Guillermo del Toro miał zrobić film BioShock. Po 20 latach Netflix się jednak nie poddał
Plotki krążyły po sieci niemal od dwóch dekad, a teraz Guillermo del Toro w końcu potwierdził, że rzeczywiście prowadził rozmowy dotyczące ekranizacji BioShocka.
Reżyser zdradził też, że negocjacje zakończyły się jedną z najbardziej katastrofalnych rozmów w jego karierze.
Pierwsze informacje o możliwym filmie pojawiły się już w 2008 roku, zaledwie rok po premierze pierwszego BioShocka. Del Toro nigdy wcześniej oficjalnie nie potwierdzał swojego zaangażowania w projekt, choć wielokrotnie mówił, że jest wielkim fanem gry. Teraz przyznał w rozmowie z IGN, że faktycznie próbował doprowadzić do jej ekranizacji.
Problemem okazało się przede wszystkim przełożenie specyfiki gry na język filmu. Zdaniem reżysera produkcje tego typu mogą wyglądać bardzo filmowo, ale sposób prowadzenia narracji jest zupełnie inny. W grze odbiorca sam podejmuje decyzje, rozwiązuje zagadki i eksploruje świat, podczas gdy film musi prowadzić widza znacznie bardziej precyzyjnie.
Del Toro wspomniał również o pracach nad swoim projektem Insane, przy którym twórcy stworzyli konstrukcję pozwalającą dawać odbiorcy wrażenie ogromnej swobody wyboru, jednocześnie prowadząc go do zaplanowanych punktów historii. Według reżysera właśnie takie różnice sprawiają, że adaptowanie gier jest wyjątkowo trudnym zadaniem.
Rozmowy dotyczące BioShocka nie zakończyły się jednak sukcesem. Del Toro określił je jako „jedne z najbardziej katastrofalnych”, jakie kiedykolwiek odbył, co ostatecznie przekreśliło jego udział w projekcie.
Co ciekawe, film BioShock wciąż powstaje. Netflix pracuje nad ekranizacją pierwszej części gry, za kamerą ma stanąć Francis Lawrence, a scenariusz rozwijają Justin Rhodes i Lawrence. Produkcja została zapowiedziana już w 2022 roku, ale nadal nie ma daty premiery.
Teraz wiemy przynajmniej, że BioShock naprawdę mógł kiedyś trafić na ekrany w zupełnie innej wersji.