Dzięki temu aktorowi pokochaliśmy masę gier. Uważa on, że jego kariera dopiero się zaczęła
Troy Baker to postać, której głosu nie sposób nie znać, jeśli grało się w jakikolwiek hit AAA wydany po 2010 roku.
Aktor, który tchnął życie w postacie o ogromnej głębi emocjonalnej, takie jak Joel z The Last of Us, Booker DeWitt z BioShock Infinite czy ostatnio sam Indiana Jones w Great Circle, wciąż czuje ogromny głód twórczy. Choć od blisko dwóch dekad dominuje w branży gier i anime, w rozmowie przed rozdaniem nagród BAFTA 2026 przyznał, że paradoksalnie czuje się tak, jakby dopiero co zaczął swoją przygodę z zawodem i jest przekonany, że jego najlepsze kreacje są wciąż przed nim.
Dla Bakera każda kolejna rola to nieustanny proces nauki i szlifowania rzemiosła. Wyznał on, że przy każdym projekcie, niezależnie od jego skali, dopada go to samo specyficzne uczucie: dopiero pod koniec ostatniej sesji nagraniowej ma wrażenie, że w pełni zrozumiał swoją postać i właśnie wtedy najchętniej zacząłby pracę od nowa. To poczucie niedosytu motywuje go do przenoszenia zdobytych lekcji na kolejne produkcje, dzięki czemu każda następna rola może być jeszcze lepsza i lepiej służyć opowiadanej historii.
Przyszłość artysty zapowiada się ekscytująco, zwłaszcza dzięki ponownej współpracy z kreatywnym liderem Naughty Dog, Neilem Druckmannem, przy nadchodzącym kosmicznym westernie zatytułowanym Intergalactic: The Heretic Prophet. Choć szczegóły jego roli pozostają tajemnicą, Baker podchodzi do swojej kariery z dużą pokorą i dystansem - podkreśla, że branża gier nie jest mu nic winna, a on sam czuje się niezwykle wdzięczny za dotychczasową drogę.
Zaznacza przy tym, że gdyby jego kariera miała zakończyć się jutro, odszedłby jako spełniony człowiek, choć wciąż czuje, że ma wiele własnych opowieści do przekazania światu.
Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do The Last of Us Part II.