Fallout w Nowym Jorku? Bethesda zdradza plany
Wyobraźcie sobie Fallout 4, w którym zamiast po ulicach Bostonu, wędrujecie po ruinach Manhattanu. Okazuje się, że ta wizja była bliższa realizacji, niż ktokolwiek przypuszczał.
Emil Pagliarulo, dyrektor kreatywny w Bethesda Game Studios, ujawnił, że Nowy Jork był pierwotnym i bardzo poważnie rozważanym miejscem akcji dla czwartej odsłony kultowej serii postapokaliptycznej.
Dlaczego więc nie zobaczyliśmy zmutowanych szczurów w Central Parku? Powód jest zaskakująco prozaiczny - konkurencja. W tamtym czasie rynek gier był zalany produkcjami osadzonymi w Nowym Jorku, ze szczególnym uwzględnieniem serii Crysis. Bethesda uznała, że zniszczona aglomeracja stała się tematem wyeksploatowanym.
Pamiętam, jak patrzyliśmy na Crysis 2 i 3 i pomyśleliśmy: wiesz co? Może Nowy Jork to nie jest najlepszy pomysł - wspomina Pagliarulo.
Decyzja o przeniesieniu akcji do Bostonu (The Commonwealth) okazała się strzałem w dziesiątkę. Miasto to, z jego bogatą historią rewolucyjną i charakterystyczną architekturą, nadało grze unikalną tożsamość, której brakowałoby generycznym wieżowcom Nowego Jorku. Zamiast kolejnej „dżungli z betonu”, gracze otrzymali Fenway Park przerobiony na miasto i Szlak Wolności, który stał się osią fabuły.
Dziś możemy tylko gdybać, jak wyglądałby Fallout w cieniu Empire State Building. Choć wizja ta jest kusząca, deweloperzy prawdopodobnie mieli rację - w tamtym momencie unikalność lokacji była ważniejsza niż jej sława. Kto wie, może Nowy Jork doczeka się swojej szansy w Fallout 5? Na razie jednak pozostaje nam cieszyć się, że uniknęliśmy „efektu Crysisa” w świecie Bractwa Stali.