Nowe Avengers skazane na klęskę: "nie zadzwonili do mnie"
Chociaż pełny skład superbohaterów mających pojawić się w widowisku Avengers: Doomsday wciąż pozostaje jedną z najpilniej strzeżonych tajemnic Marvel Studios, fani łucznika Clinta Bartona muszą przygotować się na rozczarowanie.
Jeremy Renner uciął wszelkie spekulacje dotyczące swojego udziału w nadchodzącym blockbusterze, potwierdzając, że nie zobaczymy go na ekranie. Gwiazdor skwitował całą sytuację w charakterystycznym dla siebie, żartobliwym tonie, ostrzegając widzów, że brak jego postaci może mieć opłakane skutki dla całego kinowego uniwersum.
W niedawnym wywiadzie aktor bez ogródek stwierdził, że Najpotężniejsi Bohaterowie Ziemi bez wsparcia Hawkeye'a są z góry skazani na porażkę w nadchodzącym starciu. Renner zażartował, że twórcy po prostu do niego nie zadzwonili z propozycją powrotu, więc ewentualna katastrofa i przegrana z nowym antagonistą będą wyłącznie ich winą.
Mimo absencji na planie gwiazdor z dużym sentymentem wspomina wspólne projekty i cieszy się z kinowego powrotu hitu Avengers: Koniec gry, w którym odegrał kluczową rolę w odwróceniu czystki dokonanej przez Thanosa.
Nieobecność łucznika może wydawać się o tyle zaskakująca, że sam artysta od dawna deklarował pełną gotowość do powrotu w trykoty Marvela, wspominając chociażby o chęci nakręcenia drugiego sezonu solowego serialu. Po dramatycznym wypadku z udziałem pługa śnieżnego z 2023 roku, w którym doznał kilkudziesięciu złamań kości i otarł się o śmierć, Renner przeszedł tytaniczną rehabilitację. Aktor wielokrotnie podkreślał, że odbudował formę fizyczną ze sporym nawiązką i bez problemu podołałby wymagającym scenom kaskaderskim.
Decyzja decydentów z Marvel Studios oznacza, że nowa formacja herosów w Avengers: Doomsday będzie musiała stawić czoła potężnemu zagrożeniu bez jednego ze swoich najbardziej doświadczonych założycieli.