Miał być hit na skalę globalną, a będzie kit? Steam Machine przegrywa ze starymi PS5 i XSX
Rynek sprzętu do grania rządzi się swoimi brutalnymi prawami, o czym dobitnie przekonuje się właśnie firma Valve. Choć amerykański gigant jest absolutnym monopolistą na rynku cyfrowej dystrybucji na PC, jego najnowsze urządzenie hybrydowe - nowa wersja Steam Machine - nie cieszy się tak gigantycznym zainteresowaniem, jak konkurencyjne konsole PlayStation 5 czy Xbox Series X.
Głównym powodem takiego stanu rzeczy jest fakt, że Valve kategorycznie odmówiło dopłacania do produkcji swojego sprzętu. Podczas gdy Sony i Microsoft tradycyjnie sprzedają swoje konsole ze stratą, licząc na odzyskanie funduszy ze sprzedaży oprogramowania i abonamentów, twórcy Steama uznali, że nie zamierzają tracić ani dolara na każdym sprzedanym egzemplarzu.
Ta bezkompromisowa strategia korporacji bezpośrednio przełożyła się na zaporowe ceny, które dla wielu tradycyjnych graczy konsolowych okazały się barierą nie do przejścia. Za najtańszy wariant urządzenia z dyskiem 512 GB trzeba bowiem zapłacić ponad 1000 dolarów, natomiast cena najbogatszego zestawu z pojemnością 2 TB oraz dedykowanym kontrolerem sięga astronomicznych 1428 dolarów.
W porównaniu do wycenionych na ułamek tej kwoty systemów PS5 czy Xboxa, nowość od Valve jawi się jako produkt niezwykle luksusowy i zwyczajnie za drogi dla przeciętnego klienta szukającego prostego sprzętu podłączanego do telewizora.
Przedstawiciele Valve w rozmowie z serwisem The Verge otwarcie bronią swojej decyzji, tłumacząc, że dotowanie sprzętu prowadzi do powstawania zamkniętych, toksycznych ekosystemów i wojen na tytuły ekskluzywne, czego firma chce za wszelką cenę uniknąć w świecie komputerów osobistych.
Niestety, wysoka cena idzie w parze z wątpliwą opłacalnością – zaawansowani gracze PC posiadają już potężne komputery skrojone pod własne potrzeby, a testy wydajnościowe nowego Steam Machine w najnowszych grach pozostawiają obecnie sporo do życzenia.