Ostatnie 2 miesiące tanich zakupów, bo ceny elektroniki idą w górę! Rząd Polski forsuje nową opłatę
Polscy klienci planujący zakup nowego sprzętu elektronicznego muszą przygotować się na kolejny cios finansowy. Już 13 listopada w życie wejdą znowelizowane przepisy dotyczące tzw. opłaty reprograficznej, która po latach zapowiedzi oficjalnie obejmie nowoczesne urządzenia użytkowe, w tym smartfony, tablety oraz komputery osobiste.
Choć z prawnego punktu widzenia danina ma obciążać producentów oraz dystrybutorów, realia rynkowe wskazują jednoznacznie, że dodatkowe koszty zostaną niemal natychmiast przerzucone na kupujących, windując końcowe ceny na sklepowych półkach.
Przeciwko wprowadzeniu rzeczonego podatku w nowym kształcie stanowczo zaprotestował Rzecznik Praw Obywatelskich, reagując na liczne skargi obywateli wskazujących na zjawisko podwójnego opodatkowania. Zastępca RPO, Stanisław Trociuk, zwrócił się do kierownictwa Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego z apelem o przeprowadzenie rzetelnych badań sprawdzających, czy konsumenci faktycznie kopiują utwory na nośniki, skoro masowo opłacają abonamenty w legalnych serwisach streamingowych.
Instytucja podnosiła, że funkcja pobierania plików do trybu offline w aplikacjach wideo i audio nie jest tożsama z klasycznym piractwem czy tworzeniem prywatnych kopii, co podważa zasadność naliczania haraczu.
Odpowiedź ze strony ministerstwa okazała się jednak bezkompromisowa i zamknęła drzwi do jakichkolwiek ustępstw. Reprezentujący resort sekretarz stanu Maciej Wróbel wyjaśnił, że państwo nie musi wcale badać rzeczywistej skali procederu, gdyż fundamentem prawnym do poboru daniny jest sama „potencjalna możliwość” zgrania pliku do pamięci urządzenia.
Co więcej, ministerstwo zasłoniło się brakiem możliwości weryfikacji takich zachowań ze względu na ochronę prywatności obywateli, równocześnie argumentując, że skoro według statystyk tylko niespełna połowa Polaków korzysta ze streamingu, a niemal każdy posiada telefon o rosnącej pojemności dysku, to tradycyjne kopiowanie muzyki czy filmów wciąż pozostaje zjawiskiem powszechnym.
Przedstawiciele rządu uspokajają wprawdzie, że stawka została ustalona na poziomie kompromisowego jednego procenta zamiast dopuszczalnych trzech, prezentując to jako ukłon w stronę zmieniających się nawyków cyfrowych społeczeństwa. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że cała operacja jest przede wszystkim gwarancją potężnego zastrzyku gotówki dla organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, których przejrzystość działania od lat budzi ogromne kontrowersje.