Emilia Clarke i język Dothraków. Nieporozumienie, które urosło do rangi afery
Wypowiedź Emilii Clarke o tym, że „słabo mówiła w języku Dothraków”, wywołała falę komentarzy. Teraz głos zabrał twórca tego języka z „Gry o tron”, prostując narosłe przez lata nieporozumienie.
Podczas wizyty w amerykańskim talk-show Emilia Clarke przyznała, że zabolały ją doniesienia, według których miała „nie radzić sobie” z językiem Dothraków. Aktorka podkreśliła, że poświęciła nauce fikcyjnego języka ogrom pracy, a jej wypowiedzi na ekranie de facto współtworzyły jego brzmienie.
Na medialny szum zareagował David J. Peterson, lingwista odpowiedzialny za ten fikcyjny język. W rozmowie z zagranicznymi mediami zaznaczył, że nigdy nie krytykował Clarke, a jego słowa zostały wyrwane z kontekstu.
Peterson wyjaśnił, że Daenerys Targaryen nie miała mówić jak native speaker. Jej postać rozumiała język i potrafiła się nim posługiwać, ale celowo brzmiała „nienaturalnie”, co było zgodne z założeniami fabularnymi serialu Gra o tron.
Co więcej, twórca języka wielokrotnie chwalił aktorkę za konsekwencję, podkreślając, że jej wymowa „brzmiała bardzo dobrze” i spełniała oczekiwania produkcji.
Cała sytuacja pokazuje, jak łatwo branżowe niuanse zamieniają się w sensacyjne nagłówki. W tym przypadku zamiast krytyki była precyzyjna realizacja roli, a rzekoma wpadka okazała się jedynie medialnym nieporozumieniem.