Castlevania wraca na dobre? Nowa odsłona szybciej niż sądzicie
„Castlevania: Belmont’s Curse” może być początkiem większego powrotu jednej z najbardziej kultowych serii Konami.
Producent Tsutomu Taniguchi jasno zasugerował, że nowa produkcja nie powinna być traktowana jako jednorazowy eksperyment, a na kolejną część fani nie powinni czekać kolejnej dekady.
W rozmowie z Famitsu Taniguchi został zapytany o przyszłość marki w związku z 40. rocznicą „Castlevanii”. Producent przyznał, że obecnie cały zespół koncentruje się na premierze „Belmont’s Curse”, ale jednocześnie trudno wyobrazić sobie sytuację, w której następna gra pojawiłaby się dopiero za dziesięć lat. Jego zdaniem taki scenariusz sprawiłby, że cały wysiłek związany z powrotem serii straciłby sens.
Co ciekawe, „Belmont’s Curse” miało powstać częściowo właśnie z poczucia pilności. Taniguchi zauważył, że liczba osób faktycznie grających w Castlevanię spadła, podczas gdy rośnie grupa odbiorców, którzy znają markę, ale nigdy nie mieli okazji w nią zagrać. Dużą rolę mogła odegrać popularność animowanego serialu Netfliksa, który przyciągnął do uniwersum nowych fanów.
Producent nie zdradził jednak, jak dokładnie miałaby wyglądać przyszłość serii. Nie wiadomo więc, czy Konami planuje kolejną klasyczną produkcję, Metroidvanię, grę 3D czy zupełnie nową formułę. Najważniejsza jest sama deklaracja, że „Belmont’s Curse” nie musi być końcem tej historii.
To szczególnie istotne, ponieważ od ostatniej głównej odsłony minęło już naprawdę dużo czasu. „Castlevania: Lords of Shadow 2” zadebiutowało w 2014 roku, a na tradycyjną odsłonę serii fani czekają jeszcze dłużej. Jeśli słowa producenta przełożą się na konkretne decyzje Konami, 40. rocznica może więc okazać się początkiem prawdziwego powrotu Castlevanii, a nie tylko krótkim przebłyskiem dawnej legendy.