Oblivion Remastered prawie nikt nie kończy. Statystyka stawia grę Microsoftu w złym świetle
Mija właśnie rok, odkąd Bethesda zaskoczyła wszystkich i bez zapowiedzi wypuściła Oblivion Remastered. Choć sentymentalny powrót do prowincji Cyrodiil okazał się sprzedażowym hitem, najnowsze dane dotyczące osiągnięć rzucają cień na ten sukces.
Okazuje się, że gracze masowo „ghostują” cesarza i ratowanie świata przed otchłanią - odsetek osób, które faktycznie ukończyły główny wątek fabularny, jest wręcz szokująco niski.
Statystyki nie kłamią: trofeum Champion of Cyrodiil, przyznawane za finał głównej osi fabularnej, zdobyła jedynie garstka śmiałków. Rozbieżność między platformami jest wyraźna, choć na żadnej z nich wynik nie napawa optymizmem:
- Steam - 7,9% (wynik zaniżany przez mody blokujące achievementy)
- Xbox - 13,0%
- PlayStation - 14,9%
Dlaczego tak niewielu z nas dotarło do napisów końcowych? Odpowiedź kryje się w dwóch słowach: Gildie i Arena. Gracze znacznie chętniej spędzają czas na piachu Areny (najczęściej kończona linia zadań) lub w mrocznych objęciach Mrocznego Bractwa. Legendarny status tych questów sprawia, że ratowanie Martina Septima staje się nudną koniecznością, którą odkłada się „na później”, aż do momentu, gdy postać staje się zbyt potężna, by... w ogóle dało się grać.
Tu dochodzimy do ciekawego elementu - Oblivion Remastered cierpi na syndrom „porzuconego dziecka”. Bethesda nie wypuściła żadnej łaty od lipca 2025 roku, zostawiając graczy z fatalnym skalowaniem trudności czy słabą optymalizacją.
Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered.