Nadchodzą zmiany! Netflix wdraża coś z czego nie każdy będzie zadowolony
Oglądając najnowszy hit na Netflixie, wkrótce możesz nie zdawać sobie sprawy, że słowa, które czytasz na dole ekranu, nie wyszły spod ręki człowieka.
Gigant streamingu oficjalnie wchodzi w erę generatywnej AI, wdrażając technologie, które mają zrewolucjonizować proces lokalizacji treści oraz marketingu. To krok, który dla akcjonariuszy oznacza zyski, ale dla branży kreatywnej brzmi jak sygnał alarmowy.
Według raportu IGN, Netflix intensywnie testuje wykorzystanie sztucznej inteligencji do tworzenia napisów i dubbingu w rzadszych językach. Cel jest prosty - umożliwić globalną premierę tytułów w jak największej liczbie regionów jednocześnie, bez ponoszenia ogromnych kosztów zatrudniania armii tłumaczy. Choć firma zapewnia, że „człowiek wciąż jest najważniejszy”, eksperci obawiają się spadku jakości i utraty niuansów kulturowych, których algorytm może nie wyłapać.
Drugim filarem tej strategii jest hiperpersonalizacja. AI ma być wykorzystywane do generowania unikalnych grafik promocyjnych i klipów reklamowych, dopasowanych do gustu konkretnego użytkownika. Jeśli algorytm wie, że lubisz romanse, zwiastun filmu akcji, który zobaczysz, skupi się na wątku miłosnym. To marketingowa precyzja, o jakiej tradycyjne agencje mogą tylko pomarzyć.
Ruch ten wpisuje się w szerszy trend w Dolinie Krzemowej, ale w kontekście Hollywood budzi szczególne kontrowersje. Po niedawnych strajkach scenarzystów i aktorów, obawiających się zastąpienia przez cyfrowe byty, decyzja Netflixa to dolanie oliwy do ognia. Czy jakość obroni się sama, czy czeka nas zalew „maszynowych” tłumaczeń? Jedno jest pewne: Netflix nie zamierza zwalniać w wyścigu o efektywność, nawet jeśli ceną będą zasoby ludzkie.