Intergalactic i Uncharted 5 powstają w kulturze crunchu? Cena bycia najlepszym ujawniona
Kultura morderczej pracy po godzinach, znana jako „crunch”, od lat kładzie się cieniem na sukcesach studia Naughty Dog.
W niedawnym wywiadzie były deweloper Benson Russel, który pracował nad serią Uncharted, przyznał, że ekstremalny wysiłek stał się nieodłącznym elementem tożsamości firmy. Według niego, sytuacja pogarszała się z każdym kolejnym projektem od czasu premiery pierwszej części przygód Nathana Drake’a.
Punktem zwrotnym była produkcja The Last of Us, kiedy to kierownictwo miało otwarcie przyznać podczas spotkań, że praca ponad siły jest po prostu niezbędna, by tworzyć gry na poziomie, do którego przyzwyczaiło fanów to studio.
Russel rzucił światło na nieudane próby systemowego ograniczenia nadgodzin. Studio próbowało wprowadzać zasady mające chronić pracowników, jak choćby wyznaczanie północy jako ostatecznego terminu zakończenia pracy w ciągu dnia, jednak w kluczowych fazach projektów reguły te były masowo ignorowane.
Z czasem zespół został postawiony przed jasnym, choć bolesnym wyborem: albo akceptują wyniszczający tryb pracy jako cenę za bycie częścią ambitnych projektów, albo odchodzą. Ta bezkompromisowa polityka doprowadziła do masowego odpływu talentów, gdy wielu weteranów uznało, że koszty osobiste są zbyt wysokie.
Obecnie Naughty Dog znajduje się w trudnym położeniu, balansując między oczekiwaniami fanów a problemami kadrowymi. Studio w ostatnim czasie musiało mierzyć się ze skasowaniem niemal gotowego projektu sieciowego w świecie The Last of Us oraz krytyką za zbyt długie eksploatowanie tej samej marki.
Nadzieją na odświeżenie wizerunku ma być nowa marka, Intergalactic: The Heretic Prophet oraz plotki o powrocie do serii Uncharted. Niestety, pierwsze doniesienia sugerują, że aby nadrobić zaległości i przyspieszyć produkcję nowego IP, firma miała ponownie powrócić do swoich niesławnych praktyk, co stawia pod znakiem zapytania deklaracje o poprawie warunków pracy w branży AAA.
Wygląda na to, że walka o miano technologicznego lidera wciąż odbywa się kosztem ludzi, którzy te światy budują