Twórcy The Blood of Dawnwalker są niesamowici. Wprowadzili dysproporcję nawet w takim temacie
Gracze przemierzający mroczny, średniowieczny świat The Blood of Dawnwalker szybko zauważyli, że przetrwanie za dnia w ludzkiej skórze stanowi nieporównywalnie większe wyzwanie niż nocne polowania w ciele wampira.
Wokół tej pozornej nierównowagi narosło sporo dyskusji, jednak reżyser tytułu, Konrad Tomaszkiewicz ze studia Rebel Wolves, uspokaja zdezorientowanych fanów: taki stan rzeczy był w pełni zamierzony. Zgodnie z wizją twórców krwiopijca z definicji musi górować siłą nad śmiertelnikiem, a walka za dnia ma wymuszać pokorę i strategiczne myślenie.
Ta drastyczna asymetria wynika bezpośrednio z mechaniki rozwoju postaci. Nocna forma protagonisty rośnie w siłę automatycznie wraz z każdym kolejnym poziomem doświadczenia - wampirze szpony zadają coraz większe obrażenia bez konieczności inwestowania punktów w drzewka umiejętności, a zdrowie można błyskawicznie regenerować poprzez wysysanie krwi z napotkanych wrogów czy zwierząt.
Z kolei jako człowiek gracz staje się bezbronny bez pieczołowicie ulepszanego rynsztunku, musi nieustannie warzyć mikstury lecznicze i polegać na tradycyjnej szermierce, co drastycznie podnosi poprzeczkę podczas oblężeń twierdz czy starć z bossami.
Deweloperzy zadbali jednak o to, by ukończenie całej przygody wyłącznie w śmiertelnej postaci było w pełni wykonalne. Aby zrekompensować brak wampirzej brutalności i zniechęcić odbiorców do ciągłego przewijania czasu do zmroku, za dnia oddano im do dyspozycji potężną magię wiedźmińską.
Tomaszkiewicz podkreśla, że utrzymanie postaci przy ziemi pozwala na snucie znacznie ciekawszej, pozbawionej taniego przesadyzmu opowieści, a ludzka ścieżka otwiera unikalne warianty zakończeń, w tym możliwość zwerbowania sojuszników, którzy pomogą zniwelować przewagę krwiopijców.
Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do The Blood of Dawnwalker.