James Gunn serwuje nowe spojrzenie na postacie, ale... Ma ku temu dobry powód!

James Gunn od momentu przejęcia sterów DC Films konsekwentnie buduje nowe DCU, które ma odświeżyć wizerunek znanych bohaterów i nadać uniwersum spójniejszy kierunek. Jego wizja mocno różni się od tego, co fani oglądali w erze Zacka Snydera, a dyskusje o tych dwóch podejściach wciąż budzą emocje. Nowe filmy i seriale powoli przedstawiają kolejne postacie w zupełnie innym świetle, co jest świadomym krokiem w stronę bardziej komiksowego, ale też nieco mniej mrocznego stylu.
Jednym z przykładów takiej zmiany jest Maxwell Lord, który w DCU nie przypomina ani bezwzględnego antagonisty z "Wonder Woman 1984", ani znanej z komiksów późniejszej, złowieszczej wersji tej postaci. Sean Gunn gra biznesmena, którego działania na razie nie mają nic wspólnego z klasycznym łotrem - jego firma LordTech finansuje Justice Gang, a sam Lord pojawił się w Supermanie i otwarciu drugiego sezonu Peacemakera jako neutralna, a nawet pomocna postać. James Gunn wyjaśnił, że inspirował się pierwotną, bardziej złożoną i moralnie niejednoznaczną wersją Maxa, nie tą, która powstała w późniejszych komiksowych retconach.
Twórca zaznaczył też, że nie należy spodziewać się brutalnych wątków znanych z niektórych historii. Zamiast tego nowa interpretacja Maxwella Lorda ma oddać ducha jego komiksowych początków, kiedy postać balansowała między moralnymi dylematami a wpływem na bohaterów. To kolejny przykład, jak DCU pod wodzą Gunna stawia na spójne, przemyślane kreacje, które jednocześnie oddają hołd klasyce i odchodzą od niektórych decyzji z poprzednich ekranizacji.



