodzi jednak do tego tematu z dużym spokojem, otwarcie przyznając, że zjawisko piractwa to po prostu niezaprzeczalny fakt życia, z którym branża rozrywkowa zmaga się od dziesięcioleci.
Podczas niedawnego spotkania z mediami przypomniał on swoje doświadczenia z branży muzycznej oraz filmowej, gdzie nielegalny obrót materiałami potrafił niegdyś dotykać ogromnej części rynku. Choć współczesne gry są pod tym względem chronione przez gigantyczne rozmiary plików oraz skomplikowane zabezpieczenia techniczne, twórcy doskonale wiedzą, że całkowite wyeliminowanie tego problemu jest po prostu niemożliwe. Zelnick nie ukrywa jednak, że w razie poważniejszych kłopotów korporacja ma w zanadrzu gotowe rozwiązania.
Gdy nielegalna dystrybucja zacznie realnie wpływać na rynek, wydawca zamierza działać ze szwajcarską precyzją, wykorzystując zarówno zaplecze technologiczne, jak i potężną armię prawników. Historia pokazuje zresztą, że właściciele serii potrafią bezwzględnie walczyć z wszelkimi naruszeniami praw autorskich czy nieoficiaklnego oprogramowania wokół swoich marek.
Firmie raczej nie grożą przez to poważne straty finansowe, zwłaszcza przy skali zainteresowania, jaką generuje powrót do słonecznego Vice City.