Rynek PC dostał potężny cios. Sprzedaż komputerów leci w dół, a końcówka roku ma być jeszcze gorsza
Rosnące ceny pamięci zaczynają coraz mocniej uderzać w cały rynek komputerów. W trzecim kwartale 2026 roku globalne dostawy PC spadły aż o 21% względem poprzedniego roku. To jednak jeszcze nie koniec - według najnowszej prognozy ostatnie trzy miesiące roku mogą przynieść spadek sięgający aż 27%.
Według wstępnych danych Counterpoint Research w trzecim kwartale 2026 roku na rynek trafiło około 57 mln komputerów, podczas gdy rok wcześniej było to 72,2 mln sztuk. Oznacza to spadek o 21% rok do roku, ale także o 13,8% względem poprzedniego kwartału. Powód jest dość prosty. Rosną ceny pamięci DRAM i NAND, a wraz z nimi koszt całego komputera. Duża część dostępnych mocy produkcyjnych jest kierowana do centrów danych i infrastruktury AI, gdzie producenci pamięci mogą liczyć na znacznie większe zamówienia i wyższe marże. Zwykłe pecety znajdują się więc coraz dalej w kolejce.
W efekcie producenci komputerów mają coraz mniej miejsca na manewry. Mogą podnieść ceny, wziąć część dodatkowych kosztów na siebie albo ograniczać specyfikację tańszych modeli. Counterpoint zwraca uwagę, że na rynku pojawia się coraz mniej atrakcyjnych cenowo konfiguracji, przez co użytkownicy po prostu odkładają wymianę obecnego sprzętu. Problem jest zresztą większy niż sama pamięć RAM. Drożeją również SSD i inne komponenty, a wcześniejsze prognozy Gartnera zakładały, że łączny wzrost kosztów DRAM-u i dysków SSD może do końca 2026 roku sięgnąć nawet 130% względem wcześniejszych poziomów. Według tych samych szacunków przeciętne ceny komputerów mogą być około 17% wyższe niż w 2025 roku.
Najmocniej oberwało HP, którego dostawy spadły aż o 31% do 10,3 mln urządzeń. Dell zanotował spadek o 25% do 7,6 mln, a Lenovo - mimo utrzymania pierwszego miejsca na świecie - sprzedało 15 mln komputerów, czyli o 23% mniej niż przed rokiem. Znacznie lepiej poradziły sobie Apple i ASUS. Apple dostarczyło 5,6 mln komputerów, o 11% mniej niż rok wcześniej, ale zwiększyło udział w rynku z 8,7 do 9,8%. ASUS zanotował najmniejszy spadek wśród największych producentów - 7% rok do roku - i sprzedał około 5,2 mln urządzeń. Co ciekawe, względem poprzedniego kwartału ASUS poprawił wynik aż o 19,4%.
Sam spadek o 21% wygląda bardzo źle, ale trzeba pamiętać również o wyjątkowo mocnej bazie porównawczej. W trzecim kwartale 2025 roku rynek korzystał między innymi z zakupów wykonywanych przed końcem wsparcia Windows 10 oraz wcześniejszego gromadzenia zapasów związanego z obawami o ceny i taryfy. Część klientów wymieniła więc sprzęt wcześniej, niż zrobiłaby to normalnie. Nie zmienia to jednak faktu, że sytuacja robi się coraz trudniejsza. Counterpoint przewiduje, że w czwartym kwartale 2026 roku globalne dostawy komputerów mogą spaść aż o 27% rok do roku. To oznaczałoby jeszcze większe załamanie niż obecnie.
Firmy nadal kupują nowe komputery w związku z wymianą flot i migracją na nowsze wersje Windowsa, ale nawet ten segment nie jest już w stanie zrównoważyć słabnącego popytu konsumenckiego. Przy coraz wyższych cenach prywatny użytkownik znacznie częściej dochodzi do prostego wniosku: skoro obecny komputer nadal działa, to może jeszcze rok czy dwa spokojnie zostać na biurku.
Nie należy też spodziewać się szybkiego powrotu do sytuacji sprzed kryzysu pamięci. Counterpoint zakłada, że tempo wzrostu cen DRAM-u i NAND-u może zacząć słabnąć w pierwszej połowie 2027 roku, ale sam rynek komputerów ma przez cały 2027 rok pozostać mniej więcej na poziomie 2026 roku. Innymi słowy: stabilizacja nie musi oznaczać odbicia - może oznaczać po prostu zatrzymanie się na znacznie niższym poziomie sprzedaży.
Właśnie to jest obecnie największym problemem rynku PC. Nie brakuje nowych procesorów, kart graficznych czy ciekawych laptopów. Problem polega na tym, że coraz więcej ludzi zwyczajnie nie chce płacić cen, do których doprowadził boom na AI i drożejące komponenty. Jeśli pamięć pozostanie droga także w 2027 roku, producenci komputerów będą musieli wybierać pomiędzy niższymi marżami, słabszą specyfikacją i kolejnymi podwyżkami cen. Żadne z tych rozwiązań nie wygląda szczególnie dobrze.