Masz w szufladzie Nintendo 3DS? Jesteś bogaty
Jeśli podczas noworocznych porządków natknąłeś się w szufladzie na zakurzoną konsolę Nintendo 3DS, pod żadnym pozorem jej nie wyrzucaj.
Może się okazać, że trzymasz w rękach małą fortunę. Rok 2026 przyniósł niespodziewany i gwałtowny skok cen tych urządzeń na rynku wtórnym, zamieniając niegdyś popularnego handhelda w poszukiwany towar kolekcjonerski.
Skąd ten nagły boom? Eksperci wskazują na unikalność konstrukcji. Mimo premiery potężnego Switcha 2, starszy 3DS ze swoimi dwoma ekranami i efektem 3D bez okularów oferuje doświadczenie, którego nowa generacja nie jest w stanie w pełni emulować. Do tego dochodzi biblioteka fantastycznych gier, które po zamknięciu cyfrowego sklepu eShop stały się dostępne legalnie jedynie na fizycznych kartridżach, co dodatkowo winduje ceny sprzętu zdolnego je obsłużyć.
Ceny zadbanych modeli, zwłaszcza wariantów New Nintendo 3DS XL czy edycji limitowanych (np. z motywem Majora's Mask czy Pokémon), osiągają obecnie pułapy, które jeszcze dwa lata temu wydawałyby się absurdalne. Za kompletny zestaw w pudełku kolekcjonerzy są gotowi zapłacić równowartość nowej konsoli stacjonarnej. To klasyczny efekt nostalgii połączony z rynkowym niedoborem - towaru nie przybywa, a chętnych do powrotu do czasów świetności Mario i Zeldy jest coraz więcej.
Sytuacja ta jest gorzką pigułką dla graczy, którzy liczyli na tanie retro granie. Próg wejścia w świat 3DS-a stał się zaporowy. Z drugiej strony, dla posiadaczy tych urządzeń to doskonały moment na decyzję: sprzedać z ogromnym zyskiem czy zachować jako bezcenną pamiątkę ery, która w gamingu już nigdy nie wróci?