PS7 za nawet... 10 tysięcy złotych. Kolejna generacja nie powstanie?
Kiedy sam ojciec marki PlayStation zaczyna głośno mówić o możliwej śmierci tradycyjnych konsol, w branży trudno przejść obok tego obojętnie. Ken Kutaragi, czyli człowiek, który dosłownie stworzył japońską potęgę pod telewizorami, podzielił się wyjątkowo ponurą wizją przyszłości całego tego rynku.
Jego zdaniem zbliżające się wielkimi krokami PlayStation 6 czy kolejny sprzęt od Microsoftu, znany roboczo jako Project Helix, mogą stanąć w obliczu kryzysu, który całkowicie zmieni zasady gry i sprawi, że PS7 oraz następca Xboxa nie powstaną, bo nikt nie będzie zainteresowany wrzucać takie sprzęty w cenie 6, 7, 8 a może i nawet 10 tysięcy złotych.
Winowajcy są dwaj: galopujący rozwój sztucznej inteligencji oraz absurdalne, windowane w nieskończoność ceny podzespołów.
Największą siłą konsol od zawsze była ich przystępność - kupowało się zgrabne pudełko za rozsądne pieniądze, podłączało do telewizora i miało spokój na kilka dobrych lat. Dziś ten fundament po prostu pęka w szwach. Przez trwający kryzys na rynku pamięci, napędzany gigantycznym zapotrzebowaniem na serwery AI, produkcja elektroniki stała się koszmarnie droga. Kutaragi zauważa, że porządne komputery do grania potrafią już kosztować tyle co używany samochód, a sprzęt stacjonarny powoli staje się towarem luksusowym, na który zwykłego gracza po prostu nie stać.
W kuluarach coraz głośniej mówi się o tym, że nadchodząca generacja może bez trudu przebić barierę tysiąca dolarów. Przy takich kwotach sprzęt przestaje być zabawką dla mas, a staje się gadżetem wyłącznie dla garstki najbardziej zamożnych zapaleńców. Twórca PlayStation nie owija w bawełnę i nazywa to sytuacją skrajnie niezdrową. Jeśli przeciętna rodzina będzie musiała wybierać między miesięcznym czynszem a postawieniem nowego pudła na szafce RTV, wybór stanie się boleśnie oczywisty.
Właśnie w tę lukę wchodzi błyskawicznie ewoluująca sztuczna inteligencja oraz technologie chmurowe. Zaawansowane algorytmy potrafią dziś renderować i skalować obraz tak sprytnie, że potrzeba kupowania potężnego, prądożernego żelastwa powoli traci sens.