The Office było niepoprawne politycznie? Gwiazda serialu nie ma wątpliwości, że serial dziś by nie powstał
Rainn Wilson, znany milionom widzów jako Dwight Schrute z kultowego serialu The Office, uważa, że dziś stworzenie podobnej produkcji byłoby niezwykle trudne.
Aktor twierdzi, że zmieniające się standardy społeczne i większa wrażliwość odbiorców sprawiłyby, że wiele żartów z serialu nie trafiłoby już na ekran.
Amerykańska wersja The Office przez dziewięć sezonów pozostawała jedną z najpopularniejszych komedii telewizyjnych XXI wieku. Produkcja zdobyła ogromną popularność dzięki charakterystycznemu humorowi opartemu na niezręcznych sytuacjach, absurdalnych zachowaniach bohaterów i celowym przekraczaniu granic społecznego komfortu.
Rainn Wilson says "The Office" probably wouldn’t be made today, telling Fox News Digital that media trends have shifted left and that cancel culture makes it difficult for edgy comedies to thrive. pic.twitter.com/KmsKb8qxV0
— Fox News (@FoxNews) June 14, 2026
Mam wrażenie, że dziś nie dałoby się zrobić The Office. Myślę, że byłoby bardzo trudno być tak niepoprawnym politycznie, jak był ten serial - stwierdził aktor.
W rozmowie z Fox News Rainn Wilson przyznał, że jego zdaniem współczesna telewizja mogłaby mieć problem z zaakceptowaniem takiego tonu. Zwrócił on także uwagę na zmiany, jakie zaszły w mediach i kulturze popularnej na przestrzeni ostatnich lat.
Według niego obecnie twórcy muszą znacznie bardziej uważać na sposób przedstawiania kontrowersyjnych tematów, a część humoru, który sprawdzał się kilkanaście lat temu, mogłaby spotkać się z ostrą krytyką.
Nie jest to pierwszy raz, gdy wokół The Office pojawia się podobna dyskusja. Znaczna część komediowego potencjału serialu wynikała właśnie z prezentowania zachowań, które w prawdziwym życiu byłyby uznawane za nieakceptowalne. Bohaterowie regularnie popełniają gafy, przekroczyli granice dobrego smaku i wpadali w sytuacje wywołujące u widzów zarówno śmiech, jak i zażenowanie.
Szczególnie dotyczyło to postaci takich jak Dwight Schrute czy Michael Scott, którego brawurowo zagrał Steve Carell. To właśnie ich zachowanie często stanowiło źródło najbardziej pamiętnych scen całej serii.