Twórca Return to Silent Hill otrzymuje groźby śmierci. "Gracze go znajdą"
Przenoszenie kultowych gier na wielki ekran to zadanie wysokiego ryzyka, o czym boleśnie przekonał się Christophe Gans.
Reżyser najnowszego, fatalnie ocenianego horroru Return to Silent Hill, wyznał w rozmowie z mediami, że toksyczność części fanów sięgnęła zenitu. Okazuje się, że twórca musiał mierzyć się z groźbami śmierci, a wściekli gracze zapowiadali, że „go znajdą”, jeśli efekt końcowy nie spełni ich wygórowanych oczekiwań względem ukochanej marki.
Gans, który odpowiadał również za pierwszą adaptację z 2006 roku, zauważył, że miłośnicy wirtualnego cichego wzgórza są wyjątkowo emocjonalni i zaborczy wobec tego uniwersum. Choć reżyser stara się tłumaczyć te agresywne zachowania „wielką pasją”, przyznaje, że presja towarzysząca produkcji była przytłaczająca. Fani już lata temu ostrzegali go, że nie wybaczą mu zepsucia ekranizacji, co rzuca ponury cień na obecną, bardzo słabą recepcję jego najnowszego dzieła.
Niestety, najnowszy film nie obronił się jakością - w serwisie Rotten Tomatoes Return to Silent Hill notuje obecnie katastrofalne wyniki (zaledwie 15% od krytyków i 30% od widzów). W dobie świetnie ocenianych seriali takich jak The Last of Us czy Fallout, poprzeczka zawisła bardzo wysoko, a powrót Gansa do świata mgły został uznany za jedną z najsłabszych odsłon serii. Mimo fatalnych recenzji i przerażających reakcji części internautów, reżyser twierdzi, że nadal kocha ten świat i cieszy się, że jego praca po latach bywa doceniana przez nowe pokolenia.