Szef Epic Games zmiażdżony przez fanów Steama. Ośmieszył swoją platformę
Szef Epic Games po raz kolejny udowodnił, że ma wyjątkowy talent do wkładania kija w mrowisko i zrażania do siebie graczy.
Zaledwie kilka dni po tym, jak Valve boleśnie utarło nosa konkurencji, znacznie przyspieszając uruchamianie swojego klienta i pokazując ocieżonemu sklepowi Epica, jak robi się dobre oprogramowanie, Tim Sweeney postanowił przejść do kontrataku. Wybrał sobie jednak najgorszy możliwy temat, bo zamiast skupić się na ulepszaniu własnego podwórka, uderzył w zasadę, którą społeczność Steama akurat bardzo sobie chwali.
Poszło o wymóg jawnego informowania klientów o tym, czy przy tworzeniu danej gry korzystano z generatywnej sztucznej inteligencji. Na platformie Valve każdy twórca musi dziś uczciwie postawić sprawę jasno, co dla kupujących jest świetnym i przejrzystym rozwiązaniem.
Sweeney stwierdził jednak w mediach społecznościowych, że takie oznaczanie produktów jest obrzydliwe, a zmuszanie studiów do podobnych deklaracji przypomina wymuszanie oświadczeń politycznych. Według niego taka metka w sklepie służy wyłącznie temu, by internetowy tłum hejterów miał gotową podkładkę do linczowania deweloperów i niszczenia im sprzedaży.
Taka narracja szefa Epica oczywiście nie bierze się znikąd, bo jego firma sama otwarcie idzie na całość w stronę sztucznej inteligencji i wciska tę technologię, gdzie tylko się da. Problem w tym, że Sweeney zupełnie rozminął się z nastrojami zwykłych ludzi, którzy zostawiają w sklepach swoje pieniądze.
Pod jego wpisem momentalnie wylała się fala krytyki, bo gracze wcale nie chcą kupować kota w worku. Mało tego - podczas ostatniego festiwalu wersji demonstracyjnych na Steamie społeczność wręcz błagała Valve o dodanie specjalnego filtra, który pozwoliłby jednym kliknięciem całkowicie ukryć produkcje wyplute przez algorytmy.
Forcing developers to write a political statement to be used against them by the hate mob they’re helping organize is abhorrent.
— Tim Sweeney (@TimSweeneyEpic) October 23, 2026
Wygląda więc na to, że prezes Epic Games strzelił sobie w stopę w najgorszym możliwym momencie. I to nie pierwszy raz...