Gracze mówią stanowcze NIE! Deweloperzy wpisują zakaz sztucznej inteligencji do umów
Generatywna sztuczna inteligencja coraz częściej staje się tematem sporów w branży gier. Haley MacLean, prawniczka specjalizująca się w prawie własności intelektualnej i współpracująca z wieloma studiami deweloperskimi, twierdzi, że niemal wszyscy jej klienci wprowadzają dziś do umów zapisy zakazujące korzystania z AI.
Jej zdaniem to efekt zarówno niechęci graczy, jak i rosnącego ryzyka prawnego.
Haley MacLean, która na co dzień analizuje umowy wydawnicze dla studiów indie i AA, zauważa ogromną zmianę, którą nastąpiła w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. Jeszcze dwa lub trzy lata temu klauzule dotyczące AI pojawiały się sporadycznie. Obecnie stały się praktycznie standardem, a wydawcy coraz częściej wymagają, aby generatywna sztuczna inteligencja nie była wykorzystywana przy tworzeniu gry, materiałów marketingowych, czy portów.
Według prawniczki pierwszym powodem jest nastawienie samych graczy. Wielu deweloperów już na etapie negocjacji podkreśla, że nie chce korzystać z AI, ponieważ społeczność negatywnie reaguje na takie rozwiązania. To stanowisko pokrywa się z wcześniejszymi wypowiedziami przedstawicieli Pocketpair, twórców Palworld, którzy otwarcie przyznawali, że nie wykorzystują generatywnej AI właśnie dlatego, iż gracze jej nie akceptują.
Jeszcze większe obawy budzą jednak kwestie praw autorskich. MacLean uważa, że korzystanie z generatywnej AI może prowadzić do dwóch poważnych problemów jednocześnie. Z jednej strony studio może zostać oskarżone o wykorzystanie materiałów opartych na cudzej twórczości, jeśli model AI został wytrenowany na chronionych treściach. Z drugiej strony sam deweloper może mieć trudności z udowodnieniem, że posiada prawa do wygenerowanych zasobów.
MacLean przewiduje również, że w najbliższych latach branżę mogą czekać liczne procesy sądowe. Jej zdaniem część dużych firm próbuje obniżać koszty produkcji poprzez wykorzystanie AI, ale jednocześnie nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji prawnych. W praktyce może się okazać, że wygenerowane elementy nie będą objęte ochroną prawa autorskiego, co umożliwi ich swobodne kopiowanie przez konkurencję.
Według Haley MacLean bezpieczniejszym rozwiązaniem pozostaje tradycyjna praca artystów. Jej zdaniem czas potrzebny na sprawdzenie, poprawienie i zabezpieczenie materiałów wygenerowanych przez AI często sprawia, że zatrudnienie ludzi okazuje się po prostu tańsze i mniej ryzykowne.
Wszystko wskazuje więc na to, że dyskusja o miejscu generatywnej sztucznej inteligencji w branży gier dopiero się rozpoczyna, a najważniejsze rozstrzygnięcia mogą zapaść na sali sądowej.