Marvel zmienia zasady. Koniec odrabiania pracy domowej z Disney+
Premiera serialu Wonder Man to coś więcej niż tylko debiut kolejnego herosa - to oficjalny koniec pewnej epoki w budowaniu kinowego Uniwersum Marvela (MCU).
Marvel Studios definitywnie porzuciło swoją pierwotną strategię dla Disney+, która zakładała, że każda produkcja musi być „nierozerwalnie spleciona” z resztą sagi. Dziś, w lutym 2026 roku, Kevin Feige mówi „dość”.
Jeszcze w 2019 roku obietnica brzmiała jasno - seriale są niezbędne do zrozumienia filmów. Jednak Wonder Man łamie tę zasadę w sposób spektakularny. To pierwsza produkcja od startu platformy, która jest całkowicie samodzielna - nie wynika z wydarzeń poprzedniego filmu i nie zapowiada kolejnego. Możesz ją włączyć „z ulicy”, nie wiedząc, kim jest Thanos czy Loki, i bawić się świetnie. To zwrot o 180 stopni względem takich tytułów jak WandaVision czy Ms. Marvel, które były fabularnymi pomostami.
Decyzja ta wynika z pragmatyzmu. Feige przyznał w wywiadach, że śledzenie MCU zaczęło przypominać „odrabianie pracy domowej”, co zniechęcało widzów. Szyld „Marvel Spotlight”, pod którym wydano Wonder Mana (i wcześniej Echo), ma być gwarancją, że dostajemy zamkniętą historię, a nie tylko rozdział w niekończącej się telenoweli.
Dla zmęczonych widzów to doskonała wiadomość. Marvel testuje grunt - jeśli Wonder Man odniesie sukces, przyszłość Disney+ może należeć do różnorodnych, autorskich wizji, które nie muszą dźwigać bagażu 18 lat historii uniwersum. Czy to oznacza koniec wielkich crossoverów? Nie, ale wygląda na to, że Marvel w końcu zrozumiał, że czasem superbohater musi po prostu uratować dzień, a nie całą linię czasową.